"Uwaga, rodzice!!! Narkotyki, napady, broń i choroby" - pismo kuratorium jak dekret WRON

Sporego zamieszania narobiło pismo kuratora oświaty w Katowicach, które mogli przeczytać rodzice jednej ze szkół podstawowych. Mowa w nim o pojawiającej się w województwie "sytuacji stanowiącej zagrożenie życia i zdrowia". Kolizje drogowe, narkotyki, napady na sklepy, broń i choroby - te plagi zaatakowały Śląsk. - To tylko ćwiczenia - usłyszeliśmy w kuratorium.

"W związku z zaistniałą szczególną sytuacją podwyższonej gotowości obronnej Państwa na obszarze województwa śląskiego zobowiązuję Państwa do podjęcia dodatkowych działań opiekuńczych. W trybie pilnym należy uprzedzić uczniów i ich rodziców o coraz częściej pojawiających się na terenie naszego województwa sytuacjach stanowiących zagrożenie życia i zdrowia" - pismo takiej treści pojawiło się na tablicy jednej ze szkół podstawowych.

Nagłówek z adresem kuratorium oraz wielki dopisek czerwonym pisakiem: "Uwaga rodzice. Ważne!!!" powodował, że obok pisma, a szczególnie jego treści, nie można było przejść obojętnie.

Dalej z pisma dowiadujemy się o zwiększonej liczbie wypadków i kolizji drogowych, napadów na sklepy, pojawiającej się na rynku dużej ilości broni nieznanego pochodzenia, narkotyków. Jest także o zwiększonej liczbie zachorowań i przypadkach skażeń środkami chemicznymi ujęć wody i żywności.

"Czy na Śląsku stanęliśmy u progu stanu wyjątkowego? "Zaintrygowany natychmiast przeczytałem i.... zdębiałem" - pisze rodzic, który umieścił pismo na Wykopie. "Odpytana wychowawczyni powiedziała, że ona nie wie / nie rozumie, o co tu chodzi, że 'może to w związku z tym, co go wczoraj złapali', mam jednak nieodparte wrażenie, że ktoś coś na nas szykuje, a w niedzielę znowu nie będzie Teleranka. Czy w Waszych szkołach, drodzy Wykopowicze ze śląskiego, również zawisł ów Dekret 'prawie-że-WRON'?" - dodaje.

Katowickie kuratorium reaguje ze spokojem.

- Nic podobnego. Zgodnie z odpowiednimi ustawami, jesteśmy zobligowani do przeprowadzania ćwiczeń z zachowań w stanach zagrożenia i z obronności - wyjaśnia Anna Wietrzyk, rzecznik kuratorium. - To wewnętrzne pismo kuratorium, związane z ćwiczeniami z zakresu bezpieczeństwa. Oczywiście, nie odnosi się ono do rzeczywistej sytuacji, ale takiej, która mogłaby zaistnieć. Pismo w ogóle nie powinno się pojawić. Ktoś nieopatrznie przesłał je dalej, ktoś inny wywiesił w szkole, a my musimy teraz odkręcać sprawę - dodaje.

Całe szczęście, bo rzeczywiście wydawało się, że dzieci znów pozbawione będą Teleranka.

DOSTĘP PREMIUM