"Euro to przekleństwo. Czuję się jak w Korei Północnej"

Czuję się trochę, jakbym był w Korei Północnej. Wszyscy muszą zbiorowo iść, cieszyć się i uczestniczyć w tym. A przecież każdy ma własny świat i własne sprawy. Niektórzy chcą iść do teatru, a nie mogą. Wszyscy muszą uczestniczyć w zbiorowej euforii, bo jest Euro - mówił w TOK FM Robert Gliński, reżyser i dyrektor warszawskiego Teatru Powszechnego.

- W czasie Euro będę płakał - mówił Gliński w rozmowie z Grzegorzem Chlastą. - Euro jest jakimś przekleństwem dla kultury, bo ona w tym czasie odchodzi zdecydowanie w cień. O ile istnieje model finansowania sportu i środki, które idą na sport są zdecydowanie większe, to kultura jest dzieckiem niechcianym. Wymyśliłem, że wokół Teatru Powszechnego, który leży naprzeciwko Stadionu Narodowego, zrobię strefę kultury, taką antytezę strefy kibica. Tam miały się dziać wydarzenia kulturalne, od koncertów, małych spektakli, po spektakle dla dzieci. Tak się złożyło, że nie dostałem na to ani złotówki, nie potrafiłem uwieść żadnego sponsora prywatnego i strefa kultury się rozsypała. Pomyślałem, że jak to nie wychodzi, to zrobię strefę wytrzeźwień. Są pieniądze na namioty wytrzeźwień, gdzie są zaangażowani lekarze, pielęgniarze, są łóżka. Skoro na to są pieniądze, to może wyrwę te pieniądze na teatr wytrzeźwień - ironizował.

Zdaniem Glińskiego w przypadku teatru fantastyczne jest to, że można pójść do kasy i kupić bilet. - Przecież jak pójdziemy pod Stadion Narodowy i będziemy chcieć kupić bilet, to nie kupimy. Bo się gdzieś rozeszły na boki. Przecież to nie jest Euro dla nas - mówił. Wspominał czasy swojego dzieciństwa, gdy razem z ojcem wybrał się na Stadion Dziesięciolecia na mecz lekkoatletyczny Polska - USA. - Można było kupić bilety i spędzić cały dzień oglądając zawody. To był stadion dla ludzi. A teraz jakieś więzienie Alcatraz. Nikt tam nie może wejść, nikt nie może nic zobaczyć. Proszę dziś spróbować wejść na stadion. Nie wejdzie pan. To jest coś nie wiadomo dla kogo. To jest jakiś betonowy ołtarz, na który nie można się dostać. Boli, że to jest miejsce wyjęte z miasta. Na błoniach wokół Stadionu Dziesięciolecia grałem w piłkę. A tam teraz jest betonowa płyta. Nikt tam nie pogra, nikt tam nie pójdzie na spacer. Jest jakaś pustynia.

Gliński nie cieszy się z Euro. - Czuję się trochę, jakbym był w Korei Północnej. Że wszyscy muszą zbiorowo iść, cieszyć się i uczestniczyć w tym. A przecież każdy ma własny świat i własne sprawy. Niektórzy chcą iść do teatru, a nie mogą, bo jest zagrodzone i nie można dojechać. Wszyscy muszą uczestniczyć w zbiorowej euforii, bo jest Euro. Stadion? Podoba mi się, ale ten w Barcelonie. Mam do niego taki sam stosunek. Do Barcelony mam daleko i nie mogę tam wejść, tu też nie mogę wejść. Stoi jakiś stadion, ogrodzenia, zasieki, płoty. To nie jest stadion, ale jakieś więzienie - mówił.

Dyrektor Teatru Powszechnego zapowiedział, że w nawiązaniu do Euro jego teatr przygotuje spektakl o kibolach, który zostanie pokazany w internecie. - To takie pokazanie drugiej strony medalu. Temat mam spenetrowany, bo chciałem kiedyś zrobić film fabularny o kibolach. Każdy będzie mógł zobaczyć, jak kibole się bawią z życiem ludzkim. To będzie mocny spektakl, który pokazuje pewną moralność, która w tym środowisku obowiązuje. Że można zabić człowieka i nie odczuwać z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Że życie ludzkie nie ma żadnego znaczenia. Kibole to są ludzie niezrealizowani. Oni w grupie są silnym zjawiskiem, ale indywidualnie to bezbronni ludzie, którzy nie mają żadnej siły i nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Z tej frustracji i niezrealizowania budzi się agresja, chęć bicia, zemsty nie wiadomo za co, nienawiść do wszystkiego dookoła.

"Feel like at home"? Nauczyciel z British Council: to błąd. Ludzie będą się śmiać >>

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM