"Transformacja to zbiorowy sukces Polaków"? Tak, ale nie wszystkich. Co piąty przegrał i trafił na margines

Czy transformacja miała swoje ofiary, jak chciało SLD? - Sama kategoria ofiary zakłamuje polski sukces, zbiorowy sukces Polaków. Nikomu tak jak Polsce się nie udało i trzeba być z tego dumnym - grzmiał w Poranku Radia TOK FM Janusz Lewandowski. Czy ma rację? Niekoniecznie. - Pewnym ludziom gorzej się powodziło po transformacji niż przed nią. I to jest fakt, łatwo to pokazać empirycznie - mówi prof. Kazimierz Słomczyński, socjolog z PAN.

Kiedy SLD przedstawił pomysł odszkodowań dla ofiar transformacji gospodarczej w Polsce, na głowy Leszka Millera i jego pretorianów posypały się gromy. "Niech ta hołota nie mówi, że bieda jest zasługą Mazowieckiego i Balcerowicza" - grzmiał Władysław Frasyniuk. Jan Winiecki ironizował zaś , że skoro niektórym tęskno do socjalizmu, rekompensaty polegać mogą na odebraniu kolorowych telewizorów. Janusz Lewandowski nazwał rzecz "absurdem".

Niektórzy komentatorzy nie krytykowali jednak propozycji SLD, ale uderzali w samą figurę "ofiary transformacji". - Sama kategoria ofiary zakłamuje polski sukces. To nie jest sukces rządowy, to zbiorowy sukces Polaków. Nikomu tak jak Polsce się nie udało i trzeba być z tego dumnym - mówił Lewandowski w Poranku Radia TOK FM . Czy faktycznie transformacja to sukces wszystkich Polaków? Nie. I są na to dowody.

"Podstawowe pęknięcie w strukturze społecznej"

"Narastająca różnica między zwycięzcami transformacji - do których należy przede wszystkim zaliczyć przedsiębiorców, menedżerów i ekspertów - a tymi, którzy relatywnie przegrali, stanowi podstawowe pęknięcie w strukturze społecznej nie tylko przez wielkość, ale także przez swoją dysfunkcjonalność" - czytamy w jednym z raportów z badania POLPAN . To ogromne, prowadzone od 1988 roku na tej samie próbie respondentów, badanie dotyczące rynku pracy.

Dalej czytamy, że przepaść między zwycięzcami i przegranymi skutkuje "wycofaniem społecznym". Ci, którzy na transformacji stracili (majątek, a przede wszystkim pracę), często nie potrafili już dostosować się do "zmieniających się warunków - rozwoju gospodarki kapitalistycznej i demokratyzacji systemu politycznego".

Wygrali przedsiębiorcy, przegrali robotnicy

W badaniu POLPAN porównano status (na który składają się wykształcenie, zarobki i pozycja zawodowa) różnych klas społecznych. Okazało się, że dzięki transformacji (w latach 1988-2013) najbardziej zwiększył się status przedsiębiorców, w nieco mniejszym stopniu menedżerów i ekspertów (to nowe klasy, które w PRL nie istniały). Nieznacznie pogorszyła się sytuacja robotników wykwalifikowanych i rolników, znacząco zaś zmalał status robotników niewykwalifikowanych. Sytuacja pracowników usług pogorszyła się wręcz dramatycznie.

Status różnych grup społecznych w latach 1988-2013

transformacjatransformacja polpan

Źródło: POLPAN

O przegranych transformacji rozmawiamy z prof. Kazimierzem Słomczyńskim, szefem zespołu porównawczych analiz nierówności społecznych w PAN, który kieruje badaniem POLPAN.

Krzysztof Lepczyński: Czy możemy mówić o ofiarach polskiej transformacji?

Prof. Kazimierz Słomczyński: - Nie używam terminu "ofiara", bo to zakłada, że ktoś zrobił coś źle. To nie jest konieczne dla analizy skutków transformacji. I nie uważam, żeby jakieś moralne kwalifikacje były tutaj właściwe. Mówienie o ofiarach uważam za zbędne w dyskusji nad efektami transformacji.

To o kim możemy mówić?

- O ludziach, którym się nie powiodło. Ale to nie oznacza, że są ofiarami. Oczywiście były przekształcenia strukturalne, które miały dla wielu ludzi negatywne skutki. I często używa się tego terminu "wygrani-przegrani". Może to lepsze. Przegrani nie oznacza, że to ofiary.

Przegrani? Ale to nie ich wina.

- Nie, to nie jest ich wina. To wina przekształceń w strukturze gospodarki. Można zawsze zastanawiać się, czy nie można było lepiej prowadzić akcji mających na celu zdobywanie kwalifikacji przez te osoby z przemysłu ciężkiego, które właściwie znalazły się poza rynkiem pracy. Ale wydawało się, że to było nieuniknione.

Jak się czyta choćby prof. Kowalika, to się okazuje, że wcale nie było to nieuniknione. I można było delikatniej.

- Można było, ale nikt nie potrafi wyliczyć, ile dłużej by to trwało. Sposób prowadzenia transformacji zgodnie z planem Balcerowicza był bardzo radykalny, zgoda. Ale miał tę zaletę, że w porównaniu z innymi krajami postkomunistycznymi Polska wylądowała dość dobrze w krótkim czasie. Oczywiście pewnym ludziom gorzej się powodziło po transformacji niż przed nią. I to jest fakt, łatwo to pokazać empirycznie. Ale ta grupa nie jest znowu tak liczna, według różnych szacunków obejmuje ok. 20 proc. społeczeństwa. Większości ludzi zdecydowanie się poprawiło.

Kto zalicza się do grupy przegranych?

- To nie jest jednorodna grupa. Jak się spojrzy na strukturę zatrudnienia przed 1989 rokiem, bardzo znaczna część robotników pracowała w wielkich zakładach przemysłowych, które nie istnieją. Część z nich znalazła zatrudnienie w nowo powstałych zakładach, ale pozostali zostali wyeliminowani i przeszli na peryferie klasy robotniczej. Oni nie mogli znaleźć pracy. I nie jest to ich wina, tylko sytuacji na rynku pracy. To pierwsza grupa.

Druga grupa to byli pracownicy Państwowych Gospodarstw Rolnych, które uległy likwidacji. Ci ludzie przeszli do rolnictwa albo żyli dalej w tych samych PGR-owskich blokach mieszkalnych i stali się marginesem społecznym. To trudna kategoria, w dużym stopniu spatologizowana. I to też nie jest winą tych ludzi, można tu wskazać na zaniedbania w polityce społecznej. Niektóre problemy były do przewidzenia, choć pozostaje kwestią, czy były środki, aby im zapobiec.

Jest też grupa ludzi starszych, którzy nie mogą sobie poradzić na rynku pracy. Część jest na emeryturach, które są niskie, a sytuacja rodzinna sprawia, że środki do życia są niewystarczające.

Pogorszyła się też sytuacja pracowników umysłowych niższego szczebla, którzy nie są specjalistami.

- To ogólnoeuropejski problem. Pracownicy umysłowi, którzy kiedyś wykonywali pracę przy biurkach, wypełniając papiery, teraz obsługują najprostsze funkcje komputerowe i są bardzo łatwo wymienialni. A prywatni przedsiębiorcy myślą o tym, jak szybko zastępować ich pracownikami bardziej efektywnymi. W POLPAN-ie zrobiono sporo analiz na temat umów nazywanych śmieciowymi. Z nich wywodzi się pewna kategoria ludzi, którym się nie powiodło.

Polska zapomniała o "przegranych"?

- To jest pytanie raczej do polityków. Można tylko mówić o różnego rodzaju skutkach działań politycznych. I wskazać, że nie zawsze robiono wszystko, by zabezpieczyć sytuację materialną grup, które są poszkodowane w wyniku transformacji. Oczywiście jestem za tym, żeby wprowadzać taką politykę społeczną, która w jakimś zakresie zrekompensuje fakt, że pewne grupy społeczne są w trudnej sytuacji. Jednak mówienie, że mamy do czynienia z ofiarami, które wymagają rekompensaty, wydaje się nieuzasadnione.

Można dyskutować, jak przebiegała transformacja, czy to była jedyna metoda jej przeprowadzenia. Obrano drogę, która ogólnie rzecz biorąc przyniosła znaczne korzyści całemu społeczeństwu. Bo trzeba zwrócić uwagę, co w wyniku transformacji stało się z infrastrukturą, jak poprawiły się warunki życia ludzi. Oczywiście są ludzie, którzy są w trudnej sytuacji mieszkaniowej, nie starcza im pieniędzy. Ale kiedy wyjdą do parku, na ulicę, to wszystko wygląda inaczej. Może to powodować frustrację, że sklepy są dobrze zaopatrzone i nie starcza pieniędzy. Ale to właśnie kwestia polityki społecznej.

W różnych raportach pojawia się figura "pęknięcia polskiego społeczeństwa".

- Struktury społecznej. Mamy do czynienia z interesującym fenomenem, który jest specyficzny dla Polski. Nie dziwi, że rosną nierówności społeczne, to się dzieje w wielu krajach. Jednak w Polsce to zróżnicowanie jest silnie osadzone w strukturze klasowej. Jeśli więc klasy wyróżnia się na podstawie stosunków kontroli nad różnymi rodzajami zasobów, rosnące różnice w niektórych krajach nie przebiegają tak ostro wzdłuż podziałów klasowych jak w Polsce.

Czyli w Polsce jeszcze silniejsze są różnice między tymi, którzy kierują pracą i są kierowani?

- To jeden z tych wymiarów. I oczywiście posiadanie kapitału, szczególnie dużego. Kapitał ekonomiczny od razu różnicuje ludzi również w zakresie ich wartości i stylu życia.

I stosunku do kapitalizmu. "Przegrani" są krytyczni.

- Mają sentymenty, które często są interpretowane jako prosocjalistyczne. Choć moim zdaniem są prosocjaldemokratyczne. Ale to kwestia interpretacji.

DOSTĘP PREMIUM