Mroczna strona nauki. Bulwersujące badania w zaciszu laboratoriów

Ilja Iwanow - radziecki profesor biologii i ekspert od sztucznego rozrodu podjął się skrzyżowania człowieka z małpą. Hybryda miała mieć ponadprzeciętną siłę i inteligencję. Historia dowodzi, że nauka (i jej wybitni przedstawiciele) oprócz pozytywnej strony nierzadko ujawnia swoje mroczne oblicze. Przykłady bulwersujących badań pokazuje program Discovery Science ?Mroczna strona nauki?.

Amerykanina Thomasa Edisona bez cienia wątpliwości można uznać za pioniera współczesnej nauki i genialnego wynalazcę, któremu świat zawdzięcza bardzo wiele. Wystarczy choćby wspomnieć wymienną żarówkę, fonograf czy lodówkę. Wśród zrealizowanych przez niego pomysłów znalazło się jednak i krzesło elektryczne. I to właśnie z tym śmiercionośnym przedmiotem związana jest pewna niechlubna historia, która sprawiła, że na pięknym życiorysie Edisona pojawiła się poważna skaza.

Wszystko zaczęło się od rywalizacji Edisona z innym wielkim amerykańskim wynalazcą i przedsiębiorcą Georgem Westinghouse'em, który był wielkim propagatorem elektrowni i sieci przesyłowych prądu zmiennego. Chciał wprowadzić je do powszechnego użycia i - co za tym idzie - sporo zarobić. Taki scenariusz był nie w smak Edisonowi, który pracował nad alternatywnym systemem opartym na prądzie stałym. Był on jednak o wiele droższy i nie tak wydajny jak ten Westinghouse'a. Edison postanowił więc zdyskredytować rywala.

W maju 1888 roku Edison przeczytał w gazecie informację o śmiertelnym porażeniu prądem zmiennym młodego chłopca i od tamtej pory zaczął przedstawiać swój system jako bezpieczniejszy. W dość osobliwy zresztą sposób - jego asystent Harold Brown przeprowadzał bowiem publiczne pokazy, podczas których za pomocą "złego prądu" uśmiercał zwierzęta.

Niedługo później Edison zaproponował władzom więzienia Auburn w stanie Nowy Jork wykonanie specjalnego krzesła służącego do egzekucji. Tym razem na podstawie rozwiązania Westinghouse'a, który bezskutecznie próbował sprzeciwić się całemu przedsięwzięciu.

Pierwszej egzekucji tego typu dokonano w sierpniu 1890 roku na Williamie Kemmlerze. Spodziewano się, że przepuszczając przez ciało skazańca tysiące woltów, uda się go szybko zgładzić. Tak się jednak nie stało i nieszczęśnik umierał, a raczej gotował się aż 8 minut. Informacja o tym wydarzeniu lotem błyskawicy rozprzestrzeniła się wśród opinii publicznej.

Wielu ludzi zaczęło winić za katusze, jakie przeszedł Kemmler, Westinghouse'a - przy okazji ukuto nawet określenie "zwestinghousować kogoś". Thomas Edison co prawda wygrał bitwę (ugodził w wizerunek rywala), lecz - jak okazało się wkrótce - przegrał wojnę. Prąd zmienny był po prostu lepszym i tańszym rozwiązaniem.

Co ciekawe, po pewnym czasie Edison zreflektował się i uznał zwalczanie konkurencyjnego systemu za największy błąd swojego życia. Stał się także zagorzałym przeciwnikiem kary śmierci.

Dawca życia i śmierci

Jeszcze bardziej niejednoznaczną i tragiczną postacią był niemiecki chemik Fritz Haber. Jego dokonania na polu nauki budzą zarówno podziw, jak i odrazę. Pionierska synteza amoniaku z azotu i wodoru, którą obmyślił w swoim berlińskim laboratorium w pierwszej dekadzie XX wieku, zrewolucjonizowała światowe rolnictwo. Amoniak zaczęto wykorzystywać bowiem na masową skalę do produkcji nawozów sztucznych, dzięki którym było możliwe zwiększenie upraw roślinnych. Z każdego wytworzonego w niemieckich fabrykach kilograma nawozów do kieszeni Habera wpływało 1,5 feniga, co pozwoliło mu zgromadzić w krótkim czasie ogromny majątek.

Kiedy jednak w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, Haber pokazał gorszą stronę swojej natury. Na ochotnika zaciągnął się w szeregi niemieckiej armii i zajął się rozwijaniem broni chemicznej. Aby przełamać impas w działaniach zbrojnych na froncie zachodnim, zaproponował rozpylenie cięższego od powietrza, silnie trującego chloru, który osiadał w okopach wroga. Pierwszy atak tego typu przeprowadzono 22 kwietnia 1915 roku w okolicach belgijskiego Ypres. W jego wyniku śmierć w strasznych męczarniach poniosło 350 żołnierzy alianckich. Sam Haber został natomiast awansowany do stopnia kapitana.

"Sukces" ten zmotywował go do dalszej pracy nad środkami chemicznymi o działaniu duszącym, parzącym, paraliżującym i oślepiającym. Cel, jaki sobie postawił, był jasny - zniszczyć wroga każdym możliwym sposobem. Haber zapłacił jednak za swoje działania najwyższą cenę - stracił żonę Klarę, która popełniła samobójstwo, nie mogąc się pogodzić z tym, że jej ukochany mąż wynalazł nowy rodzaj śmierci.

Faktem jest, że gazy bojowe zabiły tysiące żołnierzy podczas I wojny, jednak - wbrew nadziejom chemika - nie doprowadziły do jej wygrania przez Niemców. Co ciekawe, Haber w 1918 roku został uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie chemii za syntezę amoniaku, mimo że figurował na liście potencjalnych zbrodniarzy wojennych. Nigdy jednak nie postawiono go w stan oskarżenia. Dlaczego? Powód był prosty - Francuzi i Brytyjczycy też prowadzili badania nad bronią chemiczną.

Towarzysze małpoludy

Eksperymenty, jakich dopuszczali się sowieccy naukowcy w okresie rządów Józefa Stalina i za jego przyzwoleniem, wywołują gęsią skórkę i niedowierzanie. Część z nich nie tylko nie miała nic wspólnego z etyką, lecz także zdrowym rozsądkiem. Najlepszym na to dowodem była próba skrzyżowania człowieka z małpą.

Zadania stworzenia hybrydy o ponadprzeciętnej sile i inteligencji podjął się Ilja Iwanow - profesor biologii i ekspert od sztucznego rozrodu, któremu do 1924 roku udało się z sukcesem skrzyżować myszy ze szczurami, krowy z bizonami, a nawet osły i zebry. W 1925 roku Iwanow dostał od władz "grant" w wysokości 10 tys. dolarów (równowartość dzisiejszego miliona dolarów), dzięki któremu mógł zająć się realizacją swojego największego marzenia. Projekt nadzorem objęło NKWD.

W pierwszej kolejności biolog udał się do Paryża, żeby obserwować pracę chirurga rosyjskiego pochodzenia Serge'a (a właściwie Siergieja) Woronowa, o którym zrobiło się głośno na świecie za sprawą przeszczepów jąder małp człekokształtnych podstarzałym krezusom marzącym o wiecznej młodości. Wkrótce obaj naukowcy postanowili dokonać sztucznego zapłodnienia męskim nasieniem szympansicy o imieniu Nora. Zwierzę nie zaszło jednak w ciążę. Przyczyn nieudanej próby obaj upatrywali w zaawansowanym wieku Nory. Dlatego w 1926 roku Iwanow wyruszył do Gwinei, gdzie małp było pod dostatkiem.

Gdy kolejne podejścia nie przynosiły oczekiwanych efektów, biolog postanowił zmienić strategię - zapładniać lokalne kobiety nasieniem pobranym od naczelnych. Kiedy francuskie władze kolonialne dowiedziały się o jego zamiarach, został zmuszony do opuszczenia afrykańskiego kraju. Po powrocie do Gruzji wraz z zapasem małp kontynuował swoje eksperymenty, a w 1929 roku udało mu się nawet znaleźć pięć ochotniczek z Ligi Młodych Komunistów, gotowych poświęcić się dla dobra sowieckiej nauki.

Dobra passa Iwanowa skończyła się rok później, gdy popadł w niełaskę Stalina i został zesłany do Kazachstanu, gdzie zmarł w 1932 roku. Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie dlatego, że ostro sprzeciwił się odesłaniu części małp do Moskwy i wykorzystaniu ich jako dawców organów dla wysoko postawionych członków partii.

Uniwersyteckie więzienie

W 1971 roku grupa amerykańskich psychologów z Uniwersytetu Stanforda pod kierownictwem Philipa Zimbardo postanowiła przeprowadzić dość niecodzienny eksperyment. Eksperyment, który mimo upływu lat wciąż budzi wiele emocji i jest omawiany na zajęciach przez studentów nauk społecznych na całym świecie. Na czym polegał? Otóż 24 ochotników, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie zamieszczone w lokalnej gazecie, miało wcielić się w role strażników i więźniów.

Młodzi mężczyźni przed wpuszczeniem do zainscenizowanej na zakład karny i monitorowanej 24 godziny na dobę piwnicy wydziału psychologii zostali dokładnie prześwietleni pod kątem przeszłości kryminalnej i szeroko pojętego zdrowia - fizycznego i psychicznego. Byli to tzw. normalni ludzie, których tysiące mijamy każdego dnia na ulicy.

Jaki był cel eksperymentu? Zimbardo wierzył, że pozwoli on odtworzyć rzeczywiste relacje pomiędzy strażnikami a ich podopiecznymi i określić przyczyny brutalnych zachowań, które w więzieniach są standardem. Był on zaplanowany na dwa tygodnie, lecz został przerwany już w szóstym dniu. Dlaczego? W kolejnych dobach psychologowie obserwowali bowiem nakręcającą się spiralę negatywnych społecznie zachowań, w których przodowali obdarzeni władzą "strażnicy".

Już w pierwszych 24 godzinach pojawiła się z ich strony przemoc werbalna. Potem było już tylko groźniej. Kiedy "więźniowie" wszczęli bunt przeciwko złemu traktowaniu, ich "opiekunowie" zaczęli stosować argumenty siłowe. Niepokornych delikwentów dyscyplinowano, zamykając ich w tzw. dziurze, czyli klaustrofobicznym pomieszczeniu, bez dostępu światła. Kazano im także odgrywać uwłaczające godności ludzkiej scenki seksualne.

Zimbardo nie dostrzegł, że sam zbyt zaangażował się w eksperyment, który na dodatek wymknął mu się spod kontroli. Dopiero naciski jego przyszłej żony, psycholog Christiny Maslach, która wskazała na niemoralny aspekt doświadczenia i jego destrukcyjny wpływ na psychikę biorących w nim udział osób, doprowadziły do przedwczesnego finału. Aż strach pomyśleć, jak potoczyłby się stanfordzki eksperyment więzienny, gdyby nie reakcja Christiny.

* Szokujące eksperymenty, które wymknęły się spod kontroli. Sylwetki naukowców, którzy przekroczyli wszelkie granice moralne i zasady etyki zawodowej, postępując w myśl zasady "cel uświęca środki". Wszystko to znajdą widzowie w programie "Mroczna strona nauki" na kanale Discovery Science. Emisja w środy o godz. 22.30.

DOSTĘP PREMIUM