Coraz mniej pielęgniarek wyjeżdża do pracy za granicę. "Spadek jest spektakularny"

- Główny powód to wzrost pensji w Polsce - słyszymy w izbach pielęgniarskich. Nie zarabia się, co prawda, jeszcze tyle, co na zachodzie Europy, ale sytuacja nieco się poprawiła.
Zobacz wideo

Jak wynika z danych Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, o ile w 2015 roku wydano ponad półtora tysiąca zaświadczeń potwierdzających kwalifikacje zawodowe, o tyle w 2018 już tylko niecałe 500 sztuk. Oczywiście nie jest tak, że każdy, kto pobiera zaświadczenie, od razu wyjeżdża, ale duża część z pewnością tak. - Spadek liczby wyjeżdżających pielęgniarek jest obecnie bardzo widoczny; powiem nawet, że spektakularny - mówi Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. I dodaje, że za wszystkim stoją pieniądze. 

Czytaj też: Przepracowani pracownicy służby zdrowia. "W Polsce w pielęgniarstwo wpisana jest wieloetatowość"

We wrześniu 2015 roku ówczesny minister Marian Zembala wprowadził specjalną regulację płac tzw. zembalowe. Minister podpisał wtedy rozporządzenie, zgodnie z którym wynagrodzenia wzrastały po 400 zł przez cztery lata. Pieniądze były wypłacane w formie dodatku. Z kolei w 2018 roku ministerstwo zdecydowało o włączeniu dodatków do pensji zasadniczej (chodziło o kwotę 1100 zł). To dla pielęgniarek szczególnie istotne, bo właśnie od pensji zasadniczej naliczane są inne składniki wynagrodzenia.

- Nie powinno być już w Polsce sytuacji, że któraś z koleżanek zarabia najniższą krajową - mówi Mariola Łodzińska i zachęca, by kontaktować się z Naczelną Radą, jeśli takie sytuacje występują. Dziś minimalna pensja pielęgniarki powinna wynosić  2,5-3 tys. zł. Wszystko zależy oczywiście od szpitala czy regionu Polski. - Pensje zawsze były zróżnicowane - dodaje Łodzińska.


Pielęgniarki wyjeżdżają, ale zdecydowanie rzadziej niż do tej pory

W Warszawskiej Okręgowej Izbie Pielęgniarek i Położnych w 2014 roku około stu osób pobrało niezbędne do wyjazdu zaświadczenia o kwalifikacjach zawodowych - w roku 2018 już tylko 50. Niemal identycznie jest w izbie w Katowicach. Spadek zainteresowania odnotowują też mniejsze izby - np. w Chełmie na Lubelszczyźnie w 2014 roku o potwierdzenie dyplomu poprosiło 13 pań, a w 2018 - zaledwie jedna.

- Zainteresowanie wyjazdami za granicę spadło. Spowodowane jest to wzrostem warunków wynagradzania w Polsce - informuje Maria Danielewicz, szefowa Okręgowej Rady w Olsztynie. Wyjazdy są, ale jest ich zdecydowanie mniej niż jeszcze kilka lat temu. Dochodzą coraz to nowe kraje, wśród nich m.in. Australia, Irlandia, Szwecja, Szwajcaria, Belgia, Islandia, Portugalia, a ostatnio również Litwa, a nawet Arabia Saudyjska (wyjechały do niej pielęgniarki z Poznania). 

- Tendencja malejąca bardzo nas cieszy, gdyż jest dowodem na to, że podwyżki wynagrodzeń oraz bezpieczne normy zatrudnienia - czyli poprawa warunków pracy i płacy - powstrzymały exodus pielęgniarski - twierdzi Anna Czarnecka, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku. Tu spadek liczby wyjeżdżających widać jeszcze dobitniej: w roku 2014 wydano 138 zaświadczeń, a w 2018 - zaledwie 22.

Jechać czy zostać w Polsce z rodziną? Dylematy były i są

Wiele pielęgniarek podkreśla, że po wzroście płac - kładąc na szali wyjazd do innego kraju i rodzinę - wybiera się to drugie. - Wiemy, że wciąż zarabiamy o wiele mniej niż nasze koleżanki w Niemczech czy Irlandii, ale i życie jest tam droższe. Poza tym, tutaj mamy dom, rodzinę, przyjaciół. Po podwyżkach jesteśmy w stanie jakoś żyć. Już w miarę godziwie - mówi pani Ewa z jednego ze szpitali na Lubelszczyźnie.

Małgorzata Szwed z Rady Pielęgniarek w Bielsku-Białej, gdzie w roku 2015 poświadczenie kwalifikacji pobrało 25 osób, a w 2018 - tylko 5, podkreśla też, że  tendencja, którą zaobserwowały niektóre izby pielęgniarskie, to powroty Polek z zagranicy.

- Ostatnio takich przypadków obserwujemy coraz więcej - przyznaje Katarzyna Florek, przewodnicząca Rady Pielęgniarek w Bydgoszczy. W Toruniu - według oficjalnych danych - z zagranicy wróciło 7 pań.

Wyjątek - Szczecin. Tu wciąż nie brakuje chętnych do pracy

Wyjątkiem jest szczecińska Izba Pielęgniarek i Położnych. Tu nie zaobserwowano spadku liczby osób, które wyjeżdżają do pracy w innych krajach. W 2014 roku wyjechały 4 osoby - w 2018 dokładnie tyle samo. - Wydaje się, że poziom zainteresowania pracą poza granicami kraju w poszczególnych latach jest porównywalny. Jednakże w powyższych danych są osoby, które kilkakrotnie zwracały się o wydanie zaświadczenia - przekazała nam Maria Matusiak, wiceprzewodnicząca Rady Szczecińskiej Izby Pielęgniarek i Położnych. Pielęgniarki wyjeżdżają stąd głównie do Niemiec, ale też do Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Danii, Norwegii i Holandii.

Jest jeszcze coś, na co zwraca uwagę Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Rady. Chodzi o odbieranie dokumentu o prawie do wykonywania zawodu - bez niego po ukończeniu studiów nie można podjąć pracy w szpitalu czy przychodni. O ile jeszcze kilka lat temu prawo wykonywania zawodu odbierała tylko połowa absolwentów pielęgniarstwa, o tyle w tej chwili jest to praktycznie 100 procent. - To bardzo pozytywne zjawisko, które pozwala przypuszczać, że nasze koleżanki i koledzy idą po studiach do pracy w zawodzie - mówi Łodzińska.

Nasza rozmówczyni przyznaje też, że do Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położonych coraz częściej przychodzą pytania o warunki pracy w Polsce: czy i gdzie pielęgniarka może znaleźć pracę oraz na jakie zarobki i rozwój zawodowy może liczyć. - Mając na względzie wiedzę dotyczącą średniej wieku polskiej pielęgniarki (52 lata) i położnej (49,4 lat), należy uznać, że jest to zjawisko pozytywne. Czeka nas jednak do wykonania olbrzymia praca, zarówno ze strony Ministerstwa Zdrowia, jak i samorządu pielęgniarek i położnych. Chodzi o kampanie promujące zawód pielęgniarki i położnej - dodaje Mariola Łodzińska.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM