Były rektor UW: "Nie róbmy sensacji z wybryku 30 szczeniaków. Uniwersytet to przetrzyma"

- Nie należy wyolbrzymiać i robić sensacji z wygłupu 30 szczeniaków - zaznacza w rozmowie z TOK FM prof. Piotr Węgleński. Były rektor UW organizował wykład prof. Magdaleny Środy i był świadkiem incydentu z grupą narodowców. Akcja była odwetem za odwołanie debaty z działaczami ONR i Młodzieży Wszechpolskiej na UW. - Narodowcy poczuli się urażeni, że nie wpuszczono ich na salony - przyznaje prof. Węgleński.

Na wczorajszy wykład prof. Środy na Uniwersytecie Warszawskim wdarła się grupa zamaskowanych ludzi . Wypchnięci na korytarz, skandowali "Pedały! Pedały!". - Nie ma co przesadzać z nagłaśnianiem tego incydentu. To szczeniacki wybryk. Jedyne, co spowodował, to opóźnienie wykładu o kilka minut - zaznacza prof. Węgleński, który jest organizatorem cyklu wykładów, w ramach którego odbyło się spotkanie ze znaną etyczką. Obserwował całe zdarzenie, a po tym, gdy ochrona usunęła zadymiarzy z sali, stał na korytarzu. - Myślałem, że uda się namówić tych młodych ludzi, żeby zdjęli maski i posłuchali wykładu, jednak nie byli tym zupełnie zainteresowani. Zrobili sobie taki wygłup - mówi były rektor UW.

Zobacz wideo

Jednak ten "szczeniacki wybryk" w pewnym momencie zaczął mieć dość niebezpieczny przebieg. - Grupa młodych ludzi wyszła naprzeciw demonstrującym i zaczęła skandować "Prawiczki to kapliczki" - opisuje prof. Węgleński. - Tamci usiłowali się na nich rzucić i ktoś, moim zdaniem organizator happeningu, zaczął mitygować narodowców. Wiedział, że gdyby doszło do rękoczynów, będą konsekwencje karne - zaznacza naukowiec. Jego zdaniem celem demonstrantów był "wygłup", a nie inicjowanie niebezpiecznych sytuacji. Kim byli narodowcy? - To raczej licealiści niż studenci - mówi prof. Węgleński.

Odwołanie debaty? "Podjąłbym identyczną decyzję"

Narodowcy rozrzucili ulotki, z których wynika, że akcja była odwetem za odwołaną przez władzę UW debatę o ruchu narodowym. - Narodowcy poczuli się urażeni, że nie wpuszczono ich na salony i stąd zorganizowali ten protest - wyjaśnia prof. Węgleński. Czy na miejscu obecnych władz uczelni również nie dopuściłby do organizacji spotkania z narodowcami? - Z pewnością podjąłbym identyczną decyzję. Mam absolutne zaufanie do rektora Pałysa - zaznacza.

Debata narodowców jednak odbędzie się na UW? "Idea dalej jest żywa"

Prof. Węgleński podkreśla, że wczorajszy incydent nie wpłynie na bezpieczeństwo studentów i pracowników UW. Strat materialnych nie było, a rektor UW nie zdecydował się zgłaszać czegokolwiek policji. - Uniwersytet to przetrzyma. Nie należy wyolbrzymiać i robić sensacji z wygłupu 30 szczeniaków- uspokaja były rektor.

Atak bojówki jak w stanie wojennym

Zdaniem prof. Węgleńskiego incydent to konsekwencja atmosfery politycznej w Polsce. - Sejm jest sceną nieprzystojnych awantur i bzdurnych wystąpień. Niewiele wiedzącym i nieznającym historii młodym ludziom wydawało się, że takie obyczaje można przenieść na uniwersytet - tłumaczy naukowiec. - To się nie uda, bo ogromna większość studentów i pracowników uniwersytetu nie popiera tego rodzaju działań.

- Uniwersytet ma w swojej historii wybryki narodowców, które wiązały się choćby z gettem ławkowym - dodaje prof. Węgleński. Podczas wykładu prof. Środa przyznała, że cała sytuacja przypomniała jej ataki bojówek na wykłady Uniwersytetu Latającego w czasach stanu wojennego. Tym bardziej, zdaniem prof. Węgleńskiego, "nie należy dopuszczać, żeby ekstremalne i faszyzujące ugrupowania miały wstęp do sfery publicznej".

DOSTĘP PREMIUM