"Pan Nowaczyk nigdy nie widział, jak wybuchają opary". Eksperci oceniają w "Polityce" film Gargas o Smoleńsku

Eksperci lotniczy oraz byli członkowie komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej obejrzeli i ocenili film "Anatomia upadku" autorstwa Anity Gargas. W rozmowie z "Polityką" specjaliści wypunktowali szereg błędów merytorycznych popełnionych przez twórców filmu. - Świadkowie w zasadzie potwierdzili nasze ustalenia - twierdzą.

Osoby wypowiadające się w "Anatomii upadku" - wyreżyserowanym przez Anitę Gargas filmie dokumentalnym o katastrofie smoleńskiej, rozprowadzonym razem z "Gazetą Polską" - rekonstruują przebieg wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. i dowodzą, że przyczyną tragedii był zamach. Zdaniem pracowników Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz członków tzw. komisji Millera w filmie jednak roi się od błędów.

"Macierewicz nie będzie ekspertem po jednej książce"

Cytowani w filmie prawicowej dziennikarki eksperci twierdzą m.in., że samolot przeleciał kilkanaście metrów nad brzozą, więc nie uderzył w nią skrzydłem. Przekonują też, że w samolocie doszło do wybuchu par paliwa. - Wnioskuję z wypowiedzi pana Nowaczyka [autora tezy o tym wybuchu - przyp. red.], że nigdy nie widział, jak wybuchają opary - ocenił w rozmowie z "Polityką" Edward Łojek, członek komisji Millera. - Końcówka skrzydła była obcięta. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby to nastąpić za sprawą wybuchu oparów, bo wybuch z samej swej natury rozrywa, nie przecina - podkreślił.

Eksperci skrytykowali również wypowiadającego się w "Anatomii upadku" posła Antoniego Macierewicza. Zdaniem Macieja Laska, przewodniczącego PKBWL, politykowi brakuje merytorycznej wiedzy w zakresie aerodynamiki, mechaniki lotu i wytrzymałości konstrukcji statków powietrznych, aby kreować się na eksperta lotniczego. - Tej wiedzy nie można nabyć po przeczytaniu jednej książki - stwierdził szef Komisji.

Odnalezienie czarnej skrzynki niczego by nie zmieniło

Jagienka Wilczak, dziennikarka "Polityki", przeprowadzająca wywiad z ekspertami zwróciła uwagę na to, że autorzy filmu utrzymują, iż podczas śledztwa wyjaśniającego katastrofę smoleńską doszło do zaniechania w sprawie czarnych skrzynek (jednej z nich nie odnaleziono).

- Zgadza się, nie odnaleziono skrzynki K3-63, piszemy o tym w raporcie. To nie jest rejestrator katastroficzny, nie ma zabezpieczeń przeciwko urazom mechanicznym - tłumaczył Piotr Lipiec z komisji Millera. - Odnalezienie tego rejestratora nie wniosłoby żadnej dodatkowej informacji. - podkreślał.

"Świadkowie potwierdzili nasze ustalenia"

W filmie pojawia się również wątek trotylu, rzekomo wykrytego na wraku tupolewa, który miałby potwierdzać tezę o wybuchu. Zdaniem Macieja Laska absolutnie tak nie jest. - W filmie prokurator generalny Andrzej Seremet mówi, że nie stwierdzono materiałów wybuchowych, i to jest potwierdzeniem naszych ustaleń - oświadczył.

- Oparliśmy się na oględzinach wraku, zapisie rejestratorów, nic nie wskazuje, że przyczyną wypadku było coś innego, niż zejście poniżej minimalnej wysokości. Żaden ze świadków nie zanegował ustaleń naszego raportu. W zasadzie potwierdzili wszystkie zawarte w nim ustalenia - skwitował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM