Kierowcy ze smartfonami kontra fotoradary. "Instalować, polecać, im nas więcej, tym lepiej"

Rząd szykuje program walki z piratami drogowymi, a kierowcy... kombinują, jak obronić się przed - ich zdaniem - niesłusznymi pomysłami, które służyć mają jedynie ich karaniu i łupieniu. I dbają o swoje portfele za pomocą aplikacji lokalizujących fotoradary. W ubiegły weekend użyło ich naraz ponad 30 tys. kierowców. W Polsce to rekord.

Kilka tygodni po rządowych zapowiedziach ustawienia 400 nowych fotoradarów i zakupu kolejnych nieoznakowanych radiowozów pobity został interesujący rekord, o którym jako pierwszy napisał "Dziennik Gazeta Prawna". W miniony weekend ponad 30 tys. kierowców używało naraz programu lokalizującego fotoradary. Kierowcy właśnie w ten sposób postanowili zadbać o swoje portfele.

Duży wzrost zainteresowania "antyradarowymi" aplikacjami na smartfony, to nowy i niezauważany do tej pory aspekt sprawy. Najpopularniejsze aplikacje to Yanosik i Speed Alarm. Firmy, które wypuściły je na rynek, budują społeczność kierowców, którzy w czasie jazdy wzajemnie ostrzegają się przed utrudnieniami na drodze. Wystarczy dotknięcie ekranu i inni kierowcy dysponujący taką samą aplikacją dowiadują się o wypadku, patrolu policji z "suszarką" czy fotoradarze stacjonarnym.

Młodzi czy starzy unikają "suszenia"

Na forach kierowcy skrzykują się do pobierania aplikacji. "Instalować i aktywnie używać, dodając nowe punkty pomiaru prędkości. Polecać znajomym i nieznajomym, przyjaciołom i wrogom, starym i młodym, im nas więcej, tym lepiej, mniej będziemy płacić mandatów" - pisze Radosław na play.google.com.

Jędrzej o jednej z aplikacji pisze: "Wiele razy pomogła mi uniknąć suszenia i wpakowania się w korki". Wtóruje mu Michał: "Pierwszego dnia po instalacji zwrócił mi się telefon w niezapłaconym mandacie".

Yanosika ma w swoich smartfonach już ponad 350 tys. osób. - Rządowy program ustawiania fotoradarów spowodował wzrost zainteresowania naszą aplikacją - przyznaje Magdalena Zglińska z Yanosik.pl - Przed rokiem Yanosika miało 100 tys. osób. Teraz dziennie odnotowujemy kilkaset pobrań, a w ostatni weekend pobiliśmy rekord. Jednocześnie z Yanosika korzystało ponad 30 tys. kierowców jadących samochodem - cieszy się Zglińska.

Także działający od 2008 r. Speed Alarm przeżywa boom. - Mamy w tej chwili zarejestrowanych blisko 250 tys. użytkowników. W ciągu ostatniego miesiąca aplikację pobrało i uruchomiło ponad 28 tys. osób - informuje Grzegorz Aksamit, współwłaściciel SpeedAlarmu.

CB Radio w odwrocie

Sam patent nie jest nowy - do podobnych celów od lat służyło radio CB. Ale tradycyjne CB na ustawianiu przy drogach nowych fotoradarów nie zyskało. Tak twierdzi Sławomir Kubiński z cb-radio.info.pl. - Rynek jest nasycony Od 3-4 lat sprzedaż systematycznie spada. Kto miał kupić CB, już kupił, ewentualnie wymienia sprzęt na lepszy - mówi Sławomir Kubiński i dodaje: - Ktoś kto jeździ do pracy kilka kilometrów, nie będzie zakładał anteny, on wie, gdzie stoją fotoradary i gdzie zazwyczaj ustawia się policja.

Grudniowego niewielkiego wzrostu sprzedaży CB Kubiński nie wiąże ze sprawą fotoradarów, ale ze świątecznymi prezentami. CB ma jednak wciąż stałą grupę fanów. Men_53 na forum Moto.pl napisał: "Dowodem, że nigdzie poza Polską radary nie służą do "polowań" na kierowców, jest rozwój samoobrony kierowców, czyli sieci CB. Poza Polską CB w osobówkach prawie się nie widuje."

Uwaga na antyradary i jammery

Stosowanie aplikacji na smartfony, nawigacji i CB radia jest zgodne z prawem. Na rynku są też jednak dostępne inne urządzenia: antyradary (ostrzegają kierowców odpowiednio wcześniej o "suszarce") i tzw. jammery (zakłócają pracę policyjnych radarów laserowych). Ze względu na duże koszty (kilka tys. zł), zainteresowani są nimi tylko zamożniejsi klienci.

- Stosowanie takich urządzeń jest nielegalne, a kierowcy, którzy z nich korzystają, narażają się na mandaty - przestrzega Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.

Najnowszym pomysłem "ucieczki" przed fotoradarami jest urządzenie do ukrywania tablicy rejestracyjnej. Ale przypomnijmy - zasłanianie tablic w Polsce jest karane nie tylko mandatem, ale też trzema punktami karnymi.

 

"Pociski antyradarowe"

Jak daleko posunie się jeszcze ten wyścig zbrojeń w fotoradarowej wojnie na polskich drogach? Pod jednym z ostatnich artykułów poświęconych fotoradarom na Gazeta.pl czytelnik buhaj_z_rogiem na Gazeta.pl napisał: "Niech Rostowski robi tak dalej, to zamiast antyradarów i aplikacji, kierowcy zaczną używać przeciwradarowych pocisków rakietowych HARM". A chi_neng1 spuentował: "Zamiast rozsądku pieniądz kieruje z "obydwu stron". Uważam, że ani radary, ani ich wykrywacze nie pomogą, gdy kierowcy sami nie mają ochoty zachować kultury i bezpieczeństwa jazdy".

"Ci, co jeżdżą za szybko, potem w sądzie nie mają odwagi..."

W medialnej dyskusji o fotoradarach mocno zabrzmiał głos insp. Wojciecha Pasiecznego, byłego szefa sekcji wypadkowej Komendy Stołecznej Policji. - Najbardziej przerażające jest to, że ci wszyscy, którzy dziś są za tym, żeby jeździć łamiąc przepisy, jak dojdzie do nieszczęścia nie mają odwagi przyznać się w sądzie: "Tak, jechałem szybciej, bo uważam, że ograniczenie było bzdurne" - mówił portalowi Gazeta.pl insp. Pasieczny . Przypominał badania Komendy Głównej Policji, w których sprawdzono, o ile zmieniła się liczba wypadków tam, gdzie ustawiono nowe fotoradary. - W 2008 r. zbadano 743 punkty kontrolne - 61 proc. ogółu miejsc, gdzie były fotoradary. Ilość wypadków zmalała o 17,2 proc. Rannych - 23,8 i zabitych o 21,6 proc. To nie jest 5 proc. błędu statystycznego. To jest realne wskazanie, że warto - podkreślał były policjant.

Lis: Walczmy z fotoradarami. Balkan: Szczyt głupoty

Do dyskusji włączyli się też dziennikarze. Tomasz Lis wezwał nawet do "narodowej akcji walki z fotoradarami". - Szczyt głupoty - komentował Jacek Balkan, dziennikarz motoryzacyjny Radia TOK FM:

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM