"Boję się, że dojdzie do linczu na rodzinach zastępczych"

- Boję się, że dojdzie do linczu medialnego na rodzinach zastępczych. Że wszystkie są złe, we wszystkich dzieci są bite i dzieje im się krzywda. A tak naprawdę nie jest - mówiła w TOK FM dr Magdalena Arczewska z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych i Nieletnich.

3 lipca w mieszkającej w Pucku rodzinie zastępczej opiekującej się piątką powierzonych i dwójką własnych dzieci doszło do śmierci 3-letniego chłopca. 12 września w tej samej rodzinie zmarła 5-letnia dziewczynka. Rodzice zastępczy - 32-letnia Anna Cz. oraz 36-letni Wiesław Cz. - utrzymywali, że były to wypadki. Jednak prokuratura ustaliła, że dzieci zmarły wskutek przemocy. Sąd zdecydował o aresztowaniu obojga rodziców zastępczych. W mediach rozgorzała dyskusja o zaniedbaniach, które spowodowały, że mogło dojść do takiej sytuacji.

- Mamy do czynienia z niezwykle bulwersującą nawet ekspertów sytuacją. Rodzina zastępcza jest z mocy prawa powołana, żeby nieść pomoc dziecku, gdy w jego rodzinie naturalnej działo się coś złego. Jestem przekonana, że nie bez przyczyny te dzieci zostały umieszczone w rodzinie zastępczej - mówiła Arczewska.

Jej zdaniem do błędów doszło niewątpliwie w kilku miejscach. - Zabrakło współpracy między wieloma elementami systemu wspierania rodzin. Nie przekazywano informacji. Podstawowy problem to brak koordynacji i współpracy.

"Nie szafować ocen"

W rozmowach z dziennikarzami dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Pucku mówiła, że ze strony jej instytucji wszystkie działania były prawidłowe, a rodzina miała dobrą opiekę.

- Boli mnie, że pani dyrektor nie ma sobie nic do zarzucenia. To jest nie na miejscu - mówiła w TOK FM Arczewska. - Ale nie powinniśmy szafować ocen. Boję się, że dojdzie do linczu na rodzinach zastępczych, że wszystkie rodziny zastępcze są złe, we wszystkich dzieci są bite i dzieje im się krzywda. A tak naprawdę nie jest. Tych rodzin jest bardzo mało. To była ostatnia rodzina w powiecie, która była wolna i do której można było skierować dzieci. Będą się podnosiły głosi, że ci państwo wzięli te dzieci dla pieniędzy. Jednak dla większości przypadków rodzin zastępczych to jest głębokie poczucie misji.

W mediach pojawiały się sprzeczne doniesienia, czy psycholog był w rodzinie codziennie, czy tylko raz. - Tu też byłabym ostrożna - mówiła Arczewska. - Często mamy do czynienia z sytuacjami, że ktoś przez kilka lat ukrywał fakt stosowania wobec niego przemocy seksualnej. Takie rzeczy są latami ukrywane i nawet najbliższe osoby nie mają o tym pojęcia. Nie szafowałabym wyrokami, że psycholog działał nieudolnie i nie wyciągnął z dzieci informacji, że tam się dzieje przemoc. Jeśli tam dochodziło do tak drastycznej przemocy, to nie sądzę, że dzieci były na takim etapie przygotowania do kontaktu z psychologiem, żeby o tym powiedzieć, nawet jeśli były z tym psychologiem sam na sam.

"Sędziowie z doskoku"

- Czy model prawny i społeczny rodziny zastępczej zaproponowany przez państwo to model pełny, dopracowany, dobrze funkcjonujący? - pytał prowadzący audycję Grzegorz Chlasta.

- Choć nie byłam zwolennikiem wprowadzania asystenta rodziny czy koordynatora pieczy zastępczej, to jednak czytając przepisy literalnie widać, że to zostało pomyślane logicznie - mówiła Arczewska. - Dziś pan Tomasz Polkowski [prezes Towarzystwa Nasz Dom - red.] mówił, że tylko 30 procent środków, które rząd przeznaczył na zatrudnianie asystentów rodziny i 45 proc. na koordynatorów pieczy zastępczej zostały do tej pory wykorzystano. Z jednej strony ograniczono kompetencje kuratorów, którzy do tej pory wykonywali te zadania, przekazano to asystentom i koordynatorom pieczy zastępczej, ale tak naprawdę te instytucje nie działają.

Jak dodała, przeszliśmy w ciągu kilku lat z "modelu instytucjonalnego do modelu rodzinnego". - Dzieci nie umieszcza się w placówce, w instytucji, która jest molochem, gdzie dzieci są skoszarowane i nie mają prawa na prawidłową socjalizację. Teraz stawiamy na prawidłową socjalizację - na rodzinne domy dziecka i rodziny zastępcze. Ich funkcjonowanie to rzecz wtórna. Zawodzi wiele innych czynników, jak choćby to, co w perspektywie kilku lat wpłynie na standardy funkcjonowania tego systemu, czyli odejście od instytucji sądownictwa rodzinnego. W ubiegłym roku zostały zlikwidowane sądy rodzinne, jako obligatoryjne wydziały sądów rejonowych. Są powoływane tylko w największych sądach. Teraz mamy wysoko kwalifikowanych sędziów rodzinnych, ale w perspektywie kilku lat w sprawach rodzinnych będą orzekali sędziowie, którzy sprawę dostaną z doskoku, nie mając wiedzy ani przygotowania - mówiła Arczewska.

DOSTĘP PREMIUM