Jest odpowiedź. Macierewicz nie dostanie materiałów z komisji Millera

Żaden z członków parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza badającego katastrofę smoleńską czy wskazanych przez niego ekspertów nie dostanie materiałów, na których pracowała komisja Millera - zapowiada Maciej Lasek, jeden z jej byłych członków, a obecnie przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

- Po dyskusjach, które przeprowadziliśmy w zespole [ekspertów komisji Millera - red.] stwierdziliśmy jednak, że dostęp do całości materiału nie jest konieczny - stwierdza Lasek. A to dlatego, że zdaniem członków dawnej komisji Millera wszystkie najważniejsze informacje ze źródłowych materiałów są w opublikowanym kilkanaście miesięcy temu raporcie. - Nasza wiedza ekspercka z zakresu lotnictwa powinna tutaj wystarczyć - dodaje Maciej Lasek. - Jak by na to nie patrzeć, jesteśmy autorami materiału, który został opublikowany (raportu, protokołu i załączników), wiemy, w jaki sposób był tworzony, wystarczającą podstawą do tego, żeby dawać odpór tym alternatywnym teoriom, jest oficjalnie opublikowany materiał i nasza wiedza - wylicza ekspert.

Wniosek komisji Macierewicza

Na początku stycznia parlamentarny zespół smoleński Antoniego Macierewicza wystąpił z wnioskiem o udostępnienie i przekazanie materiałów komisji Millera. Dokumenty, jak twierdzą posłowie, są im potrzebne do sformułowania końcowych opinii na temat katastrofy Tu-154M.

Eksperci pracujący w komisji Millera idą na wojnę z fantazjami Antoniego Macierewicza. Różne teorie na temat przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku chcą obalać swoimi ustaleniami. I na nowo rozpocząć merytoryczną dyskusję o wypadku prezydenckiego tupolewa. - Podjęliśmy taką decyzję, że chcemy, ja bym nie powiedział "odkłamywać", ale dyskutować z "alternatywnymi teoriami" i pokazywać, że nie mają one potwierdzenia w faktach - mówi Maciej Lasek.

Zdaniem członków dawnej komisji Millera do opinii publicznej nie przedostają się fakty zawarte w końcowym raporcie, a jedynie teorie na ten temat lansowane m.in. przez parlamentarny zespół Antoniego Macierewicza. - Oficjalny raport przedstawiający fakty jest pomijany, a to, co najgłośniej jest mówione, czyli "alternatywne teorie", przebijają się do opinii publicznej - wskazuje Lasek. - My jesteśmy specjalistami od badania wypadków, a nie kreowania opinii publicznej - dodaje.

Eksperci chcą odpowiadać na pytania ws. katastrofy

Dlatego eksperci chcą odpowiadać na wszelkie wątpliwości związane ze śledztwem w sprawie katastrofy. Zapowiadają udział w debatach, konferencjach naukowych czy uruchomienie specjalnej strony internetowej, na której w prosty sposób wytłumaczą techniczne zawiłości raportu komisji Millera. - Chcemy uruchomić stronę internetową. Na niej będziemy odpowiadać na pytania osób, które mają wątpliwości wynikające z braku zrozumienia niektórych treści naszego raportu - zapowiada przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. - Raport jest podsumowaniem naszej pracy - wskazuje. - Zdecydowana większość ludzi, którzy dają sobie prawo do publicznego wypowiadania się na temat tego raportu, nie przeczytało go - ocenia inny z członków dawnej komisji Millera i pilot liniowy Wiesław Jedynak. - To mój wniosek po wysłuchaniu różnych opinii i wypowiedzi tych ludzi - dodaje.

Także Antoni Macierewicz chce debaty badaczy kierowanego przez niego parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej z ekspertami rządowej komisji Jerzego Millera. Wezwał do niej w połowie grudnia ubiegłego roku. Zaproponował, by odbyła się pod koniec stycznia, w świetle kamer, na jednym z uniwersytetów. Już wtedy przeciwny był temu Lasek. Teraz zapowiada, że rozpoczęta przez fachowców dyskusja nie będzie debatą polityczną czy debatą z politykami. - To tło polityczne bardzo przeszkadza i zaburza proces analizy tego, co się stało na lotnisku Siewiernyj - ocenia Wiesław Jedynak.

DOSTĘP PREMIUM