"Nie można zmuszać ofiary, żeby łożyła na swojego kata" - prawniczka o alimentach dla rodziców-sprawców przemocy domowej

Coraz więcej rodziców domaga się alimentów do swoich dorosłych dzieci. Wśród nich są też tacy, o których dzieci chciałby zapomnieć - sprawcy przemocy fizycznej i psychicznej. A jak ocenia prawniczka Iwona Ramus, polskie prawo staje po stronie katów.

Jeszcze w 2010 roku pozwów rodziców w sprawie alimentów do dorosłych dzieci było niewiele ponad 700. W ubiegłym roku - jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna" - 2610.

Nie tylko sami rodzice mogą składać pozwy o alimenty. Pieniędzy domagać się też mogą placówki opieki społecznej, w których mieszka rodzic. I w ten sposób zdobyć pieniądze na pokrycie kosztów pobytu w domu opieki.

W poprzedniej kadencji Sejmu  próbę zmiany tych przepisów podjęła Magdalena Kochan z PO. "Próbowano wprowadzić przepis, który miał wyeliminować możliwość obciążania dorosłych dzieci kosztami pobytu w DPS ich rodziców, którzy zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Ale nawet ta propozycja przepadła" - mówi w rozmowie z "Polityką" prawniczka Iwona Ramus.

Politycy nie widzą problemu

Zmian w prawie nie będzie dopóki posłowie nie zmienią swojego nastawienia. A politycy  nie mają dla ofiar przemocy zrozumienia.

"Spotkałam się nawet z opinią, że to okrutne pozbawić rodzica wsparcia  na starość. Zadawano mi też pytanie: A co z przebaczeniem? Odpowiedź jest prosta: nie ma czegoś takiego, jak przymusowe przebaczenie, ono zawsze musi być  musi mieć charakter dobrowolny. Natomiast nie można zmuszać ofiary, żeby łożyła na swojego kata" - ocenia Ramus.

I podkreśla, że dla wielu dzieci prześladowanych przez rodziców trauma trwa przez całe życie. "Kiedy taka ofiara (...)  ma stawić się na rozprawie jako pozwana, powołać się na zarzut nadużycia prawa do alimentacji i udowodnić, to przechodzi piekło. Jeśli u kresu sił swojego kata musi podtrzymywać jego życie swoim kosztem, znów jest tym, kim była w dzieciństwie: bezsilną, poniżona ofiarą" - przekonuje Iwona Ramus.

Marginalizowany problem

Nie tylko batalia o zmianę przepisów dot. alimentów dla rodziców pokazuje, że w Polsce  wielu polityków stara się bagatelizować i marginalizować problem przemocy domowej.

Debata wokół ratyfikacji konwencji antyprzemocowej trwała miesiącami. Politycy prawicy jeszcze przed wyborami sugerowali, że jak wygrają wybory, to  Polska wypowie konwencję. Zbigniew Ziobro w czasie kampanii prezydenckiej w 2015 roku zapowiedział, że Andrzej Duda rozwiąże problem niewygodnego dokumentu.

Niedawno prezydent Duda zasugerował, że... przepisów konwencji nie trzeba przestrzegać.

Konkretne decyzje ministerstw pokazują, że PiS nie ma zamiaru zajmować się problemem przemocy w rodzinach. Np. ministerialnych dotacji nie dostało Centrum Praw Kobiet, organizacja która od lat pomaga ofiarom przemocy domowej.

Jak pomóc?

Zdaniem prawniczki Iwony Ramus, w sprawie alimentów dla rodziców, najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzeniu "instytucji niegodności alimentacji".  Dotyczyło by to osób, których postępowanie wobec dzieci "było rażąco sprzeczne z zasadami współżycia społecznego".

Obecnie obowiązujące rozwiązanie uzależnia wszystko od decyzji sądu.

"Nawet przekonanie sądu, że domagający się alimentów nie wywiązywał się ze swoich obowiązków nie gwarantuje sukcesu. Spotkałam się z orzeczeniami, w których co prawda sędzia zgadzał się, że domagający się świadczeń alimentacyjnych zachował się w sposób niegodny w stosunku do swoich dzieci w przeszłości, uznawał jednak, że zasady współżycia społecznego wymagają, by ten człowiek dostał wsparcie od swoich dzieci, bo jest przewlekle chory" - stwierdziła Iwona Ramus w rozmowie z tygodnikiem "Polityka".

Rząd wycofa się konwencji antyprzemocowej? "Niech kobieta w uświęconej rodzinie obrywa po głowie za drzwiami, w zaciszu domowego ogniska"

DOSTĘP PREMIUM