"Oni mają świadomość, że są niechciani. Za każdy dzień życia po wyjściu powinni kamienie całować"

Ekspert ds. więziennictwa namawia do unikania paniki związanej z zakończeniem kary przez ok. 100 przestępców, którym na mocy amnestii karę śmierci zmieniono na 25 lat więzienia. - Oni mają świadomość, że są wybitnie niechciani pośród nas, i że za każdy dzień życia po wyjściu powinni kamienie całować - mówił dr Paweł Moczydłowski w TOK FM.

Skazani, którym karę śmierci zamieniono na 25 lat więzienia, będą wychodzić na wolność przez pięć lat. Wśród nich są m.in. Mariusz Trynkiewicz, skazany za zamordowanie czterech chłopców, oraz Leszek Pękalski, znany jako "wampir z Bytowa", którego prokurator oskarżył o 17 zabójstw.

Sprawą zaniepokojony jest nawet szef resortu sprawiedliwości. Jarosław Gowin zapowiedział na początku września, że zrobi wszystko aby, osoby, które "mogą mordować, mordować dzieci" nie wyszły na wolność.

Ale ekspert ds. więziennictwa - dr Paweł Moczydłowski - stara się unikać emocji. - Namawiam, żeby paniki i lęków nie generować, bo to zły doradca - mówił w programie "OFF Czarek". Zdaniem gościa TOK FM, więźniowie, którzy na mocy amnestii z 1989 roku opuszczą niedługo zakłady karne "mają świadomość, że są wybitnie niechcianymi osobami wśród nas". - I że za każdy dzień życia po wyjściu na wolność powinni kamienie całować. Wśród nich są też tacy którzy dobrze wiedzą, że dostali niezwykłą szansę. Że mogą jeszcze pożyć, podotykać życia, wyjść do lasu, zobaczyć słońce - uważa Moczydłowski.

Rodziny powinny ich zabrać

W przypadku Mariusza Trynkiewicza służba więzienna nie kryje, że z resocjalizacją są problemy. Mężczyzna chodzi na terapię. Ale jak podkreślała rzeczniczka Służby Więziennej Luiza Sałapa, robi to z oporami.

Według dr Moczydłowskiego, Trynkiewicz dobrze zdaje sobie sprawę ze swojej sytuacji.

- Przypuszczam, że służba więzienna głównie zajmowała się trzymaniem go w izolacji od innych więźniów. Bo zapewne nie wyszedłby z tego więzienia. On wiedział i wie o tych dwóch światach, które się od niego odwróciły - tym więziennym i ten na zewnątrz, który bardzo dobrze pamięta jakich czynów się dopuścił. I przede wszystkim on może całować kamienie, że życie się tak ułożyło, iż może jeszcze wyjść na wolność. On gada różne głupoty, ale to przecież nie jest człowiek najwyższych lotów intelektualnych. Matka, która chce go zabrać z miejscowości, w której mieszkał, nie robi źle - ocenił były dyrektora Centralnego Zarządu Zakładów Karnych.

Jest nad czym pracować

Według Pawła Moczydłowskiego sprawa kończenia kar przez więźniów objętych amnestią rzuciła światło na kilka poważnych problemów.

Chodzi np. o więźniów, którzy nie ulegli resocjalizacji. A z takimi sytuacjami "mamy do czynienia każdego dnia". - Co zrobić z takimi ludźmi? Może trzeba wreszcie pomyśleć o internowaniu, albo w przypadku pedofilów o przymusowym leczeniu. Tym bardziej że z dotychczasowych obietnic nic nie wyszło - stwierdził gość TOK FM.

Zdaniem dr. Moczydłowskiego dyskutując o końcu kar groźnych przestępców nie można zapominać o tym, w jak złej sytuacji jest polskie więziennictwo.

- Mamy 84 tys. ludzi w więzieniach. Zakłady karne są przepełnione. A dodatkowo mamy 40 tys. ludzi, którzy powinni się stawić w więzieniach i tego nie zrobili. Oraz 30 tys. wyroków zalegających w sądach. W 2017 roku przyjedzie do nas, na dziś 12 tys. Polaków, którzy odbywają karty w więzieniach krajów UE. A ta liczba będzie rosła - wyliczał ekspert.

Wg gościa TOK FM polskie więziennictwo nie jest na to gotowe. Dlatego trzeba myśleć o

"alternatywach do kary pozbawiania wolności".

- Wylansowana kiedyś ogromna represyjność prawa wygenerowała sytuację, że system się zatkał. I mamy do czynienia z bezkarnością, bo nie ma skazanych gdzie wsadzić - diagnozował dr Moczydłowski.

DOSTĘP PREMIUM