Trwają usilne starania, aby zapisać Jezusa do PiS - "TP" o marszu "Obudź się, Polsko"

- Nigdy alians ołtarza z polityką nie był tak jaskrawy, jak w przypadku zbliżającego się marszu. Hipokryzję słusznie nazywa się hołdem składanym cnocie przez występek, tu jednak nikt już niczego się nie wstydzi, z niczym się nie kryguje, niczego nie stara się kamuflować - pisze w "Tygodniku Powszechnym" Marek Zając.

29 września w Warszawie odbędzie się Marsz środowisk Radia Maryja i PiS. Będzie poświęcony krytyce rządu. Udział w nim zapowiedziała m.in. "Solidarność". Podczas marszu odbędzie się msza święta.

- To w historii III RP przypadek bez precedensu - ocenia w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego" Marek Zając. - Nigdy alians ołtarza z polityką nie był tak jaskrawy, jak w przypadku zbliżającego się marszu - ocenia autor. - Hipokryzję słusznie nazywa się hołdem składanym cnocie przez występek, tu jednak nikt już niczego się nie wstydzi, z niczym się nie kryguje, niczego nie stara się kamuflować. Księża gorliwie klaszczą politykom marzącym o powrocie do władzy, a politycy lansują się w anturażu modlitwy i Eucharystii - pisze dziennikarz.

Jego zdaniem jest to efekt retoryki uprawianej przez polityków. - Od kilku lat bębni się o okupacji, kondominium, drugim obiegu... Zaczyna się wydawać, że wrócił totalitaryzm - pisze autor. - Ale to podsycana przez politykierów ułuda. A już po prostu haniebnie postępują ci, którzy porównują się na przykład do ks. Jerzego Popiełuszki. Nie te czasy, nie to ryzyko, nie ta miłość, nie ten Duch - ocenia Marek Zając.

Nałęcz: Nie życzę sobie, aby PiS szedł w marszu z hasłem skopiowanym z niemieckiego nazizmu

Buczenie na urzędnika Kancelarii Prezydenta podczas pogrzebu Jerzego Szaniawskiego to zdaniem autora efekt zdziczenia obyczajów i przekraczania sacrum. Gwizdy i buczenie odbyły się w kościele. - Na moment rewolucja przelękła się własnych dzieci - pisze w jednym z artykułów.

Albo jesteś z nami, albo w Boga nie wierzysz

- W szerokich kręgach Kościoła zapanowała atmosfera, że każdy, kto nie afiszuje się z poparciem dla mediów o. Rydzyka i nie uważa sprawy Telewizji Trwam za priorytet, staje się podejrzany - pisze. - Nie trzeba wyjaśniać, jakie znaczenie przypisywano by w tych okolicznościach obecności warszawskiego biskupa pomocniczego, czy wręcz samego metropolity, na mszy w ramach marszu. Pół biedy, gdyby organizatorzy marszu kierowali się zasadą: kto nie z nami, ten przeciwko nam. Kłopot w tym, że zdają się głosić logikę: kto nie z nami, ten przeciwko Jezusowi i Kościołowi - sumuje Zając.

Inkwizytorzy decydują, kto wierzy, a kto nie

Jego zdaniem "szantaż uprawia się w Polsce od lat". - Ma dwie niemal bliźniacze odmiany. Patriotyczną, która ustala kryteria polskości - i konfesyjną, w której samozwańczy inkwizytorzy oceniają, kto ma, a kto nie ma prawa nazywać się katolikiem. Póki żył Jan Paweł II, w naszym Kościele panowała względna równowaga. Po jego śmierci, a zwłaszcza po awanturze o krzyż na Krakowskim Przedmieściu, wahadło wychyliło się w jedną stronę. Skutki są opłakane. Mocno trzymamy się w tradycyjnych bastionach, ale powoli zaczynamy tracić inteligencję i młodzież. Kto dziś jeszcze snuje marzenia o pokoleniu JP2, co w 2005 r. głoszono niczym dogmat? - zastanawia się.

Otwarci się schowali i uprawiają swój ogródek

Jego zdaniem obecni w Kościele katolicy otwarci wycofali się. Ludzie są zwyczajnie zmęczeni nieustającą wojną. - Niektórzy dali sobie wmówić, że z Kościołem w Polsce jest jak z polityką. Jak nienawidzą się Kaczyński i Tusk, ale zarazem potrzebują się nawzajem niczym powietrza, tak Kościół otwarty egzystuje wyłącznie jako opozycja do toruńskiego - ocenia Marek Zając.

Pełen tekst w najnowszym numerze "TP".

DOSTĘP PREMIUM