Brunon K. nie wziął materiałów wybuchowych z uczelni

Brunon K. nie mógł zrobić bomby w uczelnianych laboratoriach, z magazynów nie znikły też żadne odczynniki - to wynik wewnętrznej kontroli na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, na którym wykładał niedoszły zamachowiec.

Do tej pory spekulowano, że Brunon K. materiały wybuchowe do planowanego przez siebie zamachu mógł wyprodukować w uczelnianych laboratoriach, korzystając m.in. ze znajdujących się tam substancji. Dlatego rektor UR prof. Włodzimierz Sady zlecił kontrolę uczelni, ze szczególnym uwzględnieniem Katedry Chemii i Fizyki, w której pracował Brunon K.

- Kontrola nie wykazała nieprawidłowości. Ilość odczynników w laboratoriach jest zgodna z ewidencją - poinformowała rzeczniczka uczelni Izabella Majewska.

Dorabiane klucze?

Rzeczniczka dodała, że nikt niepowołany nie może dostać się do laboratorium, klucze przechowywane są na portierni i wydawane tylko upoważnionym osobom. - Podczas kontroli pracownikom mającym dostęp do laboratoriów przypomniano, że odpowiadają za bezpieczeństwo na terenie katedry, że nie mogą dorabiać kluczy. A takie podejrzenia się pojawiały - powiedziała Majewska.

O Brunona K. i zajęcia z nim w specjalnych ankietach zapytano też studentów. - Oprócz kilku bardzo pozytywnych i bardzo negatywnych uwag generalna ocena jest bardzo przeciętna. W ankietach nic nie było o tym, by podczas zajęć Brunon K. wygłaszał treści polityczne czy żeby werbował do jakichś działań - stwierdziła Majewska.

Przesłuchania trwają

45-letniego wykładowcę z Krakowa ABW zatrzymała 9 listopada. Według śledczych zamierzał zdetonować kilka ton materiałów wybuchowych w Sejmie. Jego celem mieli być prezydent, premier i posłowie. W śledztwie prowadzonym przez prokuraturę w Krakowie przesłuchano już kilkadziesiąt osób, kolejne są wzywane. Prokuratura zamówiła też opinie biegłych z zakresu kilku dziedzin, m.in. chemii, materiałów wybuchowych, balistyki i informatyki.

DOSTĘP PREMIUM