Polskie dzieciaki strasznie tyją. Prześcigniemy USA?

Paczka chipsów przy komputerze. Za chwilę jakiś batonik, hamburger na mieście... - Dzieci źle się odżywiają i tyją na potęgę - alarmują naukowcy z SWPS, którzy badają nawyki żywieniowe. - Polskie dzieci mają wyjątkowo łatwy dostęp do śmieciowego jedzenia - mówi psychodietetyczka z SWPS Anna Januszewicz.

W ciągu ostatnich dwóch dekad liczba grubych dzieci wzrosła czterokrotnie. Tych otyłych jest obecnie kilka procent, tych z nadwagą kilkanaście.

- Za dużo słodyczy, za dużo słonych przekąsek. Za rzadko jedzą śniadania, średnio w tygodniu tylko pięć-sześć razy. Jedzą też najmniej warzyw w Europie, bo tylko półtora porcji dziennie. Z owocami jest trochę lepiej. Przeciętnie polskie dziecko sięga po nie dwa razy w ciągu dnia - mówiła TOK FM Januszewicz.

Gorzej niż w Wielkiej Brytanii

Badaczka dodała jeszcze jedno nowe spostrzeżenie, niestety dość zatrważające - W porównaniu z innymi krajami - Portugalią, Holandią i Wielką Brytanią - dzieci w Polsce mają najłatwiejszy dostęp do tzw. junk foodu [czyli kalorycznego, niezdrowego jedzenia - przyp. red.) zarówno w szkole, jak i w domu. - Tutaj gorzej wypadamy nawet od Wielkiej Brytanii - podkreśla.

Regularne posiłki w domu

Co ciekawe, zdrowsze jedzenie dzieci często jedzą w domu. - Bardzo dobre efekty dają wspólne, rodzinne posiłki, a także uczenie dzieci jedzenia zdrowo. Polska kuchnia nie jest tak bardzo zła. Gdy rodzice mają kontrolę, co dzieci jedzą, wówczas tych kalorii przyjmuje się mniej niż wtedy, gdy dziecko przy komputerze zje paczkę chipsów. Za chwilę jakiś batonik, hamburger na mieście... Wówczas tych kalorii zbiera się znacznie więcej - mówi dietetyczka. Niestety, często to rodzice niechętnie sami rezygnują ze swoich niezdrowych nawyków, promując je tym samym przy rodzinnym stole.

A może powinien być zakaz?

Według naukowców można to jednak zmienić w prosty sposób. - Ważne jest też wspólne uprawianie sportów, rodzinne wypady na basen czy rower. - Anna Januszewicz dodaje, że zmniejszanie pokus to kolejny sposób. I zastanawiała się nad wprowadzeniem zakazu sprzedaży śmieciowego jedzenia w szkołach. - Mniej słodyczy i napojów w szkolnych sklepikach i domowych lodówkach. Apelowałabym do Ministerstwa Edukacji o wprowadzenie odgórnych zmian. Pozostawianie sytuacji, w której tylko od dobrej woli dyrektora szkoły zależy, co znajduje się w sklepiku, często prowadzi do tego, że nikt o to po prostu nie zadba - argumentowała.

Dzieci nie chcą śmieciowego jedzenia

Czy jednak zakaz opychania się słodyczami to nie taka sama kara jak zakaz używania komputera czy oglądania telewizora? Z badań wynika jednak, że dzieci chętnie coś zmienią w swojej diecie. - Aż 1/3 jest za ograniczeniem sprzedaży junk foodu w szkolnych sklepikach. Jeszcze więcej liczy na pomoc rodziców i nauczycieli w zdrowym odżywianiu - dodaje Anna Januszewicz.

Dyskusja na Facebooku: No, ja teraz idę na pizzę

Po rozmowie z psychodietetyczką rozgorzała dyskusja słuchaczy TOK FM na Facebooku . "Ostatnio byłem na basenie i był taki chłopak (maks. 12 lat ). Był tak otyły, że ciężko było patrzeć. Najlepsze jest to, że mówi do swojego kolegi: "No, ja teraz idę na pizzę, może pójdziesz z nami?". Ja tu czegoś nie rozumiem :)"- napisał Michał.

"W stołówkach polskich szkół powinien być absolutny zakaz podawania dzieciom bezwartościowego jedzenia typu pizza, zapiekanki lub tłuste kluchy. Automaty ze słodyczami do likwidacji, a sklepiki mogą sprzedawać orzechy, gorzką czekoladę lub suszone owoce. Nawyki żywieniowe kształtują się w dzieciństwie, a z nabytą nadwagą człowiek będzie walczył do końca życia. Jest dla mnie niepojęte, dlaczego w szkołach nie ma odpowiednich zakazów!" - oburzała się Marika.

"W szkołach powinien być obowiązkowy przedmiot, na którym dzieci od małego uczyłyby się, jak żyć odpowiedzialnie: jak zdrowo się odżywiać, jak przygotowywać proste, domowe posiłki z lokalnych, naturalnych produktów, jak być odpowiedzialnym za środowisko, jak sortować śmieci, jak bezpiecznie korzystać z internetu - bo wiedza, którą dziś otrzymują w szkole, nijak się ma do współczesnego świata" - podkreślała Agnieszka.

Nie widzisz czy nie słyszysz? Wybieraj! Jak prawo utrudnia życie 13-letniemu Karolowi

DOSTĘP PREMIUM