Groźny pies terroryzuje mieszkańców. "Ramzes utrwalił sobie, że może gryźć ludzi" [ZDJĘCIA]

Amstaff Ramzes pogryzł już 4 osoby, w tym dwójkę dzieci. Mieszkańcy podbydgoskiego Ciela boją się wychodzić z domu. Właściciele psa nie widzą problemu, inspekcja weterynaryjna nie ma narzędzi, by proceder ukrócić, a policja daje szansę na poprawę. Sprawa utknęła w sądzie.

Pan Marek wracał z garażu, gdy zza ogrodzenia sąsiada wybiegł amstaff: - Skoczył mi na klatkę piersiową. Zdążyłem się zasłonić ręką, wbił się w tę rękę! Tu mam blizny - pokazuje ślady po kłach na przedramieniu. - Trzymał mnie tak długo, aż córka właściciela ściągnęła go z mojej ręki. Nie wyrywałem się, bo wiedziałem, że mogę tylko pogorszyć sytuację - wspomina pan Marek.

Wcześniej pies pogryzł także 9-letniego Maćka: - Szedłem z kolegą, kiedy właściciel wychodził i Ramzes uciekł mu pod nogami przez furtkę. Wtedy dopadł do mnie i ugryzł mnie w rękę. Musiałem nią ruszyć, bo ciągnął ją i strasznie bolało - opowiada Maciek. Ma rozległe blizny na lewym przedramieniu.

- On nie jest groźny. Weterynarz u niego żadnej agresji nie stwierdził - właścicielka psa problemu nie widzi. - Mam go uśpić? To pies mojej córki. Chowa się z dziećmi. Jakby był taki groźny, to pół wsi by zjadł - twierdzi kobieta.

Łatwiej reagować, gdy człowiek znęcą się nad zwierzęciem

Powiatowy lekarz weterynarii dr Zygmunt Gadomski psa obserwował i wścieklizny nie stwierdził. Innych badań zrobić nie może, bo nie ma procedur. Łatwiej reagować, gdy to człowiek znęca się nad zwierzęciem. - Ustawa o ochronie zwierząt wyraźnie precyzuje, co jest zaliczane do czynów znęcania się nad zwierzętami. A to, że dobro człowieka jest naruszone, jest traktowane jako czyn przestępczy, który trzeba udowodnić w warunkach procesowych - tłumaczy dr Gadomski.

Do tej pory policja jedynie pouczała właścicieli. Po interwencji TOK FM skierowała sprawę do sądu rejonowego. Tam toczy się ona od ponad miesiąca.

Pies wyjechał i wrócił

Właściciele obiecali sąsiadom, że wywiozą psa do schroniska. Ramzes trafił jednak do rodziny w Kcyni. Jednak tylko na kilka tygodni, bo znowu wrócił do swojego domu i terroryzuje mieszkańców. - Jesteśmy bezsilni, nie ma na nich żadnego sposobu. Musiałoby się chyba coś stać okropnego, żeby ktoś zareagował. Jak kogoś zagryzie, to się wszyscy obudzą. A potem będzie gadanie, gdzie byli sąsiedzi, czy nikt nie widział - żali się pani Barbara.

Pies, który ugryzł kilkakrotnie, wie, że może to robić

Specjaliści ostrzegają - taki pies może być bardzo groźny. - Taki pies, który ugryzł kilkakrotnie, utrwalił sobie w głowie, że on to może robić - ostrzega Izabela Szolginia, dyrektor bydgoskiego schroniska dla zwierząt. - Taki pies musi być zostać uśpiony, jeżeli jest bardzo groźny. Nie możemy czekać, aż wyjmie dziecko z wózka i je zagryzie. Psa można też skierować do specjalisty - behawiorysty, który, po odpowiednim szkoleniu, stwierdza, czy coś jeszcze z takim psem można zrobić. Ale to ciężka praca dla właścicieli - dodaje Szolginia.

Policja: obiecują poprawę, nic nie możemy zrobić

Policja bezradnie rozkłada ręce. Sierżant Grzegorz Kujawa: - Teraz pies jest za ogrodzeniem, na łańcuchu. Właściciele zapewniają, że dołożą wszelkich starań, by nie wychodził poza posesję. Dopóki sąd nie wyda decyzji, nic nie możemy zrobić - tłumaczy policjant.

Jak zapewnił TOK FM przedstawiciel Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy, sprawa zostanie wyjaśniona najpóźniej za kilka tygodni.

Grand Press Photo [ZOBACZ NAJLEPSZE ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM