Jan Kobylański nie żyje. "Kontrowersyjny? To jakby nic o nim nie powiedzieć"

Mikołaj Lizut podzielił się swoimi wspomnieniami na temat zmarłego Jana Kobylańskiego. Przypomina o licznych bulwersujących faktach związanych z biznesmenem. Antysemickie wypowiedzi, liczne procesy sądowe, silne powiązania z Radiem Maryja i ogromny majątek to tylko niektóre z przyczyn jego rozpoznawalności Polsce.

Swoje kontakty z Janem Kobylańskim wspominał dziennikarz TOK FM Mikołaj Lizut. Na początku XXI wieku przygotowywał duży reportaż do "Gazety Wyborczej" o ojcu Tadeuszu Rydzyku. - Informator zwrócił mi uwagę na postać mało znanego polonusa z Ameryki Południowej, który hojnie dawał pieniądze na Radio Maryja. Zaciekawiła mnie jego postać, bo niczego nie można było ustalić w stu procentach – wspominał Lizut.

Jak dodał, w 2004 udał się do Ameryki Południowej by spotkać się z Janem Kobylińskim. - Musiałem to zrobić pod zmienionym nazwiskiem, bo wiadomym było, że z dziennikarzem "Gazety Wyborczej" biznesmen nie będzie chciał rozmawiać – mówił Lizut.

Na spotkaniu usłyszał na żywo "potok antysemickich wyzwisk w kierunku polityków, episkopatu i mediów", z których Kobylański znany był wcześniej. - To były potworne i obrzydliwe słowa. Ten rodzaj antysemityzmu możemy jedynie poznać ze źródeł historycznych. Mówił o insektach, parchach. Trudno sobie to obecnie wyobrazić – mówił dziennikarz.

Przypomniał też o innej sprawie z życia biznesmena. - Wyszło na jaw, że przeciwko Kobylańskiemu w latach 50-tych prowadzone było postępowanie prokuratorskie w sprawie szmalcownictwa. Człowiek ten razem z ojcem w czasie okupacji mieszkał w Warszawie. Jak wynika z akt prokuratury, Kobylański miał zaproponować żydowskiej rodzinie załatwienie aryjskich papierów, wziął za to na nawet złote ruble. Jednak żadnych dokumentów nie załatwił, a rodzinę miał wydać Gestapo. Prawdopodobnie oni wszyscy zginęli. Kobylański był poszukiwany listem gończym, ale zniknął – opowiadał Lizut.

Mocno niejasne są też losy Kobylańskiego w czasie wojny. W oficjalnej biografii twierdzi on, że był więźniem Pawiaka, a potem trafiał do kilku obozów koncentracyjnych. - Nieznane są role w jakich tam przebywał. Dotarłem do relacji, które twierdziły, że był więźniem funkcyjnym. Podawał swój numer obozowy, którym w Auschwitz oznaczony był zupełnie kto inny – wymieniał dziennikarz.

W życiu na emigracji Kobylańskiego też jest wiele niejasności. - Pierwszy biznes – fabrykę szczoteczek do zębów – otworzył we Włoszech. Razem z Niemcem, z którym świętował wcześniej oswobodzenie z obozu przez armię amerykańską. Ten człowiek miał być w obsadzie obozu. Potem w Szwajcarii handlował na giełdzie metali. Wielu twierdzi, że popadł wtedy w kłopoty związane z kolaboracją z faszystami. Trwały masowe wyjazdy byłych nazistów do Ameryki Łacińskiej, Argentyny, Paragwaju i ten kierunek obrał Kobylański – kontynuował Mikołaj Lizut.

W Paragwaju przyszły mecenas Radia Maryja pracował między innymi w ministerstwie przemysłu razem z niesławnym doktorem Mengele. - Dorobił się tam wielkich pieniędzy. Dostał monopol na produkcję znaczków pocztowych. Gdy reżim Alfredo Stroessnera upadł, to niemalże musiał uciekać. Trafił do Urugwaju i tam został liderem Polonii – mówił dalej Lizut.

Według dziennikarza, to właśnie duży majątek pozwolił Kobylańskiemu zrobić karierę. - Miał pieniądze, ale brakowało mu sławy. Wymyślił sobie, że polskie korzenie będą lewarem, który pozwoli mu robić karierę. Jako człowiek majętny zaskarbił sobie elit władzy w Polsce. Minister Krzysztof Skubiszewski niestety mianował go konsulem honorowym. To funkcja może nieprofesjonalna w dyplomacji, ale dająca splendor. Dopiero minister Władysław Bartoszewski odwołał go z tej funkcji – opowiadał dziennikarz.

Jak ocenił Mikołaj Lizut, w czasie już wolnej Polski Jan Kobylański "był dla niej hańbą".

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM