Prawie 900 szkół bez lekcji religii. To już możliwe w Polsce

- W prawie 900 szkołach w Polsce w ogóle nie ma lekcji religii - wynika z informacji, do których dotarł portal Gazeta.pl. Jak to możliwe? Okazuje się, że jeśli rodzice i uczniowie nie wyrażą zainteresowania, to szkoła może po prostu religii nie prowadzić. Szkół bez religii mogłoby być więcej, ale niektóre z nich nie zawsze postępują zgodnie z prawem.

22 lata od powrotu religii do polskich szkół okazuje się, że nie wszędzie takie zajęcia się odbywają. Z danych Systemu Informacji Oświatowej MEN wynika, że w Polsce funkcjonuje 888 szkół (na 30 tys. placówek), w których w ogóle nie są prowadzone lekcje religii - Ta liczba obejmuje szkoły, w których nie ma lekcji religii, nie tylko katolickiej, ale też innych wyznań. Są to szkoły publiczne oraz niepubliczne, na wszystkich etapach edukacji - wyjaśnia Justyna Sadlak, zastępca rzecznika prasowego MEN. Ministerstwo nie informuje jednak, które to szkoły. Wiadomo natomiast, że ich liczba spadła - w 2011 r. było 960 takich placówek. To przeczy opinii, że zainteresowanie nauką religii maleje.

Szkoła bez religii - to możliwe?

Lekcje religii (a także etyki) odbywają się wyłącznie, gdy wystarczająca liczba uczniów zadeklaruje w nich udział. Potrzeba minimum 7 osób, by utworzyć grupę. Mogą to być uczniowie należący do różnych klas, jak coraz częściej się dzieje. Jeśli jednak zainteresowanie religią będzie mniejsze, szkoła musi zrezygnować z prowadzenia tych zajęć.

Nie zawsze jednak dyrektorzy szkół postępują zgodnie z obowiązującym prawem. Wiele szkół przyjmuje założenie, że wszyscy uczniowie będą chodzić na religię. Od rodziców wymaga się pisemnej deklaracji, że wypisują dziecko z zajęć. Tymczasem powinno być odwrotnie - deklaracje takie powinni składać wyłącznie rodzice zapisujący dziecko na katechezę. Tymczasem w wielu placówkach publicznych religia nadal jest odgórnie umieszczana w planie zajęć, zanim rodzice zdążą podpisać zgłoszenie udziału dziecka w lekcjach.

Dotyczy to nawet pierwszego etapu edukacji. "Jestem mamą czterolatka, który chodzi do publicznego przedszkola w jednym z większych miast w Polsce. Wśród wielu zajęć dodatkowych przedszkolaki mogą chodzić również na religię" - pisze czytelniczka w liście do "Wysokich Obcasów". - Tyle w teorii. W praktyce moje dziecko miało katechezę pierwszego dnia po wakacjach, o czym dowiedziałam się po fakcie.

Podobny problem pojawia się w mniejszych miejscowościach i na wsi. Osoby rezygnujące z religii spotykają się z ostracyzmem. - Ksiądz, jak się okazało, na lekcjach religii rozmawiał o mojej sytuacji z innymi dziećmi. Stwierdził, że dla niego jestem zerem - pisze w liście do "Gazety Wyborczej" licealistka, która zrezygnowała z katechezy.

Nowe przepisy, ale wszystko po staremu

Od 1 września we wszystkich szkołach obowiązują nowe zasady organizacji nauki. Jedną ze zmian jest umieszczenie religii na liście przedmiotów fakultatywnych - obok etyki, wychowania do życia w rodzinie, języków mniejszości i regionalnych czy zajęć w klasach sportowych. Przedmioty te stają się obowiązkowe, gdy rodzice (a w przypadku uczniów pełnoletnich - oni sami) zadeklarują uczestnictwo. Zasadnicza zmiana dotyczy sposobu finansowania. Środki na prowadzenie zajęć fakultatywnych pochodzą z budżetu samorządów.

Religia w programie i na maturze

Kościół katolicki z dużą rezerwą podchodzi do nadania religii statusu przedmiotu fakultatywnego. Nowe prawo może - zdaniem Kościoła - być furtką dla wprowadzenia odpłatności za udział w zajęciach, a nawet do wycofania katechezy ze szkół pod pretekstem braku pieniędzy w budżetach samorządów. Wszystko wskazuje jednak na to, że są to obawy nieuzasadnione. W porównaniu z ubiegłym rokiem zmniejszyła się liczba szkół, w których lekcji religii nie ma. Jak zapewnia MEN, w szkołach publicznych zajęcia finansowane przez samorządy nie mogą też być dodatkowo płatne ani usuwane z programu szkoły.

DOSTĘP PREMIUM