Pracownik socjalny: To nie była rodzina zastępcza. To był biznes

Rodzina zastępcza z Pucka, w której zginęli chłopczyk i dziewczynka, nie kierowała się dobrem dzieci, ale chęcią zysku. Tak uważa Beata Łozowska, która jest pracownikiem socjalnym od kilkunastu lat odwiedzającym i kontrolującym rodziny zastępcze.

Według niej małżeństwo prawdopodobnie od początku mogło oszukiwać i nie mało czystych intencji, przyjmując do swojego domu piątkę rodzeństwa. Dodała, że niestety, zdarzają się skrajne przypadki, że rodziny zastępcze traktują opiekę nad dziećmi jako sposób zarabiania pieniędzy.

Beata Łozowska podkreśla, że pracownicy socjalni sprawdzają, jak jest sprawowana opieka nad dziećmi, ale nie można ich obarczać całą odpowiedzialnością, za to, co się dzieje w domu, kiedy ich nie ma. Aby lepiej sprawować nadzór nad rodzinami, zaproponowała zmianę godzin pracy pracowników socjalnych na popołudniowe. Do godz. 15 często dzieci są w szkole. Jeżeli pracownik socjalny chce zobaczyć, w jakich warunkach żyją podopieczni, powinien odwiedzić rodzin po południu i porozmawiać z dziećmi.

Beata Łozowska uważa, że coraz częściej zdarzają się przypadki przemocy, agresji i znęcania się nad dziećmi czy kobietami. Wczoraj w Pucku na 3 miesiące aresztowano opiekunów zastępczych Annę i Wiesława Cz. To w ich domu w odstępie dwóch miesięcy zginęło dwoje dzieci. Kobiecie grozi dożywocie. Mężczyźnie do 10 lat więzienia.

DOSTĘP PREMIUM