Dlaczego lewicy trudno się zjednoczyć? "Czasem ludzie z Razem czują się lepsi od pracowników"

Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej w audycji Agnieszki Lichnerowicz w TOK FM mówił między innymi o znaczeniu czerwonego sztandaru, nieporozumieniach z Partią Razem i o roli Komisji Weryfikacyjnej Patryka Jakiego.

Ikonowicz odniósł się do słów Adama Bielana, który ludzi maszerujących z czerwonymi sztandarami porównał do do neonazistów.

- Żyjemy w kraju, w którym “lewakami” nazywa się nawet neoliberałów z PO. W niektórych środowiskach ignorancja stała się już standardem. Wykształcenie i inteligencję Adama Bielana jednak cenię, więc raczej kierował nim cynizm. Nie może nie wiedzieć, że czerwony sztandar, który on identyfikuje z totalitaryzmem to sztandar, pod którym wywalczono w Polsce niepodległość. Ten sztandar powstał w taki sposób, że płótno zanurzono we krwi robotnika zastrzelonego podczas manifestacji. Bielan chce ludziom namieszać w głowach. Gra komunizmem i faszyzmem, to cyniczna, dezinformująca gra. Mamy w konstytucji ten nieszczęsny artykuł 13, który zrównuje faszyzm z komunizmem. Komunizm jest piękną ideą, która miała przerażające realizacje. Faszyzm jest zgniły już w zarodku, w swojej istocie. Przeciwnicy polityczni próbują wypchnąć lewicę poza nawias - komentował.

- Pewien znany redaktor, kiedy usłyszał, że pracownicy mieliby być posłami, to złapał się za głowę mówiąc, że przecież “oni są niekompetentni”. W mojej opinii kompetencja w demokracji polega na tym, że im bardziej coś mnie dotyczy, tym bardziej jestem kompetentny. Eksperci są potrzebni, ale ostateczna decyzja musi należeć do samych zainteresowanych - kontynuował Ikonowicz.

Prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz pytała, dlaczego tak trudno lewicy znaleźć swoje miejsce na scenie politycznej i w społeczeństwie i czy Piotr Ikonowicz wyobraża sobie, żeby mógł zostać np. prezydentem Warszawy.

 - Tak,  to jest możliwe. Dziś dzieją się rzeczy, które kiedyś były nie do pomyślenia - zauważył. Przypomniał przy tym, jak Adam Michnik wyrażał powątpiewanie, że Bronisław Komorowski może przegrać ostatnie wybory prezydenckie. Przywołał też przykład Barcelony - Ada Colau, która podobnie jak Ikonowicz w Polsce, kiedyś blokowała tam eksmisje lokatorów, została burmistrzem. Dziś prowadzi program budowania tanich mieszkań.

Dlaczego nie razem z Razem?

Ikonowicz wyjaśniał też, dlaczego RSS nie jednoczy się z Partią Razem.

- To Partia Razem nie chce się jednoczyć z nami. Kiedy np. ich działacze spotykają się z kobietami z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, to one czują się przez nich upokorzone. Młodzież, która dobrze zarabia, bywa bardzo pewna siebie. Ja jestem otwarty, bo nie mam tego kompleksu, deficytu, patrzę z perspektywy swojego doświadczenia - oni nawet przyznają, że się uczyli na moich przemówieniach. Ale czasem to wygląda tak, że ludzie z “Razem” czują się lepsi od zwykłych pracowników. Widzę możliwość współpracy i my zawsze będziemy wyciągali rękę. W dobrej sprawie potrafimy współpracować przecież też z ludźmi z prawicy - przekonywał.

Czytaj też: Gorący spór Lisa i Zandberga w TOK FM. "Niech mi pan nie opowiada o moich uczuciach"

- Czy wykluczanie z ruchu lewicowej, drobnomieszczańskiej klasy średniej, której pan trochę dokucza, nie powoduje, że RSS jest zbyt ograniczony? - pytała Lichnerowicz.

- Nie stworzyliśmy co prawda ruchu masowego, ale 90 proc. Ruchu Sprawiedliwości Społecznej to są ludzie pracy - sprzątaczki, ochroniarze, kierowcy autobusów. Najpierw trzeba zdobyć ich zaufanie, a potem dopiero odgrywać rolę nauczyciela i np. burzyć stereotypy dotyczące wyznawców islamu. Naszym celem jest polityczne upodmiotowienie ludzie pracy. Naszym zadaniem jest stać się partią 16 milionów ludzi pracy, którzy nie mają partii. Skuteczność jest taka, że istniejemy, utrzymujemy dwa lokale w Warszawie, otwieramy kolejne oddziały, bez subsydiów i grantów. To dowód, że jesteśmy potrzebni. Ratujemy ludziom życie, dach nad głową, władzę rodzicielską. Załatwiamy problemy tu i teraz, nie mówimy ludziom, że kiedyś będzie lepiej i trzeba wytrzymać. Działamy na zasadzie pomocy wzajemnej. Trzeba to szerzyć. Obecnie nie nadążam z wyjeżdżaniem i otwieraniem nowych organizacji - mówił Piotr Ikonowicz.

- Najważniejsze dla RSS jest to, żebyśmy nie traktowali płacy za pracę jak zasiłku, tylko żądali udziału w zyskach. Problemem jest erozja demokracji, która przechodzi w oligarchię. Nie rządzą ludzie, tylko pieniądze. Nie może być takiego rozwarstwienia. Wzrost płac musi być powiązany ze wzrostem dochodu firmy. Wtedy pracownik nie czuje się jak niewolnik. Zależy nam też, żeby np. niepłacenie pensji było traktowanie jak kradzież - dodał.

Komisja Jakiego "cudem"

Szef RSS bardzo ciepło wyrażał się o działalności Komisji Weryfikacyjnej prowadzonej przez Patryka Jakiego.

- Byliśmy przekonani, że PiS, zakochany we własności prywatnej, nie zrobi nic z reprywatyzacją, a stał się cud. Czekam aż odzyskiwane pieniądze trafią do ofiar - mówił.

Zdaniem Ikonowicza, Komisja Weryfikacyjna wytworzyła “klimat oburzenia”, który sprawił, że sędziowie bardziej przejęli się sytuacją lokatorów.

- Mam jednak pewne obawy związane z gabinetem Morawieckiego. Podobno jakaś rada legislacyjna przy gabinecie premiera skrytykowała komisję Jakiego, argumentując że możemy przez nią trafić przed jakiś trybunał. Na miejscu PiS nie wspominałbym o trybunałach. Lobby reprywatyzacyjne jest wszędzie i ma dużo pieniędzy na korumpowanie systemu - mówił.

"Ludzie nie przyszli na świat tylko tyrać"

DOSTĘP PREMIUM