Służbom specjalnym wolno wszystko? "One mają chronić interesy państwa"

Po publikacji cyklu "Pracowałem w CBA" na działanie tej służby i agenta Tomka posypały się gromy. Eksperci mówili o "żenadzie" i braku profesjonalizmu. Dr Łukasz Kister ma inne zdanie: - "Zdjęcia Tomka nie pokazywały żadnej patologii". Były funkcjonariusz służb specjalnych i wykładowca dodaje, że jego zdaniem agent Tomek nie złamał przepisów.

"Kompromitacja, wyobrażałem sobie, że takie zdjęcia mogą istnieć", "emocjonalnie nieprzygotowany do pracy w CBA", "wszystko nam wolno" - po publikacjach portalu Gazeta.pl na temat agenta Tomka i kulis pracy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, na Tomasza Kaczmarka poleciały gromy. Jego zachowanie krytykowali m.in. dziennikarze , a także obecny szef CBA i inni eksperci .

Nieco innego zdania jest dr Łukasz Kister, wykładowca, były funkcjonariusz służb policyjnych i specjalnych. Jego zdaniem na opublikowanych przez nas zdjęciach nie było nic niezwykłego. - Ja po latach służby w różnych służbach mam tu problem oceny. One były oczywiście bardzo medialne, ale nie pokazywały żadnej patologii, chyba że komuś nie podoba się wygląd pana posła. Wydaje mi się, że komuś zależy na dyskredytacji działań służb na podstawie niedomówień i wątpliwych ocen czyjejś urody - mówi.

Legitymacje prasowe? To zgodne z prawem

W pierwszym tekście o kulisach pracy CBA napisaliśmy jak łatwo Biuro mogło podrobić dowolne dokumenty, nawet legitymacje dziennikarskie. Takie praktyki skrytykował m.in. premier Donald Tusk, mówiąc, że jako szef rządu i zwykły obywatel wolałby, żeby agenci służb nie podszywali się pod dziennikarzy.

- Zrobił się wielki szum wokół podrabiania legitymacji prasowych, ale osoby, które się tym oburzały, nie czytały chyba ustawy o CBA i innych służbach. Tam są zapisy, które mówią wyraźnie, że służby do realizacji swoich zadań mają prawo do tworzenia tzw. dokumentów legalizacyjnych. Nie ma znaczenia, czy będą to legitymacje dziennikarskie, członka GS-u, czy Polskiego Czerwonego Krzyża - mówi. Dodaje też, że służby między sobą wyrabiają dokumenty, ABW ma dokumenty policji i odwrotnie. - To stwarza większe zagrożenie, gdyby zostało wykorzystane w sposób niekontrolowany niż legitymacja dziennikarska - przekonuje.

Fundusz "0" - pole do nadużyć?

Kolejny tekst dotyczył pieniędzy, które wydawał agent Tomek na samochody, ubrania itp. Te informacje również spotkały się z krytyką. Według dr. Łukasza Kistera, niektóre akcje służb wymagają dużych nakładów finansowych, a każdy wydatek musi być zatwierdzony przez przełożonego odpowiedzialnego za fundusz operacyjny.

- Widać po sprawie Agencji Wywiadu, której zginęły dwa miliony złotych, że jest tu pole do nadużyć, ale jest takie samo, jak wszędzie - nawet w funduszach jawnych. Pytanie, kto ma udowadniać, czy wydane środki przekraczały potrzebę. To jest nie do udowodnienia. Jeśli rozpracowujemy - jak w przypadku agenta Tomka - grupę, która obraca dużymi pieniędzmi, wręcza łapówki administracji rządowej, jeździ drogimi samochodami, ubiera się w luksusowych sklepach i śpi w najlepszych hotelach, to czym ma jeździć nasz oficer? Polonezem? Po kilku chwilach nikt nie uwierzy w jego historię - tłumaczy.

"Nie dowiemy się, ile pieniędzy zostało wydanych"

Paweł Wojtunik, obecny szef CBA powiedział dziś u Moniki Olejnik , że wydatki na operacje za czasów poprzednich władz Biura były przerysowane. Dr Kister podkreśla, że opinia publiczna nigdy nie dowie się, ile tak naprawdę pieniędzy wydano.

- To są pieniądze z funduszu "0", a więc z pozabudżetowych środków służby przeznaczanych na cele operacyjne. Ten fundusz, mimo że niejawny, nie jest oczywiście studnią bez dna i jakieś limity są. Z funduszu można wydać na operację tyle pieniędzy, ile jest niezbędne do jej skutecznego przeprowadzenia, a jej celem jest ochrona państwa przed zagrożeniami, działaniami szkodliwymi. Jeżeli wymaga tego interes państwa, przemawia za tym racja stanu, a niewykonanie takiej operacji może zagrażać interesom narodowym, porządkowi publicznemu, to żadna kwota nie jest zbyt wielka. To jak z siłami zbrojnymi - przekonuje ekspert.

W służbach nie zawsze chodzi o głośny finał

Kister odniósł się również do zarzutu, że działania agenta Tomka były nieskuteczne. - W służbach specjalnych nie zawsze wymiernym efektem jest doprowadzenie do zatrzymania jakiejś osoby. Dlatego te służby nazywamy specjalnymi, a nie policyjnymi, bo one mają chronić interesy państwa. Mogą być takie sytuacje, w których w interesie państwa jest, by nie doprowadzić do procesu, a jedynie zdobyć jakieś informacje, udaremnić korupcję. W interesie narodowym - nie rządzących czy służb, czasami jest to, by sytuacja została przeprowadzona dyskretnie - mówi.

Dodaje też, że nie powinno się oceniać pracy agentów przez pryzmat " umiejętnie napisanej notatki ". - Służby zawsze korzystają ze szczęścia, przeczucia. To pozwala trafić. Po to się szkoli oficerów pod przykryciem, by nie zignorowali żadnej sytuacji - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM