Historycy protestują w Krakowie. "Nauczanie patriotyzmu" zagrożone? Wielowieyska: to bezpodstawne zarzuty

W Krakowie protestują historycy, którzy sprzeciwiają się zmianom w nauczaniu historii w gimnazjach i liceach. Wsparła ich pikieta "Solidarnych 2010" pod Ministerstwem Edukacji Narodowej. Ich zdaniem nauczanie historii w Polsce jest zagrożone. - To bezpodstawne zarzuty - komentowała w "Poranku TOK FM" prowadząca Dominika Wielowieyska. - Będzie mniej wkuwania dat, a więcej dyskusji - dodaje.

A chodzi o zmiany w nauczaniu historii w liceach i gimnazjach, które w życie wejdą od przyszłego roku szkolnego. Program nauki historii w gimnazjum zostanie rozciągnięty na cztery lata, co oznacza, że część treści, które były do tej pory w gimnazjum, trafi do pierwszej klasy szkoły ponadgimnazjalnej. Po pierwszej klasie liceum nastąpi zaś indywidualizacja ścieżek edukacyjnych - uczniowie bardziej zainteresowani studiami humanistycznymi będą mieli obszerny kurs historii. Ci zaś, którzy wybiorą inną ścieżkę, będą realizowali wybrane bloki tematyczne w ramach przedmiotu historia i społeczeństwo.

Po stronie protestujących stanął m.in. w "Naszym Dzienniku" prof. Andrzej Nowak. - Boi się po prostu, że to oznacza ograniczenie nauki historii w szkołach, a przez to młodzi Polacy nie będą mieli poczucia tożsamości narodowej i nie będą uczeni patriotyzmu - omawiała jego tekst w porannym przeglądzie prasy w TOK FM Dominika Wielowieyska.

"To szansa dla historii współczesnej"

- Uważam te zarzuty za bezpodstawne - komentowała Wielowieyska. - Początkowo miałam wątpliwości, czy to nie będzie de facto oznaczało ograniczenia nauczania historii, ale zmieniłam zdanie, gdyż uważam, że lepiej będzie, jeżeli nauczyciele i uczniowie wspólnie wybiorą blok tematyczny, który ich interesuje - podkreślała.

- Myślę, że wielu wybierze po prostu bloki tematyczne związane z historią współczesną i warto, żeby ta historia współczesna pozwoliła zrozumieć historię najnowszą Polski - kontynuowała dziennikarka. - Myślę, że to będzie dobre do budowania tożsamości i patriotyzmu i nie widzę nic złego w tym, że wprowadzono przedmiot historia i społeczeństwo. Mam nadzieję, że będzie mniej np. wkuwania dat bitew - co właściwie do niczego nie prowadzi - tylko zostanie to zastąpione ciekawą dyskusją na temat historii współczesnej. Na to liczę - podsumowała.

Wróbel: historycy popełniają błąd

Na ten temat wypowiedział się też inny dziennikarz TOK FM Jan Wróbel (również historyk, dyrektor I Liceum Społecznego w Warszawie) na łamach "Super Expressu". Jego zdaniem protestujący przeciw reformie popełniają dwa błędy. - Jeden wynika z pychy historyków, którzy wychodzą z założenia, że jeśli przedmiot nie nazywa się historia, a historia i społeczeństwo i będzie się go nauczać tych, którzy nie wybrali profilu humanistycznego, to już nie jest historią. A to bzdura - mówi.

Drugim błędem w jego opinii jest podejście, że jeżeli szkoła uczy za mało historii Polski, to jest to nauczanie niepatriotyczne. - Chciałbym zwrócić uwagę, że całe pokolenia polskich patriotów wychowane były w szkołach, które nie uczyły historii Polski lub uczono jej marginalnie. Nie mówię tu tylko o czasach zaborów czy innej okupacji - nawet w osiemnastowiecznej Polsce Tadeusz Kościuszko uczył się w szkole rycerskiej, w której historii Polski jako przedmiotu nie było - zauważa Wróbel.

Praca do 67. roku życia? Sprawdź, kiedy przejdziesz na emeryturę [TABELA]>>

DOSTĘP PREMIUM