Wielkanoc już nie przy stole, ale w klubie. Kulturoznawca: W myśl idei "święto codziennie"

Poniedziałek Wielkanocny, centrum Warszawy, wieczór. Przed modnym klubem Kamieniołomy w szybkim tempie rośnie tłum imprezowiczów. Niektórzy tak się niecierpliwią, że ignorują kolejkę i do klubu próbują się dostać ponad ludźmi, wspinając się na fasadę budynku. Ale nie ma co się spieszyć, impreza potrwa do 7 rano. Tak młodzi warszawiacy świętowali Wielkanoc.

Kluby, bary i sklepy monopolowe w czasie świąt w Warszawie - i nie tylko - przeżywały nie lada oblężenie. Młodzi mieszkańcy stolicy wbrew tradycji nie trwali cały czas przy wielkanocnym stole, tylko bez skrupułów odchodzili od niego, aby spędzić wieczór wraz ze znajomymi w barach, klubach czy na domowych imprezach.

Kulturoznawca, prof. Roch Sulima, przyznaje, że to zjawisko wiele mówi o młodych Polakach zamieszkujących zwłaszcza duże miasta. - Współczesna kultura, której jedną z idei jest przesłanie "codziennie święto", dokonuje wyraźnego zamazania granicy między czasem święta i czasem powszednim - zauważa.

"To była największa impreza od stycznia..."

Warszawskie kluby - w tym m.in. Kamieniołomy - i bary największy ruch odnotowały w Wielki Piątek i Poniedziałek Wielkanocny. Filip Katner, menedżer popularnego Powiększenia, przyznaje, że jego klub był pełny w oba te dni. - W piątek było potwornie dużo ludzi. Była to najprawdopodobniej największa impreza od stycznia - zdradza. - Z poniedziałku też jesteśmy bardzo zadowoleni, zwłaszcza że wtorek był zwyczajnym dniem roboczym. Można powiedzieć, że tego dnia mieliśmy odrobinę słabszą imprezę weekendową - dodał.

Zobacz wideo

Pokrewny Powiększeniu klub na placu Zbawiciela - Plan B - cieszył się ze sporego ruchu zwłaszcza w poniedziałek, kiedy w lokalu odbywał się koncert. - Biorąc pod uwagę to, że koncerty u nas są od niedawna, to przyszło wczoraj naprawdę sporo osób. Mimo świąt lokal był w zasadzie pełny - przyznaje barman Planu B Maciek Powała.

"W Święta? Oj, działo się, działo..."

Powodów do narzekań nie ma też Bartek Mindewicz, menedżer modnego klubu Sen Pszczoły na warszawskiej Pradze. - W piątek mieliśmy bardzo udaną imprezę. To była impreza cykliczna, która odbywa się raz na miesiąc albo na dwa. Przyszło naprawdę sporo osób - mówi Mindewicz.

Sprawa podobnie miała się w klubie PKP Powiśle. - Oj, działo się, działo... - śmieje się Zosia Kopczyńska, menedżerka artystyczna lokalu: - Wczorajszy wieczór przebiegł może bez szaleństw, ale przyszło naprawdę sporo osób i siedziały nawet do godz. 2 w nocy, co w tygodniu prawie nigdy się nie zdarza. Ale to normalne przy okazji świąt. Kiedy jest więcej dni wolnych pod rząd, młodzież rzeczywiście bardziej melanżuje, nie chce jej się siedzieć w domu przy stole, przesiaduje więc u nas do późnych godzin nocnych.

"Ta strategia ma na celu spowszednienie świąt"

Oblężenie od piątku przeżywały także sklepy monopolowe, bo spora część imprez odbywała się w zaciszu domowym. - W pierwszy dzień świąt zachodziło do nas bardzo dużo ludzi. Kolejki co 15 minut wychodziły aż za drzwi. Kupowano mnóstwo wina, mniej wódki, bardzo dużo piwa - wylicza sprzedawca z osiedlowego sklepu monopolowego Alkohole 24 w stołecznym Gocławiu.

Wiele osób tłumaczy świąteczny pęd do imprez tym, że to jedyny czas w roku, kiedy jest okazja, by spotkać się w gronie znajomych, którzy na co dzień mieszkają poza rodzinnym miastem. Według prof. Sulimy równie ważnym powodem jest też tzw. nowa strategia spędzania świąt.

- Celem jest ich spowszednienie. Jest w tym element kontestacji dominującej tradycji na zasadzie: zróbmy to inaczej, niż nakazuje norma obyczajowa. To strategia luzu kulturowego, wyznaczania swojego własnego pokoleniowego czy genderowego obyczaju, który będzie dawał satysfakcję - wyjaśnia.

"Dziś ludzie wolą obchodzić święta medialne"

Zjawisko najbardziej widoczne jest u przedstawicieli młodszego pokolenia, które żyje w większych miastach. To jednak nie znaczy, że podobnego trendu nie da się zauważyć także na wsi. Tam również - jak przyznał antropolog - dawny wzorzec zaczyna się rozpadać. - Sam spędziłem święta na wsi. I można zauważyć, że wielopokoleniowe świętowanie przy jednym stole nawet tam powoli odchodzi w zapomnienie - zaznacza ekspert.

Według prof. Sulimy z czasem progi wyznaczone przez religię czy obyczaj będą odrzucane coraz bardziej, bo młodzi ludzie cenią sobie dziś zupełnie innego rodzaju święta. - Dla tego pokolenia dużo bardziej liczy się np. mecz reprezentacji narodowej. Święta wpisane w obyczaj będą coraz częściej zastępowane przez tzw. święta medialne. Tworzące się dziś społeczeństwo sieciowe żyje już według zupełnie innego rytmu niż ten, który wyznaczały normy obyczajowe - kwituje kulturoznawca. I na sam już koniec konstatuje: - W tym roku chyba po raz pierwszy w życiu nikomu nie wysłałem świątecznej kartki...

Biczowanie, ukrzyżowanie, krwawe obchody Wielkiego Tygodnia [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM