Obchody "Dnia spódnicy" w liceum zgorszyły działacza Ruchu Narodowego. "To crossdressing popularny wśród transwestytów"

Obchodami "Dnia spódnicy i sukienki" w V Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie zainteresowali się działacze skrajnej prawicy, alarmując m.in., że to promocja przebierania się w stylu transwestytów. - Absurdalne - odpowiadają uczniowie lubelskiej "Piątki".
Zobacz wideo

"Dzień spódnicy i sukienki" zorganizowano w V Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie 8 marca. Tego dnia w spódnicach i sukienkach przychodzą do szkoły nie tylko uczennice, ale też uczniowie. Chłopcy pożyczają żeńską garderobę od mam, cioć czy sióstr albo od koleżanek. Są spódnice krótsze i dłuższe, czarne i kolorowe, w groszki i w paski. - To zabawa i sposób na szkolną codzienność - mówią nasi rozmówcy, uczniowie V LO w Lublinie. Podkreślają, że "Dzień spódnicy" został zorganizowany w szkole już po raz kolejny. Zawsze cieszy się dużym powodzeniem i nikt nigdy nie robił z tego problemu. Aż do teraz.

Dzień spódnicy, czyli... crossdressing?

Jeden z działaczy Młodzieży Wszechpolskiej z Lublina napisał na Twitterze, że to skandal. "Młodzi chłopacy, uczniowie paradowali po szkole niczym nie skrępowani w krótkich spódniczkach poprzebierani za KOBIETY! Czy to jest EDUKACJA?" - pytał, a jego wpis (został już usunięty) zacytował m.in. jeden z liderów Ruchu Narodowego, Krzysztof Bosak. "To jest tzw. crossdressing popularny wśród transwestytów i transseksualistów oraz tzw. drag queen. Z tym uczniów oswaja polska szkoła" - napisał na TT K. Bosak.

Zuzanna Murat jest przewodniczącą samorządu uczniowskiego w V LO w Lublinie. - Akcja była pomysłem samorządu. Jest organizowana od kilku lat. Wszystkie takie akcje przebierania się, w tym choćby Dzień Piżamy, odbywają się za zgodą pana dyrektora. To jest po prostu dobra zabawa. W naszym liceum jest to na porządku dziennym - tłumaczy szefowa samorządu.

Nie trafiają do niej zarzuty, że to promowanie środowiska LGBT. - Sama namawiałam chłopaków, żeby się przebrali. To naprawdę fajna zabawa, można się dużo pośmiać. A do tego, kto przebrany, ten tego dnia nie jest pytany - mówi Zuzia.

"Wpychanie się z butami w życie naszej szkoły"

Maciek Gołofit był jednym z tych chłopaków, którzy przyszli do szkoły w spódnicy. - Główną ideą akcji jest to, by wyprowadzić ze szkoły element nudy, który często wkrada się do niej w związku z szarą szkolną codziennością. Tu naprawdę nie ma żadnego podtekstu. Chodzi tylko o dobrą zabawę - tłumaczy Maciej. - Te komentarze w internecie to wpychanie się z butami w życie naszej szkoły. To nie jest fajne - podkreśla Zuzanna - Dla mnie, nawet gdyby ktoś ze środowiska LGBT przebrał się w spódnicę i wyszedł na ulicę, to nikogo nie powinno to obchodzić - dodaje nasza rozmówczyni.

Uczniowie mówią wprost, że ci, którzy ich hejtują, nie znają ich szkoły i chodzących do niej młodych ludzi. - Niektórzy wypowiadają się, nie interesując się tym, co na co dzień dzieje się w naszej szkole. Dochodzi do ignorowania faktów. Pomija się opinie nauczycieli, którzy przecież nad tym wszystkim czuwają - mówi Maciek.

Jak podkreśla, jego mama też chodziła do "Piątki" - już wtedy w Dniu Wagarowicza były przebieranki. - Opowiadała mi, że najłatwiej było jej zawsze przebrać się za mężczyznę, bo podkradała swojemu tacie marynarki. Skoro wtedy nie było problemu, że kobieta przebrała się za mężczyznę, to czemu teraz robić problem z tego, że chłopaki założyli spódnice? - zastanawiają się uczniowie.

A na stronie szkoły, nad galerią zdjęć z "Dnia Spódnicy i Sukienki" z 8 marca, czytamy m.in.: "Niemal 350 uczniów, włącznie z chłopcami, chętnie nałożyli spódnice i sukienki! Szkoła już dawno nie była taka piękna i dawno nie panowała taka radosna atmosfera, jak tego dnia. Samorząd Uczniowski jeszcze raz składa serdeczne życzenia wszystkim Paniom, to Wasz dzień!".

Posłuchaj audycji na ten temat!

DOSTĘP PREMIUM