Ekspert: Załoga Tu-154M nawet nie umiała odejść na drugi krąg

- Mamy do czynienia z załogą, która nawet nie jest w stanie wykonać poprawnie procedury odejścia na drugi krąg - tak pilotów Tu-154M opisuje członek komisji Millera Maciej Lasek. Wskazuje, że piloci nie mieli odpowiednich uprawnień, by pilotować prezydencki samolot, i w czasie lądowania popełnili wiele błędów.

- Tutaj mamy do czynienia z załogą, która nawet nie jest w stanie wykonać poprawnie procedury odejścia na drugi krąg. Mamy do czynienia z załogą, która fałszuje dokumenty mówiące, jakie minima posiada, mówiące o tym, czy zostało wykonane sprawdzenie umiejętności pilotażowych. To koledzy z wojska jako pierwsi wskazali, ta załoga nie miała prawa do takich minimów. Tylko technik pokładowy miał prawidłowo nadane i ważne uprawnienia lotnicze. Wszystkie inne, zgodnie z przepisami wojskowymi, były nieważne - powiedział w wywiadzie dla Radia ZET członek komisji Millera Maciej Lasek. - Z formalnego punktu widzenia nie powinni znaleźć się w tym samolocie, ponieważ nie mieli ważnych dopuszczeń do wykonania tego lotu - dodał.

"Błędy załogi przesądziły o katastrofie"

- Seria błędów w wyszkoleniu, seria błędów popełnionych w danym locie, odwracanie uwagi załogi od czynności i moim zdaniem nieracjonalna decyzja o lądowaniu na lotnisku, na którym warunki atmosferyczne są pięciokrotnie niższe, widzialność jest pięciokrotnie niższa niż minimum umożliwiające lądowanie na tym lotnisku, to jest wystarczająca przyczyna do, niestety, tragicznego końca tego lotu - powiedział w Radiu ZET Maciej Lasek.

- W naszym raporcie stwierdziliśmy, że chcieli podejść do wysokości stu metrów, niestety, błędy w wyszkoleniu, błędy w metodyce wykonania takiego manewru doprowadziły do tego, że odejście na drugi krąg zostało zainicjowane zbyt późno, niewłaściwie i w efekcie doprowadziło do - tak jak mówię - zejścia na małą wysokość, zderzenia z pierwszymi przeszkodami terenowymi wcześniej niż brzoza, które są udokumentowane w naszym raporcie - dodał.

"Pilot nie miał prawa zejść poniżej 100 metrów"

Lasek przyznał, że rosyjska załoga lotniska również popełniała błędy, ale nie można ich uznać za główną przyczynę katastrofy. - To był jeden z czynników, który mógł zaburzać percepcję pilota. Ale pilot, chciałem tutaj bardzo wyraźnie podkreślić, nie ma prawa zejść poniżej wysokości stu metrów, wysokości barometrycznej nad poziom lotniska, nie ma prawa, to jest przepis - stwierdził.

- Pilot popełnił błąd. W naszym przypadku żeśmy wskazali, po odczycie zapisów kokpitu, voice recordera, że pilot zareagował dopiero, zresztą z opóźnieniem, po przekroczeniu wysokości stu metrów, ale radiowej wysokości, tam przed lotniskiem jest obniżenie terenu, dlatego w takiej fazie lotu nie stosuje się odczytu tego wysokościomierza, czyli radiowysokościomierza, żeby nie można było zostać wprowadzonym w błąd przez ukształtowanie terenu. Wysokościomierz barometryczny podaje poziom rzeczywisty nad lotniskiem - dodał.

"Nie ma dowodów na wybuchy"

Lasek odpowiada na tezy Antoniego Macierewicza, jakoby raport komisji był błędny. Według posła PiS na pokładzie Tu-154M miały miejsce dwa wybuchy. - Trudno mi polemizować z taką teorią, gdyż eksperci, którzy są przywoływani przez zespół parlamentarny pana posła Antoniego Macierewicza, nie mieli dostępu do tych materiałów, na których myśmy pracowali - powiedział.

- Nawet oględziny szczątków przeprowadzone przez członków naszej komisji na miejscu zdarzenia nie wykazały żadnych śladów możliwości wystąpienia tego typu zjawiska, o którym tutaj piszą eksperci pana posła Macierewicza. Drugi wybuch, jak słyszałem, miał rozerwać kadłub. W jaki sposób można to udowodnić? Choćby poprzez analizę rejestratora. Jeżeli byłby wybuch, nadciśnienie zostałoby zarejestrowane - dodał.

"Wykluczamy jednoznacznie zamach"

Macierewicz nie wierzy też, że zderzenie z brzozą mogło uszkodzić samolot. - Mamy zdjęcia tej brzozy, mamy zdjęcia, na którym są elementy skrzydła samolotu wbite, mamy zdjęcie skrzydła, tego elementu, który odpadł po zderzeniu z brzozą i który wpadł w taki zagajnik, o ile dobrze pamiętam, brzozowy, w innym miejscu - i te ślady wszystkie wprost mówią, jak doszło do tej katastrofy - odpowiedział na sugestie posła Lasek.

W wywiadzie jednoznacznie też odrzuca tezę o zamachu. - Wykluczyliśmy jednoznacznie zamach na podstawie oględzin szczątków samolotu, na podstawie analizy rejestratorów parametrów lotu, na podstawie również ekspertyzy przeprowadzonej na zlecenie prokuratury wojskowej wykonanej przez Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii, gdzie materiały do przeprowadzenia tego typu badań na wykluczenie środków trujących, promieniotwórczych, wybuchowych zostały zebrane przez specjalistów, nie członków naszej komisji, przez Żandarmerię Wojskową i pracowników tego instytutu - powiedział.

Discovery - ostatni lot wahadłowca. Prosto do muzeum [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM