Regały z darmowymi książkami w Poznaniu. Zamiast do czytelników trafiają na aukcje internetowe

W Poznaniu od kilku dni furorę robią miejskie regały z książkami. Miały zachęcić do czytania i ułatwić wymianę książek. Te z miejskich regałów znikają błyskawicznie, ale nie zawsze zostają w rękach czytelników. Można je kupić na aukcjach w internecie.

Darmowe biblioteczki stanęły m.in. na starym rynku, placu Wolności, czy w pobliżu Zamku na ul. Fredry.

Zainteresowanie książkami jest ogromne. Z regału na ul. Fredry, którym opiekuje się Michał Janiszewski z poznańskiego Zamku, od soboty zniknęło ok. 1,8 tysiąca książek. Gdyby pan Michał codziennie nie uzupełniał półek, świeciłyby pustkami, a przecież nie taka była idea. - Największym wzięciem cieszy się beletrystyka i nowe pozycje. Te znikają w ciągu 2-3 godzin po ich wyłożeniu. Ludzie chętnie biorą też książki filozoficzne, polityczne, o tematyce społecznej i albumy. Wielu poznaniaków miejskie regały traktuje jako świetną okazję do zdobycia często poszukiwanych na rynku bestsellerów. I to za darmo - opowiada.

"Ludzi nie stać na książki"

- Nie jestem tym zaskoczona, bo wielu osób nie stać na kupowanie książek, są zbyt drogie - mówi TOK FM pani Kasia. - Dlatego przychodzą tutaj i sobie biorą - dodaje.

Uczniowie szukają tu szkolnych lektur, czy poezji. Dwóch młodych chłopaków, spotkanych przypadkowo obok regału na Fredry, trzyma w rękach "W pustyni i w puszczy". - Pierwszy raz tutaj? - dopytuję. - Nie, ja już trzeci, albo czwarty - mówi jeden z nich. - Przychodzę tu po książki historyczne, interesuję się II wojną światową i losami Polski. A wybór jest duży, zawsze coś znajdę - mówi jeden z chłopaków.

Obok nich stoi młoda dziewczyna, która również szuka czegoś dla siebie. - Jestem hydrogeologiem, interesują mnie książki o tematyce morskiej. Właśnie znalazłam "Wędrówki morskich zwierząt", przyda mi się - mówi Gosia z uśmiechem na twarzy.

Wystawiono 1,8 tys. książek. Ludzie przynieśli 100

Ci, którzy korzystają z miejskich regałów, zapewniają, że postępują zgodnie z zasadą. - Wzięłam kilka książek, ale przyniosę w zamian inną. Ja też kilka sobie wziąłem, ale zawsze coś zostawiałem w zamian - mówią młodzi ludzie.

Faktycznie tych, którzy oddają przeczytane książki lub przynoszą swoje w miejsce pożyczonych, jest niewielu. Tylko z tego regału przy ul. Fredry w ciągu ostatnich dni zabrano ok. 1 tysiąca ośmiuset książek. W ich miejsce pojawiło się ok. stu. - Myślę, że jest to kwestią czasu, żeby ludzie nauczyli się korzystać z tych półek. Muszą zrozumieć, że ta wymiana ma sens tylko wtedy, gdy przynoszą w zamian książki, których nie potrzebują - mówi TOK FM Michał Janiszewski. Ile to potrwa? - Przynajmniej kilka tygodni, uważa. Na szczęście zdarzają się takie sytuacje, jak ostatnio, gdy zgłosił się do nas pewien pan, który podarował nam pokaźny transport książek, po prostu nie były mu już potrzebne - mówi TOK FM Janiszewski. Wystarczyło tylko je przywieźć.

Książki trafiają na aukcję

Wśród prawdziwych czytelników niestety zdarzają się osoby, które biorą książki z miejskich regałów, a później nimi handlują. - Tego nie można było uniknąć, tym bardziej że w regulaminie regału nie ma zapisu, że tego nie wolno robić - potwierdza Janiszewski.

Organizatorzy akcji potwierdzają, że niektóre książki znalazły się na giełdzie używanych przedmiotów oraz w internecie. Mimo że książki są oznakowane. - Jest to jakieś utrudnienie dla osób, które chcą je sprzedać, ale i tak zdarza się, że te darmowe książki mają wyrwane kartki, zostają w nich tylko ślady po pieczątkach - opowiada Michał Janiszewski, który widział już takie książki w poznańskiej Rzeźni, gdzie handluje się używanymi rzeczami.

Wierzy jednak, że takie sytuacje są rzadkością. - Myślę, że nie jest tego więcej niż promil z wszystkich wziętych pozycji - dodaje.

Mimo tych niechlubnych przypadków organizatorzy akcji i tak twierdzą, że miejskie regały warto było postawić. - Poznaniacy odpowiedzieli entuzjastycznie i to jest najważniejsze - twierdzą.

DOSTĘP PREMIUM