"Cycolino", "debilu" w ośrodku dla cudzoziemców. "To nie mobbing"

- Cycolino, dziurawcu, debilu - mieli mówić do podwładnych dowódcy w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białymstoku. Jednak zdaniem komendanta o mobbingu nie może być mowy - czytamy w "Gazecie Wyborczej'.

Raport wewnętrznej komisji, która badała relacje między kadrą a podwładnymi w białostockim ośrodku dla cudzoziemców, jest druzgocący. Troje funkcjonariuszy z wydziału kontroli wewnętrznej Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej przez kilka tygodni badało dokumentację ośrodka, przeprowadziło też rozmowy z kilkudziesięcioma służącymi tam strażnikami. Ustalono m.in., że funkcjonariusze byli publicznie poniżani, podważano ich kompetencje, wbrew regulaminom część kadry dowódczej posługiwała się prywatnymi, nieujętymi w ewidencji kluczami do ośrodka; mogli dzięki temu niezauważeni wchodzić do niego nocą i egzaminować wybranych funkcjonariuszy poniżającymi kartkówkami.

Komendant oddziału płk Leszek Czech nie dostrzega jednak cech mobbingu w postępowaniu swoich podwładnych, ale żeby uniknąć zarzutów o stronniczość, powiadomił prokuraturę w Białymstoku o możliwości popełnienia dwóch przestępstw: mobbingu właśnie oraz przestępstw przeciw dokumentom w związku z rzekomym fałszowaniem notatek o zachowaniu osadzonych.

">Cały tekst oraz wywiad z komendantem ośrodka w "Gazecie Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM