Romowie "biesiadują" we wrocławskim szpitalu, personel bezradny. Pacjentka: Koszmar

Spacerują dużymi grupami po oddziale, biesiadują w szpitalnym ogrodzie, wbrew regulaminowi odwiedzają chorą w kilka albo kilkanaście osób, w dodatku o każdej porze dnia, nie zważając na innych pacjentów - pisze "Gazeta Wrocławska" o Romach, którzy od wtorku przesiadują w jednym z tamtejszych szpitali. Na ich zachowanie skarżą się zarówno czytelnicy "Gazety", jak i pacjenci.

Romowie odwiedzają w szpitalu MSWiA na ul. Ołbińskiej starszą kobietę, którą przyjęto we wtorek. Pacjentka ma zaawansowane stadium nowotworowe, jest w ciężkim stanie. Jak informuje Gazeta Wrocławska , Romowie mówią na kobietę "babcia".

Przychodzą do niej po kilkanaście osób, zachowują się głośno, do sali wnoszą garnki z jedzeniem i siadają na łóżkach innych chorych. Na prośby, by zachowywali się ciszej, reagują gniewem.

Romowie zakłócają spokój, pacjenci mają żal do personelu

- Czuję się fatalnie, a w pokoju ani na chwilę nie ma spokoju, ciągle ktoś przesiaduje. W takich warunkach na pewno nie wrócę do zdrowia. Mam żal do personelu, który na takie rzeczy pozwala - mówi "Gazecie" jedna z pacjentek, która leży na sali razem z romską babcią.

- Dzieci biegają po oddziale, krzyczą i zaczepiają ludzi. Starsi Romowie śmieją się i głośno rozmawiają. Nawet okna nie można otworzyć, bo krzyczą w szpitalnym ogrodzie, gdzie zrobili sobie biwak. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reaguje - stwierdza kobieta, która leży w sali obok.

"Urządzili sobie biwak w szpitalnym ogrodzie"

Problem dostrzega również personel szpitala. - Oni nie boją się nikogo. Gdy zwracam im uwagę, komentują to w swoim języku. Dopiero, jak widzą, że jestem bardzo zdenerwowana, ustępują - mówi "Gazecie Wrocławskiej" Łucja Pieńczewska, zastępca pielęgniarki oddziałowej.

Dyrekcja szpitala zapewnia, że trzyma rękę na pulsie i wyjaśnia, że jeżeli Romowie będą zachowywali się nieodpowiednio, można to jej zgłaszać lub wezwać ochronę. Tak jak zrobił to wczoraj szef działu administracyjno-gospodarczego szpitala Andrzej Baszak. - Romowie urządzili sobie biwak w szpitalnym ogrodzie. Baliśmy się, że piją alkohol, dlatego poprosiliśmy o pomoc - mówi Baszak.

Sami Romowie zapewniają, że starają się słuchać i reagować na uwagi dyrekcji szpitala oraz pacjentów. Zapowiadają jednocześnie, że wkrótce będzie ich tam jeszcze więcej, bo rodzina chorej zjeżdża się z całej Polski.

DOSTĘP PREMIUM