"Wydaje mi się, że to jest już na granicy prawa": Moczydłowski o pieniądzach dla o. Rydzyka z ministerstwa Ziobry

Publiczne pieniądze, m.in. z funduszu na rzecz ofiar przestępstw, trafią m.in. do fundacji kierowanej przez o. Rydzyka - wczoraj pisaliśmy o tej sprawie, dziś komentował ją w TOK FM były szef więziennictwa

Należąca do o. Rydzyka Fundacja Lux Veritatis oraz 35 innych organizacji dostały potężny zastrzyk pieniędzy z funduszy pomocy więźniom. Instytucje, które taką pomocą zajmują się od lat, nie dostaną nic. O tej sprawie pisaliśmy na tokfm.pl wczoraj.

Pieniądze rozdysponowało ministerstwo sprawiedliwości. Zdecydowana większość instytucji, które je dostaną, to organizacje katolickie, co zdaniem Pawła Moczydłowskiego, kryminologa, socjologa oraz byłego szefa więziennictwa w Polsce, jest dowodem upolitycznienia.

Gość Jakuba Janiszewskiego w audycji "Połączenie" przypominał, że pieniądze, o których mówimy pochodzą z dwóch funduszy: pomocy pokrzywdzonym i pomocy postpenitencjarnej oraz z drugiego, w którym środki przeznaczone są na aktywizację zawodową. Czy fundacje, które otrzymają pieniądze, powinny je w ogóle dostać?

- Aby ocenić, czy danej organizacji w prawidłowy sposób przyznano fundusze, należałoby wiedzieć, co w swojej ofercie złożyła taka fundacja. Niestety, my tego nie wiemy - mówił Moczydłowski.

Wprawdzie znamy sumy, jakie otrzymały organizacje, np. należące do fundacji o. Rydzyka, natomiast nie znamy treści złożonego przez nie projektu. Tego nie udało się dziennikarzom ustalić.

- Fundacja powinna zadbać, żeby to wyjaśnić - podkreślił Moczydłowski. - Inaczej robi się to śmierdzące. Mamy do czynienia z sytuacją, gdy chodzi o instytucję kościelną czy przykościelną. Taka instytucja powinna raczej dokładać do więźniów czy byłych więźniów. Z racji tego, że to są na ogół ludzie biedni, społecznie zdegradowani. Oczekuje się wychodzenia im naprzeciw. Pobieranie, czy zarabianie pieniędzy na nich wymaga w oczywisty sposób wytłumaczenia się z tego. Fundacja, choćby ze względu na dobry PR, powinna w te pędy to wyjaśnić - dodał socjolog.

Ewangelizacja więźniów

Pieniądze na pomoc więźniom otrzymało wiele organizacji, w tym np. stowarzyszenie Twoja Sprawa, które powstało, aby - jak można przeczytać na ich stronach, "chronić przestrzeń publiczną przed obscenicznością, seksualizacją i uprzedmiotowieniem kobiet, wulgarnością oraz szeroko rozumianym naruszaniem dobrych obyczajów w reklamie i mediach". Za pół miliona złotych, czyli za pieniądze, które dostała ta fundacja, będzie ona przygotowywała dokument, w którym zebrane będą "konkluzje dotyczące negatywnych skutków, jakie pornografia wywiera na dzieci i młodzież".

- To już jest jakaś polityzacja - ocenił Moczydłowski. - Nad tymi funduszami na aktywizację zawodową siedzą jednak fachowcy i eksperci, i kombinują w pozytywnym sensie, jak tu stworzyć miejsca pracy dla więźniów. Tak, by oni, zarabiając, byli w stanie np. spłacać alimenty, grzywny i inne zobowiązania. O rozdziale środków decydują i Ministerstwo Sprawiedliwości, i MSW, i Ministerstwo Pracy, to jest taka rozwiana odpowiedzialność, więc przepychanie quasi-politycznych celów czy wydatków jest możliwe. Przypuszczam, że to się w ten sposób prześlizgnęło. Rozumiem jednak, że środki nie idą w sposób bezpośredni na więźniów czy byłych więźniów. Trzeba by się temu bliżej przyjrzeć, ale wydaje mi się, że to jest już na granicy prawa - dodał były szef więziennictwa.

Ręka w portfelu

Kolejny przykład: pół miliona złotych dostało stowarzyszenie Anty-Rama z Łodzi. Jego zakres działania, to - jak czytamy na jego stronach - skupianie kreatywnych osób, które wspierają działalność organizacji pozarządowych i osób publicznych, oraz m.in. nowoczesna ewangelizacja.

- Za własne pieniądze wprowadziliśmy kaplice w każdym więzieniu. Kościół wytypował stosownych kapelanów więziennych do obsługi. Oczywistym stało się, że to obciążenie dla kościoła, więc wkrótce stało się tak, że kapelani przeszli na więzienny etat i im się płaci. Ewangelizację prowadzą więc ci kapelani więzienni, nie tylko katoliccy i jest ich niemało, bo zakładów jest w Polsce 150. I teraz tworzy się naraz inne instytucje, które dublują ich pracę. Lepiej byłoby odpowiednimi środkami wspomagać osoby, które już pracują na terenie wiezień, które maja rozeznanie, są profesjonalistami i mogłyby sensowniej te środki wydać, niż jakieś organizacje, które sobie przypomniały, że leży portfel, do którego można włożyć rękę, a potem dopasować do tego cel - mówił gość TOK FM. 

Demoralizowanie więźniów

Ciekawym przypadkiem jest Fundacja "Wyrwani z niewoli" (chodzi o używki), którą tworzą dwie osoby, jak czytamy na ich stronie: "jeżdżące po Polsce na co dzień i ewangelizujące oraz dające świadectwo swojego życia". Na ich stronach można kupić np. koszulki z napisem "W imię Jezusa zamknij mordę diable".

- Już jest taka, dobrze pracująca organizacja, która osiąga sukcesy, a czasem nawet zachwyca tą swoją działalnością. Oni nie biorą ani grosza. Bo to jest tak, jak gdyby alkoholik, który pił, robił złe rzeczy, teraz za opowiadanie o tym zaczął brać pieniądze. To ma być co - uczenie moralnej postawy tych więźniów? Przecież oni to widzą. My ich w ten sposób demoralizujemy. Jeśli się tworzy w taki sposób infrastrukturę moralną, to ja się życzę powodzenia. Demoralizujemy więźniów, ktoś sobie więźniami najwyraźniej mordę wyciera - grzmiał Moczydłowski.

Całej audycji posłuchasz tutaj:

DOSTĘP PREMIUM