Przełamanie tabu czy brak szacunku dla prawa? Spór publicystów o pomnik prałata

Nie milkną komentarze po tym, jak trzech aktywistów obaliło w Gdańsku pomnik księdza Jankowskiego. Na temat słuszności ich działania dyskutowali publicyści w audycji Goście Daniela Passenta.

Publicysta “Polityki” Jan Hartman ocenił w audycji Goście Daniela Passenta, że obalenie pomnika prałata Jankowskiego, do którego doszło w minionym tygodniu, jest wydarzeniem historycznym i symbolicznym przełomem. Figurę przewrócili trzej aktywiści w reakcji na reportaż Bożeny Aksamit w “Gazecie Wyborczej” z grudnia zeszłego roku. Zawiera wstrząsające zeznania osób twierdzących, że Jankowski dopuścił się przestępstw seksualnych.

- Po raz pierwszy została naruszona nietykalność symboli katolickich i okazało się, że grom z jasnego nieba nie spadł,  że jeżeli się dotknie tę organizację, to ręka nie usycha. To jest przełamanie niebywałego tabu i początek normalizacji stosunków z Kościołem katolickim. (...) Okazało się, że kiedy Kościół w przestrzeni publicznej sieje jawnie zgorszenie, propaguje pedofilę, pogardę dla jej ofiar, można się temu realnie przeciwstawić - mówił Hartman.

Obalenie pomnika zbiegło się w czasie ze szczytem w Watykanie dotyczącym problemu ukrywania przez biskupów sprawców przestępstw seksualnych popełnianych na dzieciach.

- Następny papież będzie prawdopodobnie już zmuszony do ujawnienia archiwów i współpracy z organami ścigania. To idzie w tym kierunku. Można się spodziewać, że za 20-30 lat ten system instytucjonalnej ochrony przestępców seksualnych przestanie funkcjonować. Kościół został przyparty do ściany - ocenił publicysta “Polityki”.

Odniósł się też do głosów oburzenia, zgodnie z którymi źle się stało, że pomnik nie został usunięty decyzją urzędową, ale na drodze obywatelskiego nieposłuszeństwa. Taki punkt widzenia przedstawił między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich.

"W państwie demokratycznym pomniki się stawia, ale także obala w sposób przewidziany przepisami prawa. Po odpowiedniej debacie, refleksji i zachowaniu wszystkich procedur. Tak się tworzy wspólnotę. Przekraczając tabu tworzymy niepotrzebne ryzyko - to który pomnik następny?” - napisał na Twitterze Adam Bodnar.

 - Jak zwykle w takich chwilach pojawili się świętoszkowie, samozwańczy legaliści, którzy się urzędowo obruszyli nie patrząc na to, że było to właśnie sprzeciwienie się przez obywateli stanowi anarchii, którym jest przedłużająca się obecność tego pomnika. On dwa miesiące od publikacji reportażu Bożeny Aksamit stał niezasłonięty przez władze. (...) Ci panowie, przez to, że podniosło się święte oburzenie, są w tej chwili osamotnieni i narażeni. My musimy ich bronić, bo za chwilę wszyscy umyją ręce, a oni staną przed sądem i dostaną wysokie kary - apelował profesor Hartman.

Inaczej zdarzenia z Gdańska oceniła w TOK FM Karolina Wigura z "Kultury liberalnej”.

-To jest nasze państwo, nasze prawo i powinniśmy je szanować. I w tym sensie to nie jest do usprawiedliwienia. W państwie, którego prawo się szanuje, można doprowadzić do usunięcia pomnika, ale powinno się to robić metodą demokratycznej debaty - komentowała.

Przypomniała też, że wielokrotnie zdarzało się, że pomniki stawiano osobom, o których z czasem zaczęto mówić, że na to nie zasługują. - Jest pytanie, co z takim pomnikami robić. To są wielkie dyskusje, co z takimi pomnikami robić. One przetoczyły się nie tylko przez Polskę - zauważyła.

Msza w intencji prałata

W sobotę, niezgodnie z prawem, pomnik księdza Jankowskiego został na nowo ustawiony na cokole.

W niedzielę kościół św. Brygidy w Gdańsku odprawił mszę w intencji ks. Henryka Jankowskiego. Ksiądz Ludwik Kowalski, proboszcz bazyliki, relacje na temat krzywd wyrządzonych przez Jankowskiego określił jako "pomówienia pieniaczy" i porównał do nienawiści, jaka spotkała Jezusa. Po mszy wierni złożyli kwiaty pod pomnikiem prałata.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM