Urban wiesza się na YouTube. Prowokacja w wersji 2.0? "Dobra forma, 20 sekund, nawet wrogowie obejrzą"

- Bardzo się cieszę, że PiS wygrał w sondażu - mówi Jerzy Urban, po czym zakłada pętlę na szyję i wiesza się, symulując drgawki i wybałuszając oczy. Wszystko, oczywiście, dzieje się na niby. To tylko jeden z krótkich filmików stanowiących cały cykl firmowany marką tygodnika "NIE", które Urban publikuje na blogu. Prowokacja rozumiejąca trendy internetowe czy kolejna odsłona zgranego cynizmu?

Filmiki, które można obejrzeć na blogu, a na których były rzecznik rządów PRL komentuje rzeczywistość społeczno-polityczną, przyciągają coraz więcej widzów. Stają się także jedną z głównych atrakcji popularnych serwisów rozrywkowych. Pierwsze nagranie pojawiło się dwa tygodnie temu i ma ponad 170 tys. wejść, natomiast najbardziej popularne wideo oglądane było już ponad 220 tys. razy.

Co takiego się na nich dzieje? Reprezentatywnym przykładem serii jest nagranie pt. "Urban ekshumacja". Naczelny "NIE" wykopuje na nim model szkieletu ludzkiego, po czym stwierdza: "Mama jak żywa, ale ojca nie jestem pewien".

Reakcje na notki i filmiki na blogu są takie same jak w przypadku jego wcześniejszych wypowiedzi. Pod filmami pojawiają się zarówno komentarze pełne pogardy i odrazy, jak i wyrazy aprobaty i podziękowania za bezkompromisowość. Które przeważają? Trzeba samemu ocenić, ale takie wpisy jak "Tyle prawdy. Znów celnie, panie Jerzy?" do rzadkości nie należą.

 

"Nawet wrogowie poświęcą czas, żeby obejrzeć"

Według Macieja Budzicha, vlogera i autora serwisu Mediafun.pl, filmy z Urbanem w roli głównej wpisują się we współczesne trendy internetowe. - Pod względem warsztatowym, jeśli chodzi o pomysł, to jest bardzo dobra rzecz. Krótkie, 20-sekundowe formy, które każdy obejrzy, więc nawet jak go nie interesuje, to kliknie - wyjaśnia.

Zaznacza, że forma, w której Urban próbuje się odnaleźć, daje szerokie pole manewru. - Taką formą można reagować na każdą sytuację, bardzo szybko można realizować i zbierać sobie jakąś grupę widzów. Nawet wrogowie poświęcą czas, żeby to obejrzeć - tłumaczy.

- Zbiera i sympatyków, i wrogów oraz ciekawskich, którzy czekają w końcu na wyjaśnienie - dodaje Budzich, według którego filmy są tylko wstępem do większego projektu, jakim być może będzie kanał telewizyjny.

"Jak nastolatek, który dorwał się do kamery"

Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, dziwi się, że Urban tak późno odnalazł tę formę kontaktu z widzem. - Znalazł medium, telewizja nie była dla niego czymś właściwym, jest zbytnio zapatrzony w siebie, nie lubi, jak ktoś mu przerywa. Teraz jest panem tych filmików - wyjaśnia. Twierdzi, że Urban przypomina mu nastolatka, który "nagle dorwał się do kamery".

Natomiast komentując treści prezentowane przez szefa "NIE", przyznaje, że nie ma się co dziwić - to wciąż stary Urban, tylko w nowej formie. - Obsceniczne, z potwornie złym smakiem, na granicy akceptowalności, przekraczające wszelkie normy, odkrywające tabu. Tak to u niego będzie - mówi. Dodaje, że "im więcej wpisów, tym lepiej dla Urbana".

Niesiołowski: Intelektualnie sprawny, ale jak ten intelekt jest użyty

Urban w swoich notkach i nagraniach komentuje, rzecz jasna, wydarzenia polityczne. Jak reagują na jego komentarze politycy?

Stefan Niesiołowski scenkę z Urbanem wykopującym szkielet nazywa "niesmaczną" i "obrzydliwą". - To przekroczenie granicy, żadne zachowanie rodzin tego nie usprawiedliwia ani nie upoważnia - stwierdza. Zaznacza jednak, że Urban jest intelektualnie sprawy, ale problemem jest, "jak ten intelekt jest użyty".

Joachim Brudziński z PiS nie chciał w ogóle z autorem na ten temat rozmawiać. - Proszę nie oczekiwać, że będę się wypowiadał. Nie mam najmniejszego zamiaru ani ochoty - mówi. Na koniec dodał, że "czuje się zniesmaczony".

Joanna Senyszyn z SLD zaznacza, że nie jest zaskoczona ani formą, ani treścią nagrań. - Jerzy Urban, taki jest i jego tygodnik, który czytam od początku, również nie unika różnego rodzaju skojarzeń z pogranicza, mówiąc najogólniej - stwierdza.

Dodaje, że nie można pomijać także aspektu marketingowego całego przedsięwzięcia. - Sprzedaż "NIE" gwałtownie spada, jest już na bardzo niskim poziomie, pewnie jest to również forma przyciągnięcia czytelników - tłumaczy.

Natomiast nagranie z wykopywaniem szkieletu nazywa "dowcipnym komentarzem o wymuszaniu na innych uczestnictwa niekończącym się posmoleńskim serialu".

Kto go ogląda? "On sam"

A kto Urbana ogląda? Według Godzica w przypadku internetu trudno zidentyfikować grupę docelową. - Tak naprawdę grupą docelową jest on sam. Nie liczy na poklask, ma kasę, raczej chodzi tu o ekspresję. Dzisiaj jest takie dobre określenie jak epidemia narcyzmu. To był narcyz, to jest narcyz i teraz znalazł właściwe medium - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM