Kurkiewicz: Na Euro 2012 skorzystają może cztery miasta. Reszta Polski leży odłogiem

"Nie daliśmy rady, to nas przerosło" - pisze dla TOKFM.pl o Euro 2012 Roman Kurkiewicz, naczelny "Przekroju". Dziennikarz wymienia: poupadały firmy przygotowujące infrastrukturę, zapomnieliśmy o realnych problemach, takich jak polityka mieszkaniowa, w końcu: zyski z imprezy czerpie UEFA - prywatna firma.

Jestem krytykiem Euro 2012, ale przede wszystkim jego polskiej części - Ukraińcy mają prawo do własnych błędów. Czemu? Zaangażowanie państwa w tego typu wielką imprezę powinno być mierzone proporcjonalnie do możliwości tego państwa. My nie umieliśmy tej imprezy przygotować, to nas przerosło. Dowodami na to są chociażby upadłość głównego budowniczego Stadionu Narodowego i upadek firm, które miały zbudować infrastrukturę drogową. Takim dowodem jest też zastopowanie rozwoju i możliwości skorzystania z dopłat unijnych na rozwój kolei.

"Hierarchia wartości"

Głównym zarzutem jednak jest ten dotyczący przeświadczenia, że jest jakaś hierarchia wartości, potrzeb i odpowiedzialności, które ma państwo. I to ta hierarchia powinna decydować, w co to państwo się angażuje i na co wydaje pieniądze.

W Warszawie np. mecze w czerwcu będą rozgrywane... przez sześć godzin. A zainwestowano w to gigantyczne pieniądze, abstrahując od realnych problemów społecznych w stolicy. Zresztą - cały ten zapęd modernizacyjny, który jest efektem ubocznym Euro, dotyczy de facto czterech wielkich, nowoczesnych i zamożnych miast, w których odbędą się mecze. Reszta Polski, bo większość Polski znajduje się jednak poza tymi miastami, leży odłogiem. Widać to chociażby właśnie w Warszawie: linia graniczna przebiega za Dworcem Centralnym - do Dworca Wschodniego wszystko jest odnowione, a na zachód od Centralnego? Wszystko zostało tak, jak było.

Stolica jest dobrym, choć oczywiście nie najważniejszym przykładem. W mieście dochodzą problemy mieszkaniowe, ograniczenia dotacji na kulturę, ograniczenia funkcjonalności miasta, pojawiło się getto zwane "strefą kibica", skanalizowane pod wytyczne prywatnej firmy - UEFA. Skoro już jesteśmy przy UEFA - to właśnie ona zgarnia krociowe zyski z Euro 2012, nie płacąc nic.

"Pseudopatriotyczne uniesienia"

Z mistrzostwami Europy mam też jeszcze jeden problem - nie lubię tego rodzaju emocji narodowych, które wyrażają się w takim festynie pseudosportowym. To jest rodzaj spektaklu pseudopatriotycznego, ekscytacji więzami plemiennymi. Podkreślam: męskimi, bo w większości to jednak mężczyźni się ekscytują tym sportem. Ten typ rozrywki wydaje mi się kompletnie nietrafionym kierunkiem budowania wspólnoty narodowej. To się robi inaczej, to wymaga zaangażowania, wkładu pracy, odpowiedzialności. W Euro tego nie ma.

Dodatkowo organizacja tej imprezy dzieje się po raporcie UNICEFU, z którego wynika, że co piąte polskie dziecko jest niedożywione, pogrążone w biedzie. Ta cała pseudoeuforia piłkarska przykrywa więc istnienie realnych i trudnych do rozwiązania kwestii. Dużo trudniej zlikwidować problem strukturalnej biedy, niż wybudować nawet jeden stadion kosztem bankrutowania tych, którzy go realnie wybudowali.

Doda z czaszką na głowie. Parada Równości w Warszawie [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM