Soszyński: Warszawa Powiśle to chaos i burdel. Ale to bałagan doskonały

Warszawa Powiśle ma swój mrok osobisty: uryna, chaos, burdel, hałas. To jakby destylat Warszawy wstrząsany w wyskokowym alembiku. I może dlatego ciągną tam obcokrajowcy, zjeżdża się miasto - by ten seans zobaczyć - pisze Paweł Soszyński w dwutygodnik.com.

Warszawa Powiśle: getto przestrzeni miejskiej. Stworzył Ratusz , dobija Straż Miejska [BLOG]

Atmosfera wokół kilku modnych lokali w Warszawie (Chłodna 25, Powiśle, Plac Zabaw) robi się coraz bardziej gęsta. Kłopoty ma modna klubokawiarnia Warszawa Powiśle - na hałas i pozostałości po imprezach narzekają mieszkańcy, a strażnicy miejscy ochoczo zabrali się za spisywanie bywalców klubu, którzy spożywają napoje wyskokowe w miejscach niedozwolonych.

Rozgorzała dyskusja o kulturze robionej nie przez miejskie instytucje, ale klubu i zapaleńców, którzy je prowadzą. I o tym, do czego służy centrum miasta.

Obrońcy Powiśla tłumaczą, że to miejsce kulturotwórcze, buzujące od idei, którego na mapie stolicy nie może zabraknąć. - Nie oszukujmy się - Warszawa Powiśle ani nie uratowało dzielnicy przed marazmem, ani nie pełni ważnej funkcji resocjalizacyjnej powiślańskiej młodzieży - pisze w dwutygodnik.com Paweł Soszyński . - Ale normalność polega właśnie na tym, że możemy sobie pozwolić na całkowicie bezużyteczny eksces, na wieczorną brawurę - pisze.

Zdaniem Soszyńskiego Warszawa Powiśle "ma swój mrok osobisty: chaos, burdel, hałas". - Jest to bałagan doskonały - wzorcowa ekspresja wyjątkowego miasta. W potłuczonym szkle nad ranem odtwarza się jego historia, w ostrych zapachach i rozdzwonionych domofonach - spełnia się teraźniejszość: krnąbrna, niezrozumiała, również podszyta wandalizmem. Łobuzem jest to miasto, typem spod ciemnej gwiazdy. To jakby destylat Warszawy wstrząsany w wyskokowym alembiku - uważa autor.

Felietonista stwierdza, że to właśnie wyróżnia Warszawę na tle innych stolic. Nie skopiujemy wiedeńskich kawiarni czy paryskich restauracyjek. - Kocham ten chaos, brak centrum, tymczasowość przestrzeni, wszystkie warszawskie urbanistyczne wpadki, handlowe niezręczności, nowe wbite jak klin w stare, co czasem tworzy przedziwne, prawie że geologiczne formacje. Bardziej cenię ten "azjatycki" melanż niż glanc - jakże nudny i przewidywalny - europejskich, ślicznych stolic. I jest w tym wszystkim piękno, jeśli nie muzealnej ekspozycji, to właśnie nieokiełznanego życia - a to pleni się, jak chce, także przerażając - pisze Soszyński. - Likwidując Chłodną 25, Warszawę Powiśle, niszczymy tajemnicze medium, w które Warszawa się wciela, byśmy mogli ją zobaczyć - stwierdza na koniec.

Miasto straci na wojnie z modnymi knajpami. "Ludzie nie tylko piją tam piwo"

DOSTĘP PREMIUM