Ile Polaka w polskim reprezentancie? "Jak zwykle wychodzą nasze kompleksy"

"Jeśli ktoś chce grać w polskiej reprezentacji, bo czuje, że ma jakieś związki z Polską - dziadków, rodziców czy nawet ten kaleczony język - i spełnia sportowe kryteria, powinniśmy się z tego cieszyć" - pisze Agata Nowakowska w dzisiejszej "GW". Według publicystki sprawdzanie, ile jest prawdziwej "polskości" w reprezentantach, przypomina tropienie "rasowego" pochodzenia.

Agata Nowakowska podaje przykład Mirosława Klose i Lukasa Podolskiego, którzy mimo swojego urodzenia grają w niemieckiej reprezentacji i nikt nie robi z tego problemu. Uważa, że zmiana obywatelstwa piłkarzy albo wyszukiwanie korzeni jest normalnym zjawiskiem w świecie sportu. "To kwestia otwartych granic, globalizacji" - pisze.

Dodaje, że dotąd "zasysanie" szło w jedną stronę, bo to Polacy emigrowali. "Dziś sportowcy, ludzie kultury odkopują swoje korzenie, ciekawi ich kraj przodków. Przyjeżdżają, by go poznać, nawet jeśli niekoniecznie zamierzają osiąść tu na stałe" - stwierdza Nowakowska.

Tropienie "polskości" jak tropienie "rasowego" pochodzenia

Według publicystki w sporcie ciągle panuje zasada wrogich plemion. "Albo ktoś jest z nami, albo przeciw nam" - pisze. Uważa, że weryfikowanie, kto w jakim stopniu jest Polakiem, przypomina "tropienie" rasowego pochodzenia, a to, że piłkarze chcą grać w naszej reprezentacji, oznacza, że Polska stała się dla nich atrakcyjna. "A na takiej kulturowej wymianie skorzystamy wszyscy" - kończy publicystka.

Cały komentarz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Wojna w Wietnamie w obiektywie zdobywcy Pulitzera [ZDJĘCIA AP] >>

DOSTĘP PREMIUM