Strajk nauczycieli. Sławomir Broniarz o strategii min. Zalewskiej: Jak wygramy, to dostaniecie

- To jest rodzaj kiełbasy wyborczej, którą serwuje - tak prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego ocenił strategię min. Anny Zalewskiej. Dziś kolejna runda rozmów między nauczycielskimi związkami i stroną rządową. Nauczyciele chcą 1000 złotych podwyżki.

Oświatowe związki zawodowe znowu siadają do stołu rozmów z resortem edukacji ws. podwyżek. Dotychczasowe propozycje minister Anny Zalewskiej, czyli m.in. dodatek na start dla nauczycieli stażystów i dodatkowe pieniądze za wyróżniającą się pracę nie powstrzymały związkowców przed rozpoczęciem przygotowań do strajku.

Sławomir Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego, mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u, że ma nadzieję, iż podczas dzisiejszego spotkania (22 stycznia), obie strony zbliżą się do porozumienia.

Kiełbasa wyborcza Anny Zalewskiej?

Sławomir Broniarz tłumaczył także, że propozycje ministerstwa nie mają "żadnego konkretnego wymiaru finansowego" oraz nie są poparte jakimikolwiek projektami rozporządzeń. - A co najważniejsze, nie znajdują odzwierciedlenia w przyjętym kilka dni temu budżecie państwa - podkreślił.

- Retoryka pani minister sprowadza się do stwierdzenia: dam wam podwyżkę, którą będziecie musieli sobie wywalczyć w samorządach, jest rodzajem pewnej taktyki negocjacyjnej. Ja okażę się tą dobrą, a samorządy tymi złymi, które nie będą chciały wam wypłacić, bo nie będą miały z czego - wyjaśniał. Zaznaczył, że ewentualnych podwyżek dla nauczycieli w ogóle nie widać w subwencji dla samorządów, czyli pieniądzach przekazywanych z budżetu państwa samorządom, na realizację zadań edukacyjnych.

Budżet państwa, przypomnijmy,  Sejm przyjął na ubiegłotygodniowym posiedzeniu.

Czytaj też: Żakowski wysyła Martynę Wojciechowską do pracy w szkole. "Jakby popracowała za te 1700 zł, to może by się bardziej wstydziła"

Przewodniczący ZNP zwrócił uwagę, że niektóre propozycje resortu edukacji wybiegają daleko w przyszłość. A przecież skoro przed nami wybory, to władza może się zmienić. - Czyli to są rzeczy przyszłe i niepewne. Jednocześnie jest to próba pokazania pewnego zjawiska: jak wygramy, to dostaniecie. To jest rodzaj kiełbasy wyborczej, którą serwuje pani minister edukacji narodowej - stwierdził. 

Przepaść między oczekiwaniami i propozycjami

ZNP chce 1000 zł brutto podwyżki już od tego miesiąca. Nie czekając na kolejne rozmowy, związek już podjął decyzję o przystąpieniu do sporu zbiorowego. Podobnie zrobiło Forum Związków Zawodowych. Losy ewentualnej akcji strajkowej podczas egzaminów ważą się też w Solidarności, która chce od stycznia 15 proc. podwyżki, czyli średnio ok. 650 zł.

Resort edukacji proponuje z kolei od 121 do 166 zł brutto podwyżki minimalnej pensji i obiecuje kolejne zmiany w systemie od września.

- Nasza propozycja nie jest z kategorii misji niemożliwych, natomiast propozycja pani minister edukacji jest raczej tylko próbą pokazania panu premierowi i społeczeństwu, że chce rozmawiać i ma pewne propozycje - mówił w TOK FM Sławomir Broniarz.

Czytaj też: Strajk nauczycieli zablokuje pół Polski? "Wystarczy, że weźmiemy dzień wolny na opiekę nad dziećmi. Zróbmy to!"

Szef ZNP tłumaczył, że propozycje resortu są bardzo mgliste. W jego ocenie ministerstwo chce w ten sposób wywoływać kolejne tematy do rozmów. I tym samym przeciągać negocjacje.

Na czwartek (24 stycznia) związki i ministerstwo edukacji na rozmowy do swojego biura zaprosił również Rzecznik Praw Dziecka, który chce być mediatorem między stronami konfliktu. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • jakie zmiany na przestrzeni lat wprowadziła Anna Zalewska?
  • co szefowa resortu edukacji odebrała nauczycielom?
  • jak wyglądała sytuacja nauczycieli za poprzednich rządów? 
  • ile zarabia w Polsce nauczyciel stażysta?



DOSTĘP PREMIUM