Gigantyczne kolejki w Krakowie. 10 godzin czekania w szpitalach

Nawet kilka godzin trzeba czekać na przyjęcie w krakowskich SOR-ach. Do szpitali coraz częściej zgłaszają się pacjenci, którym nie chce się czekać kilku miesięcy na wizytę u specjalisty. Ale to niejedyny powód gigantycznych kolejek.

40 procent więcej pacjentów w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych to niechlubny wynik ostatnich tygodni. - Czekamy już cztery godziny, przyjechałam tu z mamą, którą bardzo boli kręgosłup, byłyśmy też wczoraj i facet przede mną czekał 10 godzin, tragedia - relacjonuje pani Celina w poczekalni SOR-u Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Większość pacjentów czekających na korytarzu to jednak nie są przypadki wymagające natychmiastowej pomocy. - Przychodzą to z przewlekłymi infekcjami czy kontuzjami sprzed kilku dni, chociaż w takich sytuacjach powinni trafić do lekarza rodzinnego albo do ośrodków świadczących pomoc całodobową - przyznaje dr Stefan Bednarz ze Szpitala Uniwersyteckiego.

"Tu szybciej będę miał zrobione wyniki"

Sami pacjenci nawet się z tym nie kryją. - Tu szybciej będę miał zrobione wyniki - mówi starszy mężczyzna, siódmy w kolejce do gabinetu - Tyle lat płacę ubezpieczenie, że jak mam taką możliwość, to z niej korzystam - mówi bez ogródek.

Doktor Bednarz ich rozumie. - Wiem, że przykładowo na rentgen musieliby czekać miesiąc, a tu mają od razu i badanie, i poradę lekarską - tłumaczy. Ale kolejki to również wina niesprawnie działającego systemu opieki całodobowej. Pacjenci z takich placówek często są odsyłani właśnie na SOR. - Nie we wszystkich tego typu ośrodkach wykonywane są nawet podstawowe badania - twierdzi dr Bednarz. - Bo albo mają zepsuty aparat do EKG, albo problem z oznaczeniem morfologii, albo po prostu z oszczędności.

Na SOR-ze lekarz nie może odmówić przyjęcia pacjenta. Wstępna weryfikacja stanu zdrowia odbywa się przy rejestracji, najpierw przyjmowani są ci przywiezieni przez karetki i w najcięższym stanie. Ale bez badania trudno ocenić faktyczny stan zdrowia pacjenta. I tak koło się zamyka.

Według raportu NIK-u z września ub.r. Małopolska jest na ostatnim miejscu w kraju - na 30 tysięcy mieszkańców przypada jeden zespół ratunkowy, bo karetki często też wzywamy bez powodu.

DOSTĘP PREMIUM