Dzikie wysypisko na cmentarzu żydowskim. "Miasto nie ma pieniędzy..."

Cmentarz żydowski w Mysłowicach (woj. śląskie) to obecnie dzikie wysypisko śmieci. Hałdy liści pokrywają stojące przy ogrodzeniu nagrobki. Wszędzie leżą butelki i puszki, a cmentarz jest popularnym miejscem libacji. Dziewiętnastowiecznej nekropolii nikt nie sprząta od lat.

- Miasto nie ma pieniędzy na doprowadzenie cmentarza do porządku - tłumaczy Kamila Szal, rzeczniczka Urzędu Miasta w Mysłowicach. Urząd zwrócił się na piśmie do Gminy Żydowskiej w Katowicach o wsparcie finansowe. - Wysłaliśmy też pismo do dyrektora gimnazjum, które graniczy z cmentarzem. To prośba o zwrócenie uwagi na to, co dzieje się z liśćmi, czy ze śmieciami, które sprzątane są z terenu gimnazjum - dodaje rzeczniczka.

"Widziałam wiele cmentarzy w opłakanym stanie..."

Na skandaliczny stan cmentarza żydowskiego w Mysłowicach niedawno zwróciła uwagę Małgorzata Płoszaj, badaczka judaików Śląska, współpracowniczka portalu "Wirtualny Sztetl". Po wizycie wysłała dramatyczne e-maile do wielu instytucji oraz do władz Mysłowic. - Widziałam wiele cmentarzy w opłakanym stanie, jednak stan mysłowickiej nekropolii wywołał u mnie szok. Cmentarz jest traktowany przez okoliczną ludność jako regularne śmietnisko, miejsce libacji, teren do pozbywania się wszystkiego co zbędne. Nie potrafię sobie w żaden sposób wytłumaczyć postępowania i nie potrafię usprawiedliwić instytucji, która sąsiaduje z cmentarzem, a która na jego teren wyrzuca od lat zbierane jesienią liście. Widać wielkie pryzmy liści, które przerzucone zostały od strony sąsiadującego z cmentarzem gimnazjum - mówi.

Dyrektorka Zespołu Szkół Sportowych sąsiadującego z cmentarzem nie ma sobie nic do zarzucenia i nic nie wie o tym, żeby ktoś przerzucał liście z terenu szkoły. Irena Zdrój pamięta, że jeszcze kilkanaście lat temu współpraca między Gminą Żydowską a szkołą była dość dobra. - Uczniowie grabili liście i starali się dbać o teren. Potem kontakt się urwał i teraz nawet nie mamy kluczy od furtki. Gdyby jednak ktoś z Gminy Żydowskiej zwrócił się do nas o pomoc, chętnie włączymy się w akcję - obiecuje dyrektorka.

''Tu kluczowe jest jedno słowo: wrażliwość''

Rabin Śląska Yehoshua Ellis tłumaczy, że cmentarz nie jest własnością Gminy Żydowskiej, tylko skarbu państwa. Tłumaczy, że znaleźliby się wolontariusze gotowi uporządkować teren, jednak pod warunkiem, że miasto przypilnuje, by nikt nie wywoził tam już liści i śmieci. - Inaczej to nie ma sensu. Tu kluczowe jest jedno słowo: wrażliwość - dodaje rabin.

Dariusz Walerjański, historyk zajmujący się tematyką żydowską w woj. śląskim zna mysłowicki cmentarz. Uważa, że w ciągu trzech miesięcy da się uporządkować teren. - Mam kilku ochotników z Mysłowic, ale potrzebna jest współpraca z miastem, ponieważ na miejscu jest potrzebny ciężki sprzęt, kosiarka i... dobra wola. Chętnie przyjdę też do szkoły porozmawiać z uczniami - dodaje Walerjański.

Z ostatnich informacji wynika, że mysłowicki magistrat rozpoczął rozmowy ze spółką miejską, która prowadzi prace porządkowe na terenie miasta. - Celem jest doprowadzenie do posprzątania liści oraz wszystkich śmieci - informuje rzeczniczka UM w Mysłowicach. Według inwentaryzacji z 1989 r. na cmentarzu zachowało się prawie czterysta nagrobków lub ich fragmentów.

DOSTĘP PREMIUM