Tajemnica śmierci żeglarza wraca do prokuratury

Ciało Patryka Palczyńskiego związane i obciążone płytami chodnikowymi zostało odnalezione w Zatoce Gdańskiej. Prokuratura stwierdziła: to samobójstwo. I umorzyła śledztwo. Rodzina jest jednak przekonana, że żeglarza zamordowano. Sąd właśnie zdecydował: w postępowaniu popełniono błędy, dochodzenie ma zostać wznowione.

Żeglarz z Gdyni zaginął w czerwcu 2010 roku. Jego ciało, związane i obciążone płytami chodnikowymi, zostało odnalezione w Zatoce Gdańskiej po kilku tygodniach. - Teza samobójstwa oparta została na eksperymencie wykonanym przez biegłego - tłumaczy prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska. Stwierdzono, że mężczyzna związał się sam, przywiązał do siebie płyty o wadze 23 kilogramów i w ten sposób odebrał sobie życie. W grudniu 2011 umorzono postępowanie w tej sprawie. Rodzina zaskarżyła tę decyzję, wskazując, że - jej zdaniem - 24-latek został zamordowany.

Sąd stwierdził, że w działaniu prokuratury były błędy i zdecydował, że postępowanie ma zostać wznowione. - Po decyzji sądu poszukamy innego biegłego. Nie nazywałabym tego fuszerką prokuratury. To mogło być niedopatrzenie - mówi prokurator Nickel-Rogowska.

Sąd: Biegłym nie może być świadek

Jakich błędów dopatrzył się sąd? Sędzia Szczepan Stożyński nie przyjął ekspertyzy, gdyż biegłym okazał się jeden ze świadków. - Z akt wynika, że ta osoba była dwukrotnie przesłuchana w charakterze świadka. To wyklucza jej udział jako biegłego, eksperyment odbył się z naruszeniem przepisów - uzasadniał sędzia. - W tej chwili brak więc dowodów na to, że Patryk Palczyński sam się skrępował. Nie można wykluczyć udziału osób trzecich - dodał sędzia.

Są świadkowie, którzy mogą być podejrzanymi

Kolejnym błędem prokuratury był brak weryfikacji sprzecznych zeznań dwóch świadków. - Przesłuchiwani twierdzili między innymi, że się nie znały i nie kontaktowały, ale przeczą temu bilingi - tłumaczy reprezentujący rodzinę Palczyńskich mecenas Janusz Kaczmarek. - Więcej nie mogę powiedzieć, bo byłoby to instruowanie tych osób. Prokuratura nie podeszła w sposób należyty do sprzeczności w ich zeznaniach i możliwości zmiany ich roli procesowej nawet na podejrzanych - przyznaje Kaczmarek.

Więcej domysłów niż faktów

Wokół śmierci Patryka Palczyńskiego wszystko wydaje się tajemnicze. Pracował na jachcie m.in. na Karaibach. Opowiadał, że załatwił sobie nową pracę, nie ujawniając jednak żadnych szczegółów. W dniu śmierci miał w plecaku mapę Karaibów, ale aparat, którym zazwyczaj uwieczniał swoje podróże, zostawił w domu. Prokuratura, forsując tezę samobójstwa, nie miała nawet pewności, czy miał skoczyć do wody z brzegu w Gdyni, czy z pokładu łódki.

Niejednoznaczne są też opinie ekspertów, jak ciało obciążone płytami chodnikowymi mogło przepłynąć wiele kilometrów do miejsca, w którym zostało znalezione. Świadkowie, których wskazuje rodzina, przekonują, że Patryk miał plany na dalszą część życia i nie był typem samobójcy. Z tym wszystkim prokuratura będzie musiała zmierzyć się jeszcze raz.

Szczuka atakuje Rutkowskiego: Jest pan reżyserem teatru z trupem dziecka >>

DOSTĘP PREMIUM