Sikorski zapomniał o prawach autorskich. "Liczę, że ureguluje Pan..."

Radosław Sikorski promował na Twitterze walkę najnowszej polskiej celebrytki Natalii Siwiec ze stronniczym materiałem BBC na temat Polski. Jednak szef MSZ użył zdjęcia, za które nie zapłacił... - Cała Polska kradnie zdjęcia. Trudno by było inaczej, jeśli robią to również funkcjonariusze państwowi - komentowała na swoim blogu fotoedytorka "Gazety Wyborczej", która jako pierwsza opisała wpadkę szefa MSZ.

- Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zamieścił na Twitterze zdjęcie , którego sam nie zrobił. Jego autorem jest Piotr Bławicki z agencji East News. Zdjęcie nie zostało podpisane, co stanowi naruszenie osobistych praw autorskich fotografa. Z zasady, na serwisy społecznościowe nie można wrzucać zdjęć, które do nas nie należą, gdyż robiąc to, udzielamy serwisowi licencji, której faktycznie nie mamy. Jest to niezgodne z prawem - podkreśla Kinga Kenig. I radzi: Powalczmy razem o dobre standardy. Jeśli macie nie swoje zdjęcie na swoim profilu FB lub Twitterze, wyrzućcie je. Jeśli nie macie na to ochoty, to chociaż je podpiszcie - napisała na swoim blogu Kinga Kenig - fotoedytorka "Gazety Wyborczej".

"Liczę, że ureguluje Pan honorarium za tę publikację"

- Mam nadzieję, że to nie będzie walka z wiatrakami - skomentowała swój wpis na Facebooku. Na razie akcja przyniosła sukces. Do Sikorskiego odezwał się na Twitterze autor zdjęcia. - Panie ministrze, miło mi, że opublikował Pan moje zdjęcie N. Siwiec. Liczę, że ureguluje Pan honorarium za tę publikację - napisał Piotr Bławicki. - Gratuluję zdjęcia. Dobra promocja Polski. Naturalnie uszanujemy prawa autorskie - odparł (też na Twitterze) Sikorski i obiecał, że autor zdjęcia dostanie pieniądze.

Po zabytkowym dworcu zostało zaorane pole. Tak znikła Łódź Fabryczna [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM