Fundusz poręczeniowy Amber Gold miał służyć klientom. Służył żonie Marcina P.

Fundusz poręczeniowy miał gwarantować depozyty złożone przez klientów Amber Gold do wysokości 250 tysięcy złotych. Jednak z najnowszych ustaleń śledczych wynika, że jedyną osobą, która z nich korzystała, była żona Marcina P., założyciela trójmiejskiej spółki - donosi RMF FM.

Klienci Amber Gold byli informowani, że pewien procent z ich lokat będzie wpłacany na fundusz poręczeniowy Amber Gold. W wyniku śledztwa okazało się, że przez cały czas działalności funduszu trafiło na niego niewiele ponad 200 tysięcy złotych. Jedyną osobą, która korzystała z tych środków, była żona biznesmena. Katarzyna P. jednocześnie zasiadała we władzach tego funduszu.

Amber Gold to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji, przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia tego roku ogłosiła decyzję o likwidacji, nie wypłacając ulokowanych środków i odsetek tysiącom klientów. 20 września sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Amber Gold.

W sierpniu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która wraz z ABW prowadziła śledztwo, przedstawiła prezesowi Amber Gold Marcinowi P. siedem zarzutów, m.in. oszustwa znacznej wartości. Grozi za to do 15 lat więzienia. Marcin P. został aresztowany, ma status więźnia "szczególnie chronionego".

Jego żona usłyszała osiem zarzutów, m.in. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy. Grozi jej kara do trzech lat pozbawienia wolności. Prokuratura zastosowała wobec niej dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju.

Na początku października śledztwo w sprawie Amber Gold zostało przeniesione z Gdańska do Łodzi, gdzie prowadzi je tamtejsza prokuratura okręgowa oraz ABW. Dotąd do śledczych zgłosiło się już ponad 10 tys. poszkodowanych przez Amber Gold.

DOSTĘP PREMIUM