Opolanka, której odebrano dzieci: Potraktowano mnie jak mordercę

- Powiedziałam dzieciom, że ta rodzina zastępcza to jest wujek i ciocia, a ja muszę jechać do szpitala. Synek płakał, chciał ze mną zostać - opowiada w TVN24 łamiącym się głosem opolanka, której z powodu długu w urzędzie skarbowym odebrano dzieci. - Potraktowano mnie jak człowieka, który by kogoś zabił - żali się kobieta.

Pani Joanna miała 2,3 tys. zł długu względem urzędu skarbowego - informuje piątkowa "NTO". Kobieta samotnie wychowuje dwójkę dzieci, nie miała z czego spłacić długu. Sąd zmienił jej więc karę grzywny na 25 dni aresztu. Kobieta o tym nie wiedziała, bowiem pisma do niej nie dochodziły. Sąd twierdzi jednak, że to jej wina, bo powinna poinformować o zmianie zamieszkania.

W efekcie, we wtorek ok. godz. 22 do drzwi jej domu zapukali policjanci. Jej dzieci w wieku dwóch i sześciu lat już spały. Policjanci poinformowali kobietę, że zgodnie z decyzją sądu ma trafić do aresztu, a jej dzieci zabrali do rodziny zastępczej, bo nie miał się kto nimi zająć.

"Potraktowano mnie jak człowieka, który kogoś zabił"

- Jak mi pokazali panowie policjanci nakaz zatrzymania mnie, to im odpowiedziałam, że nie wiem w jakiej sprawie, bo nic do mnie nie przychodziło wcześniej, żadne wezwania na policję - opowiada pani Joanna. Jak dodaje, pokazała policjantom pismo, na którym była informacja o umorzeniu jej długu w urzędzie skarbowym. Na nic się to jednak nie zdało.

- Stwierdzili, że oni mnie zabierają. Oznajmili, że mi dzieci rozdzielą. Powiedziałam, że absolutnie się na to nie zgadzam. Znaleźli rodzinę zastępczą w Opolu, gdzie dwójka dzieci może być razem. Powiedziałam, że ja też chcę z nimi jechać, żeby zobaczyć, gdzie moje dzieci trafią. To się w głowie nie mieści, żeby o tej porze dzieci zrywać z łóżka - relacjonuje kobieta.

- Powiedziałam dzieciom, że ta rodzina zastępcza to jest wujek i ciocia, a ja muszę jechać do szpitala. Synek płakał, chciał ze mną zostać. Mam nadzieję, że się to na nim nie odbije. Potraktowano mnie jak człowieka, który by kogoś zabił - mówi kobieta łamiącym się głosem. Jak dodaje, rodzina zastępcza bardzo dobrze zajęła się jej dziećmi. Ma jednak pretensje, że policja wyciągnęła je w nocy, wiedząc, że śpią.

"Matka samotnie wychowująca dzieci to nie gangster"

Policja twierdzi, że działała zgodnie z prawem. - Sąd przekazuje nam dane osoby, którą mamy zatrzymać, a nie informuje nas o jej sytuacji społecznej. My nie mieliśmy informacji o tym, że ta kobieta samotnie wychowuje dzieci. Policjanci zrobili więc to, co nakazał im sąd - mówi Maciej Milewski, rzecznik KWP w Opolu.

Z kolei rzeczniczka opolskiego sądu Ewa Kosowska-Korniak postępowaniem policji jest więcej niż zdziwiona. - Rzeczywiście, sąd wydał nakaz aresztowania opolanki. Jednak matka samotnie wychowująca dzieci to nie gangster, nie ukrywała się, nie stanowiła zagrożenia, więc nie widzę powodu, dla którego policjanci przyjechali po nią w nocy - komentuje dla "Gazety".

DOSTĘP PREMIUM