Mazurek: "W rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach"

"Na spotkaniu w rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach, transparentów i w ruskiej czapce" - krytykuje w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" PiS-owskie obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej Robert Mazurek. Atakuje również stronę rządową: "Do braku klasy obecnej władzy zdołałem się już przyzwyczaić".

"Więcej nie pójdę pod Pałac Prezydencki w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Żółte tulipany od moich córek dla pani Marii i tak po kilku godzinach zgarnęli śmieciarze od Hanny Gronkiewicz-Waltz, a moją żałobę postanowił politycznie zagospodarować Jarosław Kaczyński" - pisze w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" Robert Mazurek .

Dziennikarzowi nie podobało się, że pod Pałac zapraszano zwykłych ludzi, a tam miał miejsce "wiec PiS". "Rozczarowali mnie organizatorzy spotkania pod Pałacem Prezydenckim. (...) Przede wszystkim dlatego, że przez wiele dni to politycy PiS w każdym programie telewizyjnym zapraszali warszawiaków, by przyszli oddać hołd prezydenckiej parze, by przyszli na żałobne wspomnienie. Przyszedłem. Jeszcze tego samego dnia rano kpiłem z "Gazety Wyborczej", która z góry wiedziała, że pod Pałacem będzie "wiec sympatyków PiS". Okazało się, że to oni mieli rację, nie ja" - twierdzi.

"W rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach"

W dalszej części artykułu mocno atakuje propagandową stronę PiS-owskich obchodów rocznicy smoleńskiej. "Na spotkaniu w rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach, transparentów i" głów zdrajcy "w ruskiej czapce. Tak jak wy nie chcecie być wariatami i pogardzanymi oszołomami, tak oni też nie chcą być zdrajcami i renegatami. Nie przekonałem was? No i dobrze, myślcie sobie, co chcecie, a nawet wyrażajcie to sobie, jak chcecie, ale na Boga, nie tego dnia, nie w tym miejscu!" - apeluje.

"Zrozumcie, na żałobnym spotkaniu nie śpiewa się" Sto lat "! Bo zginął Lech, skąd więc skandowanie" Jarosław, Jarosław! "? Bo w rocznicę śmierci przychodzi się złożyć kwiaty, pomodlić, a nie szydzić z nielubianych dziennikarzy i pozdrawiać ich" Zdrastwujtie "przy rechocie gawiedzi. Bo, skoro przychodzimy upamiętnić ofiary katastrofy, to po prostu nie na miejscu są słowa o upadających stoczniach, szalejącej drożyźnie i niepolskiej polityce zagranicznej. Nawet jeśli słuszne i jeśli wypowiada je brat zmarłego" - dodaje Mazurek.

Brak klasy władzy

Dziennikarz mocno krytykuje również władzę. Nie podoba mu się skromne upamiętnienie ofiar. - Do braku klasy - i jest to określenie najdelikatniejsze - obecnej władzy zdołałem się już przyzwyczaić. Gdy prezydent mojego kraju wysyła wieczorem, w przeddzień katastrofy, swego ministra, by ukradkiem jak intruz złożył wieniec przed tablicą "upamiętniającą upamiętnienie", to bezradnie rozkładam ręce. Gdy premier i ministrowie na chybcika, w milczeniu, bez słów, bez chwili refleksji składają swe wieńce na mogiłach części ofiar, byle szybciej, byle mieć to za sobą, to cóż można powiedzieć?" - pyta retorycznie.

Wyróżnia za to część polityków związanych z rządem, którzy zdobyli się na większy gest wobec ofiar i ich rodzin. "Można jak Marek Belka, który wobec swego poprzednika ś.p. Sławomira Skrzypka wykonał dziesiątki gestów, który niewielkie Muzeum Pieniądza potrafił nazwać jego imieniem. (...) Można jak Tomasz Siemoniak, ot po prostu nazwać dwie sale w MON na cześć Aleksandra Szczygły i Jerzego Szmajdzińskiego, pójść na mszę w intencji gen. Błasika, nawet jeśli na tej samej mszy będzie Macierewicz" - wylicza.

"Kamienna kronika świata". Znalezisko w Polsce fenomenem na światową skalę [FOTO]

DOSTĘP PREMIUM