Zagraniczni kibole wejdą na mecze Euro? Mimo że mają zakaz

Policja nie zna danych chuliganów z zagranicy, przez co część z nich mimo sądowego zakazu stadionowego może wejść na Euro - pisze dzisiejsza ?Rzeczpospolita?. Winna jest m.in. UEFA oraz polskie przepisy dotyczące gromadzenia tego typu informacji.

Lista jest konieczna, by podczas Euro uniemożliwić wejście na stadiony kibolom, na których ciąży decyzja sądu o zakazie wchodzenia na mecze. NIK alarmowała w kwietniu, że policja w Polsce w ogóle nie zaczęła takiej listy kompletować, choć ma taki obowiązek na czas Euro. Z kolei na komendancie taki obowiązek ciąży - wg NIK - także nie tylko w związku z Euro.

Jedynie Rosja i Białoruś przesłały listę 300 osób, które są "potencjalnie niebezpieczne".

Informacje przywiozą oficerowie łącznikowi?

Komenda Główna Policji zapewnia, że rozpoczęła starania, żeby dane gromadzić jeszcze przed kontrolą NIK. Jednak - według Najwyższej Izby - za długo zwlekała. Do tej pory KGP podpisała 14 porozumień dotyczących przesłania informacji, m.in. z Wielką Brytanią.

Policja liczy, że dane o chuliganach przywiozą oficerowie łącznikowi z innych krajów. - Mamy zapewnienie, że dane takie będziemy dostawali od ręki - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej.

Jedna z osób biorących udział w przygotowaniach Euro tłumaczy, że UEFA mogła już przy sprzedaży wyeliminować chuliganów, bo bilety są przecież imienne. Natomiast według regulaminu chuligan, który kupił bilet mimo zakazu stadionowego, jeśli zostanie przy wejściu przyłapany, traci go bez żadnego odszkodowania.

Czytaj cały artykuł o gromadzeniu danych przez policję w "Rzeczpospolitej"

"Feel like at home"? Nauczyciel z British Council: to błąd. Ludzie będą się śmiać >>

DOSTĘP PREMIUM