Samosąd. Ktoś powiesił samochód na... drzewie

We wsi Lubczyna w Zachodniopomorskiem, między Szczecinem a Goleniowem, doszło do prawdziwego samosądu. Nieznani sprawcy powiesili na drzewie auto jednego z mieszkańców. - Należało mi się - mówi skruszony właściciel pojazdu w rozmowie z reporterem TOK FM.

Zbigniew Filo szalał swoim zdezelowanym escortem po wsi ile fabryka dała. - Szalałem, potrafiłem wjechać w bramę na podwórko 40km/godz. na ręcznym, opony piszczały - przyznaje w rozmowie z TOK FM młody mężczyzna. Zbyszka słychać było nawet w okolicznych wsiach, bo jeździł bez tłumika. - Zdarzało się, że w nocy dzieci pobudził, nieraz na odcisk komuś musiał nadepnąć - opowiada starsza kobieta. - Panie, jego to dać na rajdowca, co on tu na wsi wyprawiał - dodaje jej sąsiad.

W końcu auto "rajdowca" wylądowało powieszone na drzewie. Około 6-7 metrów nad ziemią. Jak to się stało? Mieszkańcy milczą. Nikt nic nie widział, nikt nie słyszał... Wszyscy zgodnie zapewniają, że nie mają pojęcia, kto za to odpowiada. - Może to jakieś siły nieczyste - zastanawia się jeden z mężczyzn. Na pytanie, czy ktoś w okolicy ma dźwig, nie chce odpowiedzieć.

- Wróciłem z pracy z kanistrem, bo skończyło mi się paliwo i musiałem zostawić auto w polu. Patrzę, nie ma, kątem oka zobaczyłem coś białego na drzewie, stanąłem jak wryty - opowiada właściciel. Jak sprowadzić samochód na ziemię? Filo długo się nie zastanawiał. - Wlazłem na drzewo, bujnąłem raz drugi, to se poleciał, zrobił bum... Teraz jest okazja, by zrobić kabrioleta - kwituje.

DOSTĘP PREMIUM