Zbyt szybkie przeprosiny naczelnego "Uważam Rze". I co się stało z jego majątkiem?

Jan Piński, redaktor naczelny "Uważam Rze", formalnie pracuje w wydawnictwie o nazwie Penelopa i zarabia... 150 zł. Okazuje się, że dziennikarz ucieka przed właściwym wykonaniem wyroku za pomówienie - ogłoszenie w telewizji kosztowałoby go 84 tys. zł. Czy to dlatego pozbył się całego majątku? - pyta dzisiejsza "Gazeta Wyborcza".

Piński, zanim został następcą Pawła Lisickiego, był m.in. szefem "Wręcz Przeciwnie" i "Wiadomości". To właśnie w związku z materiałem z serwisu TVP 1 sąd zasądził, że redaktor musi przeprosić spółkę paliwową J&S. 31 sierpnia 2011 r. po dobranocce Jedynka wyemitowała 30-sekundowy spot z tymi przeprosinami, jednak odczytanymi w tempie karabinu maszynowego, co komunikat uczyniło zupełnie niezrozumiałym - pisze dzisiejsza "Gazeta".

- Istotą wyroku jest przekazanie pewnej treści, jeżeli ta treść jest niezrozumiała, to znaczy, że wyrok nie został wykonany - mówi "GW" mec. Jacek Dubois z kancelarii Pociej, Dubois, Kosińska-Kozak, która reprezentowała w sądzie J&S. Prawnicy uznali, że będą domagać się od Pińskiego prawidłowego wykonania wyroku. Spółka sama zresztą może wyemitować przeprosiny, a potem kosztami - ok. 84 tys. zł - obciążyć Pińskiego. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste.

Oddelegowany do ściągnięcia należności komornik wrócił z pustymi rękami - Piński po niekorzystnym dla niego wyroku pozbył się całego majątku. Mieszkanie przepisał na rodzinę, a w ramach pensji otrzymuje... 150 zł - i to nie od wydawnictwa Presspubliki, tylko małego wydawnictwa Penelopa.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM