Edukatorka: "Uczymy dzieci, że mają rękę, nogę, to dlaczego omijamy penisa albo waginę?"

- Rzeczywistość jest daleka od wizji dorosłych zmuszających dzieci do dotykania genitaliów. Nie podnosi się tego tematu, jeśli nie ma powodu - mówi nam edukatorka Pontonu, organizacji zajmującej się edukacją seksualną.

"Edukacja seksualna to niebezpieczna pokusa szatana". Tak powiedział jeden z biskupów. Potrafisz to skomentować?

Antonina Lewandowska, członkini Grupy Ponton: Potrafię, tylko pytanie czy jest po co. Mieszanie porządków naukowego i religijnego nie ma racji bytu, jeśli mamy poprowadzić merytoryczną dyskusję. Nie ma sensu po raz kolejny udowadniać że edukacja seksualna to taka sama edukacja jak lekcje geografii albo wiedzy o kulturze, jeśli w odpowiedzi słyszymy o szatanie albo siłach nieczystych. Obecny kształt narracji społecznej, mieszający różne porządki i definicje, uniemożliwia nawiązanie jakiegokolwiek konstruktywnego dialogu. Odpowiadając biskupowi - nie, edukacja seksualna to nie niebezpieczna pokusa szatana, a ochrona dzieci i młodzieży. Niebezpiecznym jest właśnie ograniczanie do niej dostępu. Chętnie spotkam się z panem i wytłumaczę jako osoba, która te zajęcia prowadzi i zna problemy młodzieży od podszewki.


Co złego może stać się z 4-latkiem, który poznaje swoje ciało? To też jest jeden z prawdziwych komentarzy.


- To jest pytanie, które sama chętnie zadałabym osobom sprzeciwiającym się nowoczesnej edukacji seksualnej. Poznawanie swojego ciała jest przecież czymś naturalnym. Umożliwia nam chronienie siebie przed nadużyciami, poznanie swoich granic, zadbanie o własne zdrowie. Zastanówmy się - skoro uczymy dzieci, że mają rękę, nogę albo ucho, to dlaczego omijamy penisa albo waginę? To dorośli przekładają swoje uprzedzenia, lęki i wstyd na cielesność i rozmowy o niej – dzieci są po prostu ciekawe. I mają prawo uczyć się o swoim ciele i poznawać odpowiedzi na nurtujące pytania.


A co z tym uczeniem masturbacji 4-latków?


Jakimś cudem w dyskusji publicznej udało się przekształcić naukę tolerancji w szalenie chwytliwe hasło, które nie bardzo znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Zapis we wskazówkach WHO odnosi się do faktu, że - ku zdziwieniu niektórych środowisk w Polsce – dziecko także jest istotą seksualną. Nawet jeśli dorośli nie potrafią się z tym pogodzić, to normalnym etapem rozwojowym jest to, że dzieci paroletnie mogą się masturbować. Rozmowa na ten temat w momencie w którym jest to potrzebne pozwala zadbać o to, żeby dziecko poznawało siebie nie naruszając przy tym granic, zarówno cudzych, jak własnych. Rzeczywistość jest daleka od mrocznej wizji dorosłych zmuszających dzieci do dotykania genitaliów. Nie podnosi się tego tematu, jeśli nie ma ku temu powodu - a nawet jeśli, to język i przekaz jest dostosowany do wieku dzieci. Mówienie, że edukatorzy czy edukatorki zajmują się masturbacją dzieci jest po prostu ciężkim absurdem, świadczącym o braku wiedzy na temat edukacji seksualnej.


A czym zajmują się?


W trakcie zajęć zawsze zaznaczamy, że seks jest zaledwie częścią seksualności. W związku z tym zajmujemy się antykoncepcją czy chorobami przenoszonymi drogą płciową, ale także akceptacją własnego ciała, stawianiem granic, mówieniem „nie”, przemocą seksualną, tworzeniem zdrowego związku. Pracujemy ze wszystkim, co akurat jest potrzebne młodzieży: zaczynając od zakładania prezerwatywy, aż do tego że 2 kg za dużo to żaden dramat, a każdy - wszystko jedno czy ma te 2 kg za dużo czy nie - zasługuje na miłość i szacunek. Ponton pracuje zresztą na bardzo wielu polach – prowadzimy zajęcia w szkołach, zajmujemy się poradnictwem przez fanpage na Facebooku, forum czy telefon zaufania, jeździmy na festiwale  muzyczne ze stoiskami edukacyjnymi… Wciąż powstają nowe projekty i pomysły, nieustannie staramy
się docierać do młodzieży w nowe, ciekawe sposoby i wspierać ich jak tylko możemy.


Uczycie dzieci, jak zły dotyk, co to jest pedofilia?


Tak, między innymi. Uczymy jak w ogóle rozpoznać osobę stosującą przemoc – seksualną, fizyczną, psychiczną. Uczymy, jak powiedzieć "nie" komuś, kto zmusza do czegoś, czego się nie chce. Mówimy o podejmowaniu świadomych decyzji związanych z własną seksualnością – młodzi bardzo często są niepewni siebie, nie wiedzą jak rozpoznać przemoc albo odmówić niechcianego kontaktu . Chcą wiedzieć, czy coś jest z nimi nie tak, jeśli nie chcą rozpoczynać współżycia albo nie są gotowi na konkretny rodzaj relacji. Informujemy do kogo się zwrócić, gdzie szukać pomocy po doświadczeniu przemocy seksualnej. Staramy się robić wszystko, żeby zmniejszyć ryzyko nadużycia dzieci czy młodzieży i oferujemy pomoc – zawsze można się do nas zwrócić np. przez wspomnianą stronę na Facebooku.


Ok, a co z argumentem, że takie tematy należy zostawić rodzicom?


Jestem cała za tym, żeby rodzice rozmawiali z dziećmi o seksualności. Szkoła to jest przecież tylko wycinkiem z życia młodego człowieka. Dlatego edukacja w domu jak najbardziej tak, ale bez usuwania zajęć szkolnych, one się przecież nie wykluczają. Skoro uczymy się o matematyce czy kulturze, to dlaczego nie o seksualności? Zarówno w szkole, jak i w gronie rodzinnym.

To jak wygląda ta edukacja wg zaleceń WHO?

Wytyczne powstały na podstawie bardzo długich prac ekspertów z różnych dziedzin, osób zajmujących się m. in. rozwojem dziecka czy psychologia. Powstały po to, żeby zapewnić rzetelną edukację seksualną, która zapewni młodemu człowiekowi bezpieczeństwo w dzisiejszym świecie. Zwraca się też uwagę na prewencję konkretnych sytuacji czy zachowań. Niektórzy oburzają się na przykład, że temat
pornografii porusza się w wieku 9-12 lat - to może brzmieć niepokojąco, ale tylko jeśli się nie wie, że polskie nastolatki po raz pierwszy stykają się z pornografią średnio w wieku 11 lat. Dzięki rozmowie możemy uświadomić dzieci, że pornografia nie przedstawia faktycznego seksu, że osoby występujące w filmach dla dorosłych są dobierane ze względu na konkretne cechy, a i tak cały obraz jest poprawiany w postprodukcji. Brak tej edukacji ma wymierne skutki - polskie nastolatki najwcześniej
w Europie mają problemy z postrzeganiem własnego ciała. Zaczynają się odchudzać już w wieku 9 lat! A kompleksy związane z wielkością przyrodzenia czy piersi to jeden z głównych tematów z którymi stykamy się w swojej pracy z młodzieżą. Wdrażając odpowiednie kroki wcześniej, jesteśmy w stanie pomóc dzieciom w funkcjonowaniu w dzisiejszej "filtrowanej" rzeczywistości.

Czytaj też: Sekretarz stanu z PiS nie widzi potrzeby edukacji seksualnej w szkołach. "Pani taką miała?"

Popularnym jest też stwierdzenie, że edukacja seksualna to kwestia światopoglądowa. Ale nie ma nic światopoglądowego w przekazywaniu informacji np. o chorobach przenoszonych drogą płciową. Edukacja seksualna ma wyposażyć młodzież w odpowiednie narzędzia do podejmowania decyzji świadomie. Nie oszukujmy się - nie każdy w życiu zostanie fizykiem, a wszyscy w szkole uczą się wzoru na przyspieszenie. Kolosalna większość ludzkości będzie jednak aktywna seksualnie w którymś momencie swojego życia, a o seksualności nie mówimy w szkołach prawie w ogóle. Można przecież  zaznaczyć w trakcie zajęć, że metody planowania rodziny są dopuszczane przez Kościół Katolicki – co Ponton zresztą robi. To młodzi zdecydują co zrobią, my tylko opowiadamy im o ich opcjach.


I nie ma promocji homoseksualizmu?


Promocja homoseksualizmu to bardzo stare hasło i jeśli mam być szczera, to do dziś zastanawiam się, co dokładnie ma oznaczać. Jeżeli naukę akceptacji, walkę z dyskryminacją, tłumaczenie, czym jest orientacja seksualna i skąd się bierze, to być może… Ale dla mnie nie istnieje coś takiego jak promocja homoseksualizmu. Istnieje za to promocja bycia przyzwoitym człowiekiem, który szanuje innych bez względu na wyznanie, kolor skóry, orientację seksualną, ulubiony kolor czy częstotliwość chodzenia na basen. Edukacja seksualna to nie demoralizacja, wodzenie na pokuszenie albo szerzenie zgorszenia - to po prostu nauka funkcjonowania w dzisiejszym świecie w sposób zgodny ze sobą i bezpieczny

DOSTĘP PREMIUM