"Polacy, nic się nie stało"? "Na pohybel tym, co wymyślili to hasło"

"Polacy nie nauczą się wygrywać, dopóki kibice nie przestaną rozgrzeszać ich z każdej porażki" - pisze w "Kulturze Liberalnej" Jacek Wakar. A jego redakcyjny kolega Łukasz Jasina podkreśla, że "gdy nagle pojawia się patriotyzm pozytywny", trzeba go wspierać.

Hasło "Polacy, nic się nie stało", skandowane przez polskich kibiców, nie jest najszczęśliwsze - pisze w "Kulturze Liberalnej" szef publicystyki kulturalnej w radiowej Dwójce Jacek Wakar. "Na pohybel tym, co wymyślili to hasło, (...) Polacy nie nauczą się wygrywać, dopóki kibice nie przestaną rozgrzeszać ich z każdej porażki" - podkreśla. W swoim tekście przypomina, że ostatni triumf Polaków w futbolu to mistrzostwa świata w Hiszpanii w 1982 r. (zapomina o srebrnym medalu olimpijskim z Barcelony z 1992 r. - red.)

"Euro to odtrutka na Tomaszewskiego, PZPN, korupcję, działaczy"

"A potem było "Polacy, nic się nie stało". Codziennością jest Tomaszewski, Smuda, Lato, PZPN, korupcja nie do zwalczenia, bezczelność działaczy. Brud i nędza. Liga, w której każdy może wygrać z każdym, bo nie ma drużyn naprawdę mocnych" - konstatuje smutno Wakar. Jako przeciwwagę dla miernoty krajowych boisk i działaczy wskazuje właśnie Euro, które "na trzy tygodnie stało się odtrutką na polski futbol".

"Euro okazało się świętem, powodem zjednoczenia nie tylko kibiców, ale Polaków w ogóle. Okazją wreszcie nie stała się jakakolwiek tragedia i następująca po niej żałoba, ale fiesta, do której zaproszono wszystkich" - stwierdza publicysta "Kultury Liberalnej". Wylicza też polskie sukcesy: dobrą organizację mistrzostw, wielojęzycznych wolontariuszy, pomocną policję, dobrą prasę za granicą.

"Aż się boję to powiedzieć, ale wygląda na to, że rację miał premier Donald Tusk, gdy mówił, że dzięki Euro 2012 poznamy inną niż zwykle, uśmiechniętą twarz Polski" - pisze Wakar.

"Co jest złego w pozytywnym patriotyzmie"?

Na zbawienne i terapeutyczne działanie futbolowych mistrzostw Europy na zszargane nerwami polskie serca wskazuje też redakcyjny kolega Wakara, Łukasz Jasina. W tekście "Piłka jako kręgosłup polskości?" chwali "pozytywny patriotyzm", objawiający się we wspólnym kibicowaniu, śpiewach, nieskrępowanej radości na ulicach polskich miast.

"Co w tym złego (...), gdy nagle pojawia się "patriotyzm pozytywny, odwołujący się do gry zespołowej, wsparcia swojej drużyny, radości ze wspólnego śpiewania hymnów i z ładnie wyglądających stadionów"? - pyta Jasina. Podkreśla, że "igrzyska" nie są niczym złym, bo "tak się składa, że spora część społeczeństwa lubi obejrzeć dobry mecz, pić alkohol, krzyczeć, bawić się, a nade wszystko zapomnieć o otaczającej ich nader szarej egzystencji".

"Atakowanie Euro to obłuda"

Przekornie, wbrew kojarzonym z lewicą protestom przeciw Euro, publicysta "Kultury Liberalnej" przekonuje, że gdyby nie było Euro, to nie przybyłoby przedszkoli i szkół, ludzie biedni nie staliby się nagle bogaci, ulice - czystsze, a sądy - bardziej sprawiedliwe.

Ale "igrzyska są odwiecznym sposobem rozładowywania społecznego napięcia" - podkreśla Jasina. "Ich atakowanie jest obłudnym działaniem tych, którzy potrafią zaspokoić swoje intelektualne potrzeby w inny sposób i usiłują ten sposób narzucić innym" - dodaje.

Femen pod Stadionem Narodowym. Szybka reakcja ochroniarzy [ZDJĘCIA] >

DOSTĘP PREMIUM