Miecugow: Spsienie mediów. Cel tego człowieka został spełniony, gdy zrobiono z nim wywiad pod nazwiskiem

- Główny cel tego człowieka został spełniony dopiero, gdy jakaś gazeta zrobiła z nim wywiad, z jego pełnym nazwiskiem i zdjeciem - mówił w TOK FM Grzegorz Miecugow, napadnięty podczas Przystanku Woodstock. - Po tym wywiadzie pomyślałem, że te wszystkie gorzkie słowa o spsieniu mediów, prasy, mają podstawę. Bo dano temu człowiekowi to, o co mu chodziło.

Miecugow w audycji Goście Passenta wrócił do incydentu z Przystanku Woodstock, kiedy to podczas programu na żywo jeden z młodych ludzi wdarł się na scenę i kilkukrotnie uderzył dziennikarza. Sam Miecugow powiedział, że będzie oskarżycielem posiłkowym w sprawie przeciwko temu człowiekowi - Oskarowi W.

Jednak zdaniem dziennikarza TVN24, podczas programu na żywo i w czasie samego incydentu, sprawcy nie udało się zyskać tego, na czym mu zależało najbardziej - rozgłosu i rozpoznawalności. - Główny cel tego człowieka został spełniony dopiero, gdy jakaś gazeta zrobiła z nim wywiad, z jego pełnym nazwiskiem i zdjęciem - stwierdził Miecugow. - On mówi w tym wywiadzie, że trzeba innych bić, wymienia tych "innych". Zrobiło mi się przykro, bo pomyślałem, że te wszystkie gorzkie słowa o spsieniu mediów, prasy, mają podstawę. Bo dano temu człowiekowi to, o co mu chodziło - podkreślił gość TOK FM.

Obszerny wywiad z agresorem jako pierwszy przeprowadził dziennikarz portalu "Czas Białegostoku". Rozmowę omówiły inne media, inne przeprowadzały własne rozmowy.

"To nie prawicowość. To oszołomstwo"

Miecugow zaznaczył, że sama publiczność na Przystanku Woodstock zachowała się świetnie, skandując niemal od razu: "przepraszamy". - To była fantastyczna reakcja. To zamyka sprawę - mówił dziennikarz. - Mi w pewnym momencie zaczęło się nawet wydawać, że gdyby ten człowiek nie zrobił tego, co zrobił, to trzeba by to wymyślić - żeby pokazać tę reakcję ludzi z Woodstocku. I potem doprowadzić do dyskusji, którą właśnie toczymy - dodał.

 

- Ten Oskar W. to nie prawicowość. To oszołomstwo. On jest świrem - stwierdził Miecugow. I tu zaoponował prowadzący audycję Daniel Passent: - Ja się nie zgadzam. Ten człowiek ma 25 lat i wyznaje poglądy, które w Polsce są nagłaśniane, np. w uznanych mediach. W tygodniku "W Sieci" czytam na przykład, że potrzebne jest nowe powstanie warszawskie - bezkrwawe, ale również zdeterminowane. I to już nie pisze 25-letni oszołom, tylko jeden z największych opiniotwórczych tygodników. I może ten młody człowiek właśnie czuje się takim "powstańcem"? Na razie bez broni...

On już wcześniej próbował "zaistnieć"

- Ten młody człowiek rzucił się na mnie z pięściami, bo rok wcześniej nie zareagowano przy drobnej rzeczy, jaką było lżenie polskiego prezydenta rok wcześniej też na Przystanku Woodstock. Bo to robił ten sam człowiek - przyznał Grzegorz Miecugow. - Darł się na prezydenta. Niby drobiazg. Ale ktoś go powinien wziąć pod lupę już wtedy. On nie dostosował się do miejsca, gdzie padały trudne pytania, ale nie były podszyte agresją. Jak się puszcza małe rzeczy, to one rosną - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM