Polacy walczą w sądach o pieniądze za śmierć bliskich

Raz trzydzieści tysięcy, innym razem sto albo dwieście, ale przepis zawsze ten sam. Coraz częściej dochodzimy przed sądami zadośćuczynienia za tragiczną śmierć osoby bliskiej: mamy, syna, ale też wujka czy bratanka. Takich spraw przybywa - spraw z artykułu 446 paragraf 4 Kodeksu cywilnego.

Sędziowie w rozmowie z TOK FM nie kryją, że temat jest bardzo trudny i tak naprawdę uznaniowy. - W każdym przypadku musimy wyliczyć ból i cierpienie osoby, która straciła kogoś bardzo bliskiego - mówi sędzia Waldemar Żurek z Sądu Okręgowego w Krakowie. Podkreśla, że zupełnie inaczej jest w procesach o odszkodowanie. - Tam wysokość szkody można obliczyć na zasadach matematycznych - dodaje. Bo wiadomo, że ktoś na przykład stracił określonej wysokości zarobki czy wydał konkretną kwotę na zakup leków czy rehabilitację.

Pozwy o zadośćuczynienie to sprawy, w których pozwanymi są najczęściej towarzystwa ubezpieczeniowe, w których sprawca wypadku miał wykupioną polisę.

Nie ma taryfikatora

W przypadku zadośćuczynienia za śmierć kogoś, kto tragicznie zginął w wypadku, trudno o dokładne rachunki. - Nie ma taryfikatora ani tabel, które pozwalałyby określić, że jeśli istniał taki a taki stopień bliskości czy dany stopień cierpienia, to przyznajemy taką a nie inną kwotę - mówi Żurek.

Przepis dotyczący zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej obowiązuje od 2008 roku. W sądowych statystykach można wychwycić, ile było procesów o "zadośćuczynienie", ale w sensie ogólnym. Nie ma natomiast danych o zadośćuczynieniu z artykułu 446 paragraf 4. Dlatego trudno o precyzyjne informacje liczbowe, ile jest takich spraw, o jakie kwoty chodzi.

Gdyby nie Smoleńsk...

Wiadomo jednak, że pozwów przybywa, bo rośnie świadomość Polaków, że można wystąpić o takie pieniądze.

Jedna z przyczyn to tragedia pod Smoleńskiem. Był czas, że dość często domagając się zadośćuczynienia Polacy za pośrednictwem swoich adwokatów powoływali się właśnie na katastrofę. Pisali w pozwach, że skoro rodzinom ofiar tragedii smoleńskiej wypłacono po 250 tysięcy złotych, to również innym należą się podobne kwoty. W tej sprawie głos zabrał Sąd Najwyższy. Zwrócił uwagę, że każda sprawa powinna być rozpatrywana przez sędziów indywidualnie i nie jest tak, że każdy pokrzywdzony ma dostać po równo.

Ale co ważne, nie wszyscy w ogóle po pieniądze występują. - Niektórzy nie chcą. Uważają, że nie można przeliczać ludzkiego życia na gotówkę - słyszymy od sędziów.

Sędziowie: Czasami sprawy są oczywiste

W sprawach o zadośćuczynienie najczęściej powołujemy się w pozwach na: ból, cierpienie, problemy z emocjami czy psychiką po śmierci ukochanej córki, mamy czy brata. Sąd może powołać biegłego psychologa czy psychiatrę, by zbadał stan powoda, ale wcale nie musi. - Bo w części spraw nie ma sensu badać czyjegoś cierpienia, skoro jest ono oczywiste - mówi nam jeden z sędziów z Lublina.

Chodzi o to, że już na pierwszy rzut oka widać ogromną więź łączącą powoda ze zmarłym i ogromną traumę po śmierci danej osoby. - Często tak się dzieje, że nasze doświadczenie życiowe i ocena materiału dowodowego wystarcza - mówi Żurek.

Straciła siostrę i przyjaciela

Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrywał m.in. pozew młodej kobiety o 100 tysięcy złotych za śmierć ukochanej siostry. - Powódka mieszkała z siostrą w jednym mieszkaniu, jeździła z nią na obozy, razem się uczyła. Obie były ze sobą bardzo zżyte. I po tragicznej śmierci siostry kobieta utraciła nie tylko osobę najbliższą, ale także przyjaciela - mówi sędzia Maja Smoderek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie. W tym przypadku sąd nie miał wątpliwości - zasądził 100 tysięcy złotych.

Wysokie zadośćuczynienie przyznał też sąd w Krakowie za śmierć dziecka na basenie. 11-latek był na szkolnej wycieczce w parku wodnym, pojechał tam z nauczycielkami. - Matka oddała syna pod opiekę osób, które miały się nim opiekować. Była pewna, że opieka będzie sprawowana należycie, a jednak chłopiec zginął - mówi sędzia Waldemar Żurek. Dokładnej kwoty zadośćuczynienia nie pamięta, ale podkreśla, że to przykład, który najbardziej utkwił mu w pamięci. W Krakowie kwoty zadośćuczynień wahają się od kilkunastu do ponad 100 tysięcy złotych (najwyższe to 140 tysięcy).

Sąd ocenia traumę

W Lublinie niedawno zakończył się proces wytoczony jednej z firm ubezpieczeniowych przez młodą kobietę, która w wypadku drogowym straciła matkę. Do tragedii doszło tuż obok domu, a sprawcą wypadku był pijany kierowca. Sąd, przyznając 50 tysięcy złotych, nie widział potrzeby wywoływania opinii psychologa. - Tragedia rozegrała się na oczach córki, wybiegła na drogę ratować swoją matkę.

Sąd musiał ustalić stopień traumy, jaka była związana z tym zdarzeniem - mówi sędzia Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. Sąd wziął pod uwagę m.in. to, że młoda kobieta była na miejscu wypadku, próbowała ratować zakleszczoną w samochodzie matkę. Ale istotny był również fakt, że córka zmarłej była w tym czasie w ciąży. - To, że była obecna na miejscu wypadku, że matka nie wiedziała o jej ciąży, mogło mieć wpływ na jej stan psychiczny - mówi sędzia Ozimek.

Ale z drugiej strony sąd wziął pod uwagę coś jeszcze. - Ważne było, że nie była sama z tym bólem, bo ma męża i rodzinę. Dlatego uznano, że kwota właśnie 50 tysięcy będzie adekwatna do skutków spowodowanych tym zdarzeniem - wyjaśnia rzecznik sądu w Lublinie.

Dla kogo mniejsze kwoty?

W każdym przypadku sąd, rozpoznając sprawę, bada m.in. więzi łączące zmarłego z powodem. Ale nie tylko. - Orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazuje, że sąd musi brać pod uwagę m.in. dramatyzm doznań osoby bliskiej, poczucie osamotnienia i pustki czy cierpienia moralne - mówi sędzia Żurek.

W Sądzie Okręgowym w Lublinie w sprawie śmierci małego dziecka z porażeniem mózgowym jest aż pięć spraw o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej. Chłopczyk zginął w wypadku samochodowym. W auto, którym jechał razem z mamą, uderzyła ciężarówka. O zadośćuczynienie wniosła mama (120 tysięcy złotych), ale też babcia z dziadkiem (wspólny pozew na 160 tysięcy) i trzej wujkowie (bracia mamy chłopca) - po 76 tysięcy każdy.

Wujek tęskni za maluchem

Jeden z procesów w tej sprawie już się zakończył. Jak ustaliliśmy, sąd zasądził jednemu z wujków 35 tysięcy złotych. - Sąd nie oparł się wyłącznie na zeznaniach świadków i dokumentacji medycznej, ale dopuścił też dowód z opinii biegłego psychologa - mówi sędzia Artur Ozimek. Jak dodaje, opinia była pomocna w ustaleniu, czy młodemu mężczyźnie pieniądze rzeczywiście powinny zostać przyznane. Bo łączyła go z chłopcem silna więź emocjonalna.

Kto żeruje?

Ale bywa też tak, że sądy pozwy oddalają. Bo syn chce zadośćuczynienia, choć przed tragiczną śmiercią 80-letniej matki w ogóle nie utrzymywał z nią kontaktów. - Sąd ustalił, że syn nie widywał się z matką, od wielu lat kontakty były jedynie sporadyczne. Sąd uznał, że powód nie został pokrzywdzony emocjonalnie i powództwo zostało oddalone - mówi sędzia Maja Smoderek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

W Krakowie też zdarzały się podobne historie. - Musimy to miarkować. Bo nie może być przecież tak, że ktoś zarabia na śmierci osoby bliskiej. To ma być wynagrodzenie doznanej krzywdy, dlatego tak ważne jest dojście do prawdy - dodaje sędzia Żurek.

Śląsk płaci więcej

Z obserwacji firm odszkodowawczych wynika, że kwoty zadośćuczynień nieraz bardzo się różnią w zależności od regionu Polski - np. na Śląsku można dostać więcej, a w okolicach Wrocławia mniej. - Rozbieżności są nawet kilkukrotne przy podobnych sprawach. Dlaczego tak się dzieje? Mamy informacje, że w niektórych sądach z góry (z apelacji- przyp.red.) padają sugestie, żeby zasądzać do takiej a takiej kwoty - mówi Maciej Kwiecień z jednej z firm odszkodowawczych. - A tak być nie powinno - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM