Czystka w Instytucie Europy Środkowej."Zamiast analiz, rodzaj maszyny propagandowej"

Czystka w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie - jedynym takim instytucie w Polsce, który zajmował się dialogiem z Rosją i kwestiami pamięci historycznej. Pięciu naukowców, którzy tworzyli instytut, właśnie dowiedziało się, że nie ma dla nich miejsca.

Lubelski Instytut Europy Środkowo-Wschodniej został utworzony przez prof. Jerzego Kłoczowskiego. O jego renomie i znaczeniu świadczy choćby fakt, że w skład stowarzyszenia, które wspierało instytut, wchodzili m.in. Władysław Bartoszewski, Maria Janion, Norman Davies, Henryk Samsonowicz czy Zbigniew Brzeziński. Instytut organizował konferencje, prowadził działalność wydawniczą i naukowo - badawczą. Zajmował się szeroko rozumianą Europą Środkowo – Wschodnią.

Zgodnie z przyjętą przez PiS ustawą, placówkę pod koniec ubiegłego roku zmieniono w Instytut Europy Środkowej. Pracownicy od razu usłyszeli, że teraz ma to być instytucja zajmująca się analizami i przygotowywaniem ekspertyz, a nie badaniami naukowymi. Nowa dyrekcja już na wstępie poinformowała, że koniec z zajmowaniem się Rosją.

"Przecież Rosja to nasz najważniejszy sąsiad"

- Nie rozumieliśmy i nie rozumiemy tej decyzji, bo przecież Rosja to nasz strategiczny, największy sąsiad. My jako instytut wypracowaliśmy szereg kontaktów w Rosji, takich bardziej nieformalnych – m.in. na uczelniach czy w organizacjach pozarządowych. A dziś to zostaje ucięte – mówią nam pracownicy poprzedniego instytutu. 

Najbardziej doświadczonym naukowcom podziękowano

Nowa dyrektorka instytutu miała czas do 20 lutego na przedstawienie dotychczasowym pracownikom nowych warunków pracy. Ci najbardziej doświadczeni, pracujący tu od lat, umów nie dostali i muszą odejść. To historyk prof. Rafał Wnuk i prof. Mirosław Filipowicz, ale również dr Marek Radziwon, dr Anna Visvizi i dr Aleksiej Wasiliew.

Dyrektor dr hab. Beata Surmacz przekonuje, że szanuje tych, których nie widziała jako swoich współpracowników i którym podziękowała. Podkreśla jednak, że w Instytucie Europy Środkowej, który powstał, nie ma pracy dla historyków. Jednocześnie przyznaje, że jednym z celów, który sobie postawiła, są analizy dotyczące… polityki historycznej prowadzonej w różnych krajach Europy Środkowej. - Chcemy sprawdzić, w jaki sposób historia wpływa na kształt wzajemnych stosunków w tym regionie. To będzie wielowątkowa analiza na poziomie państw, ale nie tylko. Bo politykę historyczną tworzą nie tylko państwa czy rządy, ale też instytucje akademickie czy partie i ruchy polityczne – mówi Beata Surmacz.

Ważne tło

Pracownicy poprzedniego instytutu mają wrażenie, że byli niewygodni, że chciano się ich pozbyć. – W końcu w taki, a nie inny sposób się to dzieje, jest takie, a nie inne tło – słyszymy. Mają na myśli m.in. problemy MSZ-owskiej grupy do spraw trudnych czy zwolnienie dziennikarzy czasopisma „Nowaja Polsza”. Czasopismo, wydawane od 1999 roku, powstało z inicjatywy Jerzego Giedroycia. Opublikowano w nim teksty około dwóch tysięcy autorów, przybliżając Rosjanom polską kulturę i jej historię. Jak pisała "Gazeta Wyborcza", po nastaniu "dobrej zmiany" do dziennikarzy dochodziły nieoficjalne głosy, że miesięcznik działa po nieodpowiedniej linii politycznej, a także − że jest w nim zbyt dużo przedruków z "Wyborczej". 

Nasi rozmówcy podkreślają, że wszystkie te posunięcia władzy pokazują, że dziś polska dyplomacja nie patrzy strategicznie, dalekosiężnie.

– Likwidowanie kanałów kontaktów tylko dlatego, że na dziś oficjalne kontakty polsko – rosyjskie ucichły, jest lekkomyślne. To patrzenie wyłącznie na jutro, a nie spojrzenie na miesiące i lata. Tymczasem tu jest konieczna cierpliwość, a jej chyba obecnym decydentom brakuje – ocenia dr Marek Radziwon, ekspert od kontaktów z Rosją, były już pracownik lubelskiego instytutu.

Analizy eksperckie? Dla… rządzących

Nowy instytut (podlega pod KPRM) ma się zająć głównie przygotowywaniem analiz dotyczących sytuacji w Europie (bez Rosji) – chodzi o politykę, gospodarkę, kulturę, wzajemne relacje. Gdy pytamy, dla kogo mają być przygotowywane te analizy, słyszymy, że m.in. dla rządu.

Pani dyrektor zostawiła kilku dotychczasowych, młodych pracowników, chce też zatrudnić kolejnych. – Widzę w instytucie ludzi młodych, których – przepraszam, że powiem to kolokwialnie – sami wychowamy sobie w zespole na analityków – dodaje Beata Surmacz.

- Najwyraźniej zdecydowano, że nowy instytut ma nie być think-tankiem, który przygotowuje krytyczne analizy, a instrumentem, który będzie rodzajem maszyny propagandowej – mówi prof. Rafał Wnuk. I dodaje, że problemem dzisiejszej polskiej polityki zagranicznej jest jej całkowite podporządkowanie polityce krajowej. – To jest najgorszy sposób uprawiania dyplomacji. Upartyjniona polityka zagraniczna jest z definicji zła – dodaje Wnuk.

"Papier przyjmie wszystko"

Dyrektor instytutu kilka razy w rozmowie z nami podkreśliła, że jej placówka w ogóle nie będzie się zajmować Rosją, czyli kwestiami, które do tej pory odgrywały szczególne znaczenie w działalności Instytutu Europy Środkowo – Wschodniej. Podstawą analiz ma być tzw. Trójmorze.

– Każda instytucja publiczna, rządowa potrzebuje fachowego grona eksperckiego, które nie tylko zna się na regionie, ale przede wszystkim będzie krytycznie patrzeć na działania swoich zwierzchników. Tylko takie uwagi, spostrzeżenia i rady mogą przynieść jakikolwiek pożytek decydentom i politykom – mówi Radziwon. I dodaje, że jeśli powstaje instytucja, która ma potwierdzić z góry założoną tezę, to nie jest dobrze. – Jeśli jest to teza, że oto Trójmorze jest najważniejszym projektem w Europie Środkowo – Wschodniej i że my będziemy liderem tego Trójmorza, to oczywiście papier jest cierpliwy i można przygotować dokumenty, które tę tezę potwierdzą, ale w ten sposób nie da się zaklinać rzeczywistości – dodaje Radziwon.

- Nie wiem, co będzie dalej. Propozycję raczej przyjmę, choć mam wątpliwości. Bo przecież zmuszono do odejścia tych, od których się uczyliśmy i którzy mają ogromną wiedzę i doświadczenie. Poza tym, nie wiem, jak będzie teraz wyglądała nasza praca, czy nie będzie pisania pod określone tezy. Ale trzeba spróbować - komentuje jedna z osób, którym dyrektorka przedstawiła nowe warunki pracy.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM